Bogaci i biedni sąsiadują ze sobą, mieszkają kilka kroków dalej i mijają codziennie na ulicy. Rozmawiamy z Justyną, Elą, Marcinem i Olą ze Stowarzyszenia Wiosna, którzy przekonają Cię, że masz na innych ludzi znacznie większy wpływ niż Ci się zdaje. Poznaj kulisy niezwykłego – Szlachetnego Challenge`u. Firmy we Wrocławiu, ich pracownicy i znajomi nie przeszli obok niego obojętnie.

Oni tworzą Szlachetny Challenge. Od lewej: Justyna Oleksiuk, Ela Stefańczyk, Marcin Kaniewski i Ola Szewczyk.
Takiego wyzwania jeszcze w Polsce nie było
Maciej Leśnik: Poprzez Szlachetny Challenge rzuciliście wyzwanie firmom IT i zachęcacie pracowników, ich rodziny i znajomych, aby włączyli się w mądre pomaganie. Jesteśmy za półmetkiem akcji, zaangażowało się kilkadziesiąt osób. Udział w akcji biorą 3 firmy z branży: to dużo czy mało?
Marcin Kaniewski: We Wrocławiu w branży IT pracuje ponad 30 tysięcy osób. Trzy firmy, które przyjęły wyzwanie – Unit4, Nokia i Capgemini – zatrudniają ponad 4,5 tysiąca pracowników. To ogromna grupa, do której możemy dotrzeć z ideą mądrego pomagania. Szlachetny Challenge rozpoczął się 1 lutego – od tego czasu setki osób przeglądało stronę akcji, być może pierwszy raz miało okazję przeczytać, czym jest Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości. Tego rodzaju challenge wśród firm prowadzimy jako pierwsi w Polsce, choć nie znamy biznesu od podszewki i nie mamy w dorobku milionowych projektów. Od początku do końca organizowaliśmy challenge jako wolontariusze. Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że odnieśliśmy mały sukces. To, że w projekt weszły tylko trzy firmy wynika z tego, że mieliśmy bardzo mało czasu na przygotowania.
Justyna Oleksiuk: Pomysł na Szlachetny Challenge bardzo się spodobał. Byliśmy w kontakcie jeszcze z kilkoma innymi firmami, ale nie wzięły udziału ze względu na długi proces decyzyjny. Jedna firma odmówiła, ponieważ organizowała podobną rywalizację w wewnętrznym gronie. Widzimy teraz, że na tak ambitny projekt potrzeba więcej czasu. Cieszę się, że Unit4, Nokia i Capgemini były chętne i gotowe do wzięcia udziału i że akcja mogła ruszyć już teraz. Nie chcieliśmy czekać.
Ela Stefańczyk: A ja tylko dodam, że dla mnie sukcesem jest też to, że po prostu mogliśmy dać tym ludziom możliwość zaangażowania się.
Jak przebiega rywalizacja?
Justyna: Poziom jest wyrównany. Aby wygrać Szlachetny Challenge, firma musi zaangażować jak najwięcej osób. Wiadomo, że wymiernym efektem są pieniądze, ponieważ swoje angażowanie demonstrujemy poprzez przelew na Zrzutka.pl. Każda wpłata ma jednakowe znaczenie: niezależnie czy to będzie złotówka czy największa kwota, jaka wpłynie. Uwzględniamy też proporcję osób wpłacających do wszystkich osób zatrudnionych. Sytuacja zmienia się dynamicznie (w dniu rozmowy liczba zaangażowanych wynosiła 53 osoby, dwa dni później już 93 – przyp. red.). To jest nasz pilotażowy projekt, napędzany siłami i pasją wolontariuszy. Nabieramy doświadczenia, nawiązujemy kontakty z firmami i przyciągamy uwagę dużych korporacji z branży IT.
Co ciekawe, z inicjatywą projektu wyszła jedna z firm, a nie Stowarzyszenie.
