Teraz latem gdy dni są długie, słońca jest więcej a nawet ciepły deszczyk jest nam niestraszny chętniej spacerujemy po naszym mieście. Wrocław może poszczycić się piękną architekturą, malowniczymi zaułkami i niezwykłymi legendami. Każdy letni spacer jest wyjątkowy, zauważamy detale, które zimą są zakryte śniegiem lub są skąpane szarością,  teraz ujawnią się i zachęcają do poznania tajemnic jakie skrywają.

Chyba każdy z nas spacerował po Ostrowie Tumskim. Zadzierał wysoko głowę podążając wzrokiem za strzelistymi wieżami kościołów i przyglądał się detalom architektonicznym. Oczywiście nie można obojętnie przejść obok Katedry Jana Chrzciciela, jej olbrzymia bryła zabiera dech w piersiach. Uważni obserwatorzy na pewno dostrzegli w ścianie (południowej, tej od strony rzeki) głowę, mało kto pamięta smutną historię jaka się z nią wiąże.

Według legendy, ta niema kamienna głowa należała do ubogiego młodzieńca, który zakochał się w córce bogatego złotnika Franciszka.  Dziewczyna była obdarzona niezwykłą urodą, przy której najpiękniejsze klejnoty traciły swój blask. U złotnika pracował młody czeladnik Henryk. Pomocnik złotnika nie mógł oprzeć się urokowi pięknej Barbary. Z czasem młodzi obdarzyli się wzajemnie szczerym uczuciem i spotykali się w tajemnicy przed ojcem dziewczyny. Jednak jak to bywa, tajemnica wyszła na jaw, gdy pewnej nocy złotnik przyłapał ich na spotkaniu. Henryk został przegnany z domu pracodawcy. Zaplanował, że kiedyś powróci do złotnika z ogromnym bogactwem i będzie mógł poślubić ukochaną. Niestety, to nie był koniec niepowodzeń chłopaka, tuż za bramą miasta został napadnięty przez rozbójników, którzy zabrali mu jego skromny dobytek.

Nieszczęśliwy i rozgniewany Henryk doszedł do wniosku, że uczciwą pracą nie zdobędzie majątku, więc musi znaleźć inny sposób aby zdobyć pieniądze. Postanowił przyłączyć się do bandy rabusiów. Nowy fach opanował bardzo szybko, przemocą zdobywał upragnione pieniądze i klejnoty. Okradał kupców a nawet rabował biedaków wracających z targu, którzy ciężko pracowali na kilka groszy. Henryk stał się człowiekiem bez serca, nie miał litości dla nikogo.

Po pewnym czasie gdy chłopak zdobył wystarczające bogactwo postanowił wrócić do domu złotnika.  Dostojnie ubrany z workami kosztowności wjechał przez Bramę Świdnicką do Wrocławia i udał się do domu Franciszka. Drzwi otworzyła mu jego dana ukochana, lecz on nawet na nią nie spojrzał. Dziarsko wszedł do izby gdzie pracował złotnik. Rzucając worki rzekł że – nie musi już prosić o rękę córki Franciszka, za tyle złota może ją sobie kupić.

Oszołomiony bogactwami złotnik oglądał złote monety, drogocenne bransolety i naszyjniki. Jednak w pewnej chwili Franciszek zauważył znajomy pierścień i od razu rozpoznał swoją robotę. Pierścień ten zamówił u niego pewien bogaty kupiec, który został zaatakowany i ograbiony przez rabusiów, którzy go zabili. Wtem złotnik pojął, skąd pochodzi majątek chłopaka, ale Henryka już nie było w jego domu.

Rozpacz i gorycz sprzed lat owładnęła serce i umysł Henryka, który każdego dnia planował zemstę. A teraz przyszedł czas aby ją zrealizować. Jeden z przekazów mówił, że wściekły chłopak podpalił warsztat złotnika a sam pobiegł na drugą stronę rzeki. Wdrapał się na wieże Katedry i stamtąd obserwował przez małe okienko swoje dzieło. Z satysfakcją oglądał jak ogień pochłania dom i warsztat złotnika. Jednak ogień przeniósł się na  sąsiednie domy, aż objął pół miasta. Mieszkańcy Wrocławia biegali w panice i starali się ugasić pożar trawiący miasto. Gdy Henryk poczuł, że dopełniła się jego zemsta postanowił opuścić wieżę Katedry. Jednak nie mógł wydostać swojej głowy z malutkiego okienka, które robiło się coraz mniejsze zaciskając się wokół jego szyi. Chłopak zaczął krzyczeć i wołać o pomoc ale nikt nie reagował bo wszyscy byli zajęci gaszeniem pożaru.  Wtedy zrozumiał, że nie uda mu się wydostać, pozostanie uwięziony w murach Katedry na zawsze. I tak się też stało.

Jak podaje Krzysztof Kwaśniewski w książce „Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie” – kamienna głowa mogła być czyimś portretem, umieszczonym według ówczesnego zwyczaju żartem przez budowniczego, albo raczej był to (…) wizerunek złego ducha wmurowany dla jego unieszkodliwienia.