Gruzowisko albo trudno dostępne leśne tereny. A na nich ratownicy z psami poszukujący zaginionych. I ogromna radość, kiedy uda się kogoś odnaleźć. Większość z nas kojarzy ten obraz głównie z telewizji. Mało kto wie, że taka grupa działa również we Wrocławiu. W dodatku to największa tego typu jednostka w Polsce.
Ochotnicza Straż Pożarna Jednostka Ratownictwa Specjalistycznego, bo to o nich mowa, działa od 13 lat. To grupa biorąca udział w poszukiwaniach osób zaginionych. Mogą zostać wezwani w każdej chwili i w każdej chwili są gotowi, by wyruszyć na akcję ratunkową. Ich głównym atutem są psy ratownicze – czworonożni bohaterowie, którzy pomagają w ratowaniu ludzi.
Trenujemy…
Pies ratownik musi wykazywać specyficzne cechy. Najważniejsze jest nastawienie do ludzi – muszą kojarzyć mu się pozytywnie – z zabawą lub smakołykiem. Jednocześnie nie może być lękliwy np. bać się huków czy dźwięków sprzętu strażackiego. Wszystko trzeba wypracować podczas szkolenia.
Szkolenie można rozpoczynać już w wieku dwóch miesięcy. Do zdania specjalistycznego egzaminu, koniecznego do uczestnictwa w akcjach, mija zwykle około dwóch lat. W tym okresie praca z psem odbywa się praktycznie codziennie. Czworonożny ratownik nie jest zwykłym psem i jego właściciele muszą o tym zawsze pamiętać. Na początku trzeba go zsocjalizować i przyzwyczaić do sytuacji, jakie mogą zdarzyć się podczas akcji.
W Polsce kwestię psów ratowniczych reguluje odpowiednie rozporządzenie. Wymienia ono rasy, które mogą służyć jako ratownicy. Jednak regulacje dla jednostek ochotniczych są mniej restrykcyjne. Zdarzają się tutaj nawet mieszańce. Jeżeli na testach widać takie cechy, jak chęć szukania ludzi, dobra współpraca z przewodnikiem czy praca nosem, można rozpocząć szkolenie. Jednak dopiero po kilku miesiącach można ocenić czy pies nadaje się na ratownika. To sprawa indywidualna, zależąca od konkretnego psa, jego rasy czy wieku. Niestety niektóre odpadają.
Grupa trenuje wspólnie 2–3 razy w tygodniu. Przebieg nauki zależy od poziomu psów. Młodsze ćwiczy się samą socjalizacją bądź prostymi poszukiwaniami. Istotą jest wyrobienie automatyzmu – jeżeli pies poczuje zapach człowieka powinien skoncentrować się na jego odnalezieniu. Potem ćwiczy się etap sygnalizacji. Już nie samo znalezienie poszukiwanego jest nagradzane, ale informowanie o tym przewodnika.
Jeśli w treningu biorą udział doświadczone psy, wówczas trenuje się oba te elementy łącznie, symulując akcję poszukiwawczą. Pozoranci chowają się, a psy mają ich zlokalizować i oznaczyć. Finałem jest zabawa z odnalezionym. Bo właśnie zabawa jest główną motywacją dla psów – ratowników.
…i ruszamy do akcji
Do akcji ratunkowej jednostka może być wezwana właściwie w każdej chwili i zawsze musi być na nią gotowa. Ktoś może zaginąć w każdym momencie. Poszukuje się głównie osób starszych – w tym chorych na alzheimera czy potencjalnych samobójców, rzadziej dzieci.
Wrocławska grupa przede wszystkim stara się dowiedzieć możliwie jak najwięcej o osobie zaginionej. Jest wiele wspólnych cech typowych dla wszystkich zaginionych. OSP JRS opiera się na danych na temat zachowań osób zaginionych w USA, które uzupełnia o doświadczenie ze swoich akcji i dostosowuje do naszych warunków. Skupia się na sprawdzeniu najbliższej okolicy miejsca ostatniego znanego pobytu. W drugiej kolejności przeszukuje się miejsca, w których osoba zaginiona może się znaleźć. Wiele zależy od tego, ile czasu minęło od zaginięcia. Jeżeli jest to kilka godzin, to teren poszukiwań jest zawężony. Jednak jeśli minęło więcej niż 12 godzin, to obszar poszukiwań staje się znacznie większy.