Marcin: To prawda, bo propozycja padła przy okazji spotkania z potencjalnym Inwestorem Społecznym, firmą Unit4. Branża IT jest wyjątkowo silna we Wrocławiu, a CSR (Społeczna Odpowiedzialność Biznesu) jest w nich bardzo pozytywnie postrzegana. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że skoro firmy prowadzą ze sobą tak zaciętą konkurencję o pracowników, czemu nie wykorzystać tej energii na wzajemne prześciganie się w niesieniu pomocy dla innych?
Justyna: Rywalizacja potrwa do wtorku 14 lutego, mamy jeszcze kilka dni. Jeżeli pracownicy innych firm czytają ten wywiad, również mogą jeszcze zgłosić swojego pracodawcę. Warto powiedzieć, że na stronie Szlachetnychallenge.pl jest też otwarta grupa – nie jestem z IT, ale chcę mieć wpływ. Każdy, komu podoba się ta inicjatywa, może wejść na stronę, wybrać link i wpłacić dowolną kwotę.
Najlepsza reklama dla firmy
Co zyskują firmy, które biorą udział w wydarzeniu?
Justyna: Naszym przesłaniem była myśl, że pracownik, który uczestniczy w wydarzeniu, reklamuje jednocześnie swoje miejsce pracy. Zachęca do udziału rodzinę i znajomych: wpłać 5 zł na Capgemini, bo ja tam jestem zatrudniony. W ten sposób utożsamia się z firmą i pokazuje, że warto pracować dla takiego pracodawcy. Trudno o lepszą promocję dla firmy.
Marcin: Podkreślamy cały czas, że nie chodzi o wysokość wpłaty, tylko zaangażowanie jak największej liczby osób. Tak samo liczy się wpłata złotówki jak i tysiąca złotych, co wydaje się kuriozalne, ale rzeczywiście takie przyjęliśmy zasady. Nie skupiamy się na tym, jaką kwotę zebraliśmy, ale codziennie sprawdzamy, ile osób kliknęło i wpłaciło. To będzie największym miernikiem sukcesu tego projektu.
Najczęściej o pomaganiu myślimy: mnie na to nie stać. Kojarzy nam się z przywilejem bogatych, wydawaniem wielkich sum i zaangażowaniem ponad nasze możliwości.
Justyna: Wystarczy chcieć. Mówimy, że cechą wspólną wolontariuszy w Szlachetnej Paczce jest to, że im się po prostu chce: wyjść do ludzi i zrobić coś dla kogoś. Zrobienie przelewu za złotówkę czy pięć złotych to jest przecież chwila moment.
Marcin: Za złotówkę można niewiele kupić, ale jeżeli ubiera się ich więcej, to jest w tym jakaś wartość. Prosty przykład: aby opłacić bilet w parkomacie, muszę wrzucić monetę. Dopiero kiedy trzymam ją w ręce, uświadamiam sobie, że tak drobny nominał też ma jakąś wymierną wartość.
Justyna: Dla nas zaangażowanie wyrażone w złotówce to jest niedużo, ale każdy z nas będąc wolontariuszem, widział rodziny, dla której czasami pod koniec miesiąca od tej złotówki może zależeć, czy będzie miała na chleb czy nie.
Czyli zgodzicie się, że pieniądz ma tylko taką wartość, co można z nim zrobić?
Zobacz na co zostanie przeznaczona Twoja pomoc!
Justyna: Ktoś mógłby zapytać: dlaczego zbieramy pieniądze na Zrzutka.pl? Aby Szlachetny Challenge miał sens, nie może być tylko zbieraniem punktów – bo te moglibyśmy sobie zakreślać na tablicy. Pieniądz to konkretne narzędzie przez które pokazujemy konkretne zaangażowanie. Musieliśmy przyjąć jakiś miernik, a skoro popularyzujemy Szlachetną Paczkę i Akademię Przyszłości, też chcieliśmy je wesprzeć. Wszystkie pieniądze przekażemy na ten cel. Nawet jeżeli to będzie mała kropla w morzu potrzeb, to jednak przyczyni się do tego, że projekt w kolejnej edycji będzie mógł ruszyć, a dzieci z Akademii Przyszłości otrzymają swoje indeksy.
