Mam tak zwaną niezachwianą pewność, że w moim bujnym życiu nic wielkiego mnie nie czeka poza w miarę ckliwym pożegnaniem z towarzyszeniem orkiestry moich ulubionych harmonistów z Brochowa, którzy po raz ostatni zagrają wówczas melodię z filmu „Tabor idzie do nieba”. Zresztą w niebie zagoszczę na chwilę tylko, gdyż tamtejszy urząd emigracyjny, zorientowawszy się, kogo im podstępnie podesłano, błyskawicznie odeśle mnie do diabła. Fakt ten niespecjalnie mnie martwi, ponieważ w miejscu docelowego pobytu spotkam np. Woltera, Giordano Bruno, Michaiła Bułhakowa, piękną cesarzową Messalinę i ukochanego przeze mnie Witkacego.

Nie spodziewając się zatem żadnych korzyści i awansów, mogę bezkarnie podlizać się Panu Jackowi Sutrykowi, wolą suwerena namaszczonego na prezydenta mojego Wrocławia. Szczerze i bezinteresownie gratuluję Panu tego wyboru! Miałem okazję zamienić z Panem parę słów i odczytuję Go jako spokojnego i kompetentnego urzędnika. Mam nadzieję, że poradzi Pan sobie z kłopotem, jakim dla miasta jest WKS Śląsk, dla żartu zwany drużyną piłkarską. Kiedyś, w słusznie minionej epoce, nasi koszykarze seryjnie zdobywali mistrzostwa Polski, siatkarze z kwitkiem odsyłali rywali, bokserzy lali (przepraszam za kolokwializm) kolegów z branży na międzynarodowych imprezach. A wioślarze, kolarze? Łza się w oku kręci.

Wykorzystując okazję, zwracam się również z uprzejmą prośbą o rozwiązanie problemu parkowania w ścisłym centrum miasta, podjęcia walki z „artystami” bezkarnie zapaskudzającymi elewacje zabytkowych obiektów i wszechwładnym, poweekendowym brudem. Może uda się zdyscyplinować niektórych (podkreślam: niektórych) rowerzystów poruszających się po przejściach dla pieszych, nierzadko na czerwonym świetle, oraz ryczących nocami motocyklistów. Mam nadzieję, że podejmie się także stanowczą walkę ze szczurami, których populacja dawno przekroczyła granice bezpieczeństwa i już nawet w biały dzień spacerują po podwórkach i ulicach. Nawiasem mówiąc, zdaniem fachowych szczurobójców, te skądinąd urocze futrzaki na proponowane im trutki dawno już nie reagują. Marzy mi się też większa ilość koszy na śmieci, ale tu już się chyba posunąłem za daleko. Cholera, może jednak warto trochę poczekać z tym „Taborem do nieba”…