Psy ratownicze wykorzystuje się przede wszystkim w terenach leśnych i trudno dostępnych. Na otwartym terenie, takim jak drogi czy pola, najczęściej wystarczy ludzki wzrok. Podobnie w rejonach zurbanizowanych. Zwierzęta wykorzystuje się tam, gdzie teren jest najtrudniejszy, ludzie nie dają rady, a nos psa sprawdza się idealnie.
Pies ratownik ze swoim przewodnikiem jest w stanie przeszukać w ciągu godziny nawet do 15 hektarów terenu. Żeby sprawdzić taki sam obszar w podobnym czasie, potrzeba około 10–15 osób. To jednak spory wysiłek. Jeżeli człowiek pokona w czasie akcji około 4–5 kilometrów pies, z racji specyfiki swojej pracy, przebiegnie dwa razy więcej.
Poszukiwania gruzowiskowe są trudniejsze od tych w terenie. Podczas nich można liczyć właściwie tylko na psy. W niektórych przypadkach co prawda wprowadza się kamerę lub liczy na stukanie osoby uwięzionej. Jednak to pierwsze nie zawsze jest wykonalne, a żeby dać sygnał swojej obecności poszukiwany musi być przytomny. Zapach człowieka i psi węch nie mają takich ograniczeń.
Co ciekawe, jeżeli podczas poszukiwań psy nikogo nie znajdą, to i tak za swoją pracę otrzymują nagrodę.
– Jeden ze strażaków czy policjantów chowa się po to, żeby pies mógł go odnaleźć i dostać upragnioną chwilę zabawy za ciężką pracę, jaką wykonał. To ważne, w celu podtrzymania morale zwierzaków – mówi Łukasz Telus, strażak–ratownik, Naczelnik wrocławskiej jednostki – Zwierzak pojedzie na jedną, drugą, czwartą akcję i przy kolejnej uzna, że to trochę nie fair. Prowadzimy go po lesie, gdzie się natrudził, zmarzł, a nie dostał zabawy, na którą liczył.
Pomóż pomagać
We wrocławskiej jednostce pracuje obecnie 30 psów. Z tego 13 ma uprawnienia do pracy w terenie, a 10 na gruzowiskach. To największa taka jednostka w Polsce. W całym kraju psów z uprawnieniami terenowymi jest 101, a z gruzowiskowymi raptem 50. Państwowa Straż Pożarna posiada tylko 6 takich grup, pozostałe to grupy ochotnicze, z których około 20 ma certyfikowane psy ratownicze. Są w kraju też województwa, które nie mają ani jednego certyfikowanego psa.
Niestety, jednostka boryka się z trudnościami finansowymi, jak każda społeczna organizacja. Ratownicy działają nieodpłatnie w swoim wolnym czasie. Czasem nawet muszą zwalniać się z pracy czy rezygnować z codziennych obowiązków, żeby wziąć udział w akcji. Sami również utrzymują psy, które należą do nich. A nie jest to tanie. Czworonożni ratownicy wymagają najlepszej gatunkowo karmy i doskonałej opieki weterynaryjnej. Roczny koszt utrzymania takiego psa to nawet 5 tysięcy złotych.
Jednostka na bieżącą działalność pozyskuje środki z wielu źródeł. Są to dotacje Gminy Wrocław, Państwowej Straży Pożarnej, darowizny oraz jeden procent odpisany z podatku. Wsparcie od gminy wystarcza na bieżącą działalność i czasem zakup sprzętu ratowniczego. Dwa lata temu, miasto sfinansowało dla grupy zakup quada. Obecnie grupa stara się wyposażyć samochód, którym ratownicy będą jeździć na akcje. Na jego przygotowanie potrzeba jeszcze około 70.000 złotych.
Warto zwrócić szczególną uwagę na to, że w ubiegłym roku ratownicy przepracowali społecznie około 2600 godzin, z czego 828 podczas akcji poszukiwawczych, co można przełożyć na koszt nakładów pracy w wysokości około 60.000 złotych, a szacunkowy koszt wyszkolenia psa ratowniczego to około 50.000. Tych wydatków nikt nie musiał ponieść, właśnie dzięki zaangażowaniu i bezinteresowności strażaków OSP JRS.