Marcin: Spotykamy się z przedstawicielami działów CSR i rozmawiamy na temat organizacji wolontariatów. W swoich projektach firmy mają takie założenia, natomiast widzimy, że borykają się z różnymi problemami, żeby poruszyć pracowników do udziału w akcjach społecznych. Niektóre firmy proponują nawet wzamian dwa dni wolnego, a i tak to zaangażowanie nie jest zbyt wielkie. Chcemy zachęcić, aby zauważyli potrzeby innych osób i chcieli im bezinteresownie pomagać. Światowego Dnia Wolontariatu usłyszałem statystyki, z których wynika, że Polacy są pod tym względem daleko w tyle za Europa Zachodnią czy Skandynawią. To, co teraz powiem, zabrzmi niepopularnie, ale tak jest.
Czy jesteś gotowy, aby przekroczyć samego siebie?
Ile osób organizuje Szlachetny Challenge po Waszej stronie?
Marcin: Pracujemy w cztery osoby, choć akurat słowo ,,praca” nie odzwierciedla tego, co dla nas znaczy ten projekt.
No właśnie – spotykamy się w Barbarze, jest godzina 16.00. Wyszliście z pracy, jesteście po zajęciach na uczelni. Czym jest dla Was zaangażowanie w projekcie i jakie pełnicie role w Stowarzyszeniu Wiosna?
Justyna: Każdy może coś opowiedzieć o sobie. Ja pracuję na etacie, od 7 do 15. Dla mnie bycie koordynatorem ds. biznesowych jest wolontariatem. To jest trzecia edycja, w której pełnię jakąś rolę i na pewno nie ostatnia. Ten projekt uzależnia. Moje zaangażowanie jest na miarę moich możliwości, ale czasami wykraczam poza nie. Nie kończę na tym, co powinnam zrobić, chcę czegoś więcej.
Znajdujesz siły i czas po pracy?
Justyna: Na Paczkę zawsze się znajdzie, wydłuży się dobę albo skróci odpoczynek.
Ela: Powiedz chociaż, że śpisz te osiem godzin.
Justyna: Niektórzy śpią po dwie lub trzy, ja śpię siedem-osiem. Da się. Widzę, że mam wpływ na innych ludzi i daje mi to ogromną energię do życia. Przez te trzy lata w projekcie doceniam każde pięć minut. Wiem, co w tym czasie mogę zrobić: zadzwonić, dowiedzieć się, pójść coś załatwić. W wakacje bez projektu, człowiek rozleniwia się na kanapie, nic nie robi i nie myśli, jak ten czas jest cenny. Doceniamy każdą chwilę. Skończyłam pracę o 15.00, przyszłam tutaj na spotkanie rekrutacyjne, a teraz rozmawiamy dla Wroclife.
Agnieszka Zając (przyszła później, ale też chce powiedzieć o Paczce): Ja studiuję pedagogikę i pracuję w fabryce. W projekcie jestem już sześć lat. Ten projekt wciąga, ale to też ogromna odpowiedzialność, i motywacja, aby ten czas dobrze wykorzystywać, bo jest go mało. Dla mnie jest nauką nowych kompetencji. Gdyby nie Stowarzyszenie Wiosna, nie spróbowałabym roli koordynatora, zarządzania zespołem i prowadzenia wdrożeń. Tak naprawdę każdy z nas ma takie doświadczenia, które pokazały, że może przekroczyć siebie i stać go na więcej. To pozwala nam pogodzić prace, studia i naukę z Paczką.
Ela: Ja jestem jedyną osobą w województwie, która z uwagi na dużo obowiązków jest zatrudniona na umowę o pracę, ale też nie jestem pierwszy raz w projekcie. To mój piąty rok. Przez cztery lata byłam wolontariuszem, w zeszłej edycji koordynatorem regionalnym, oprócz tego pełniłam dużo innych ról m.in. koordynowałam Paczkę Prawników, Paczkę Seniorów. Jednocześnie studiowałam dwa kierunki: prawo i administrację i byłam głównym organizatorem drużyny piłki ręcznej na Uniwersytecie Wrocławskim. W moim przypadku okazywało się, że im więcej się robi, tym więcej ma się czasu. Wydaje się to paradoksalne, ale tak jest. Siedzenie przed telewizorem i odpoczynek też jest ważne.
Marcin: Ja z kolei nie mam telewizora w domu, nudzę się, nie mam co robić, dlatego jestem tutaj. Mówiąc poważnie, zgadzam się, że czas można wykorzystać w różny sposób, można właśnie siedzieć przed telewizorem i powtarzać, że na nic nie mamy czasu. Jeżeli nam się chce i jesteśmy zorganizowani, on się znajdzie. Nie mam telewizora od 6 lat, a dopiero od września jestem w Paczce i czuję, że ten telewizor wcale nie jest mi potrzebny.
Ola Szewczyk: Ja jestem na finiszu studiów. W Paczce działam rok, ale ze Stowarzyszeniem Wiosna jestem związana od trzech lat, ponieważ wcześniej byłam wolontariuszką w Akademii Przyszłości jako tutor, koordynator ds. promocji, teraz jestem koordynatorem regionalnym. Zgadzam się, że pomaganie uzależnia. Wiadomo, że przychodzi czas, kiedy jest intensywnie i czuję wtedy zmęczenie, ale to nie jest przecież tak, że poświęcamy ten czas, bo musimy. Widzimy wartość osób, z którymi współpracujemy i rodzin, którym pomagamy. Mogę coś zrobić dobrego dla innych i to jest moja główna wygrana.
Ela: W tym wszystkim, co powiedzieliśmy, ważne jest też atmosfera: wśród takich ludzi chce się być, spędzać czas i pracować. Nie wyobrażam sobie, że za 15 lat nie będę chociaż wolontariuszem w projekcie, choćbym była nie wiadomo jak zapracowanym prawnikiem.
Justyna: Myślę, że są dwa powody, dla których wolontariusz po pierwszym roku, chce włączyć się w kolejną edycję. Po pierwsze, widzi dla siebie możliwość rozwoju, może się sprawdzić w różnych rolach. Drugą niezastąpioną wartością są ludzie. Nawiązują się znajomości i przyjaźnie, także z rodzinami, którym pomagamy. Dla mnie rozmowa z rodziną pozostaje w pamięci na całe życie. Przez Szlachetny Challenge pośrednio zapraszamy też pracowników nie tylko do wpłat, ale aby sami sprawdzili, czym jest wolontariat.
Ela: Ksiądz Jacek Stryczek (założyciel i prezes Stowarzyszenia Wiosna – przyp. red.) mówi, że to jest projekt, w którym ludzie są fajni. Jaka jest definicja bycia fajnym? To ktoś, z kim dobrze spędza się czas i można się wiele nauczyć. Tak faktycznie jest. Przez pięć lat poznałam niezliczoną liczbę osób, od których się czegoś nauczyłam. Bez Paczki i Stowarzyszenia nie byłabym tę samą osobą, którą jestem teraz.
Ketchup jest najfajniejszą rzeczą na świecie
Czego nauczyły Was rodziny i dzieci, którym pomagacie?
Justyna: Bardziej doceniam to, co mam: dach nad głową, spanie, pełną lodówkę. Czasem ciężko wstać do pracy, ale idę i pracuję. Wracam do domu, odkręcam kran, leci ciepła woda, a ktoś tego nie ma. Odwiedziny rodzin weryfikują moje nastawienie do życia. W moich oczach pokazują one bohaterską postawę, bo mimo tego, że sobie ze wszystkim nie radzą, próbują jednak coś zmienić w swoim życiu.
Ela: To zabrzmi banalnie, ale cieszę się z małych rzeczy. Kiedy szykujemy i zawozimy Paczkę, znajdują się w niej przede wszystkim bardzo codzienne artykuły. To przecież oczywiste, że każdy ma w domu np. pieprz i sól. A przecież na wszystko trzeba zapracować, zarobić. Potem okazuje się, że jest dziecko, które widzi ketchup i to jest dla niego najfajniejsza rzecz na świecie! Jako opiekun dziecka w Akademii Przyszłości nauczyłam się, żeby cieszyć się z najmniejszych sukcesów. Pracuje z Dominikiem, który przez pierwsze trzy spotkania w ogóle ze mną nie rozmawiał. Odpowiadał tylko na pytania: tak/nie. Ostatnio nawet odpowiedział: nie wiem. Bardzo się ucieszyłam, bo to była kolejna rzecz, którą do mnie powiedział.
Ile ma lat?
Ela: Osiem. Chłopiec jest wycofany, nie chce spędzać czasu z innymi dziećmi, woli być sam. To nie jest tak, że nie ma takiej potrzeby przebywać z innymi dziećmi, po prostu boi się odrzucenia. Ostatnio powiedział, że chce z nami pójść na bal karnawałowy. Osoba trzecia powiedziałaby, że zachęcenie kogoś do pójścia na bal to nic takiego, ale z perspektywy pracy z tym konkretnym dzieckiem wiedziałam, że to dla niego prawdziwy wyczyn
Ola: A ja myślę, że często nie doceniamy osób, które mamy obok. Codziennie się na nie irytujemy. Dopiero potem sobie uświadamiamy, że te dzieci nie mogą liczyć na takie wsparcie. I my dla nich możemy się stać takim wsparciem. Myślę też o tych wszystkich wdzięcznych rodzinach, które spotkałam. Co jakiś czas słyszeliśmy: Niech Was Bóg błogosławi i Wy tam działajcie do końca świata. Jedna pani powiedziała, że przez całe życie ona starała się pomagać innym i teraz, kiedy sama potrzebuje pomocy, ktoś o niej pomyślał. Dużo mi daje też nasz zespół. Gdyby nie Paczka to pewnie sami nawet nie mielibyśmy możliwości przeprowadzić takiego challenge`u.
Marcin: Moje doświadczenie jest póki co skromne, ale cały czas chodzi mi po głowie zdanie, które powiedział Pan Mirek. Kiedy przyszliśmy do niego w Weekend Cudów z wszystkimi paczkami, zaczęliśmy rozpakowywać meble i montować łóżko, on powiedział: No chyba zacznę wierzyć w ludzi. To mi pokazało, że warto działać, żeby chociaż znowu człowiek uwierzył w człowieka.
Świat bogatych i biednych
Jesteśmy bardziej bogaci niż nam się wydaje i mamy czym się dzielić. W poniedziałek 13 lutego opublikujemy drugą część rozmowy z Justyną, Marcinem, Elą i Olą. Tym razem zaprosimy Was, abyście odwiedzili z nami świat biednych – rodzin i dzieci, które dzięki Tobie mogą zwyciężyć w swoim życiu.
Czy mamy wpływ na najbliższe otoczenie? Jeden z liderów Szlachetnej Paczki, bez pośrednictwa żadnej instytucji, pytając tylko swoich znajomych, zdobył dane 60 rodzin, które potrzebowały pomocy. 55 otrzymało Szlachetną Paczkę. Jedna rodzina w dwa dni po finale i wręczeniu prezentów odbyła 14 rozmów rekrutacyjnych i zdobyła pracę. Masz wpływ!





