Z Konradem Imielą, dyrektorem naczelnym i artystycznym wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol, rozmawiamy o najważniejszych premierach nowego sezonu, roli Capitolu na teatralnej mapie Polski i planach na kolejne lata.
Ruszył nowy sezon w Teatrze Muzycznym Capitol. Zaczynacie od mocnego uderzenia, czyli spektaklu „Mock. Czarna burleska”. To propozycja tylko dla miłośników książek Marka Krajewskiego? A może spodoba się także tym, których niekoniecznie pasjonują przygody komisarza Eberharda Mocka?
Konrad Imiela: Staram się, żeby ten spektakl był zrozumiały dla każdego, nawet dla osób, które nigdy w życiu nie przeczytały ani słowa z powieści Marka Krajewskiego. Przygotowaliśmy wprawdzie szereg różnych smaczków dla wielbicieli Mocka, dostrzegalnych dla znawców, ale historia powinna być uniwersalna.
Spektakl składa się z długich, rozbudowanych songów, mieszczących w sobie skomplikowane opowieści kryminalne. Podczas prac nad adaptacją, kiedy zaczynaliśmy pisać z Romanem Kołakowskim pierwsze teksty, dość szybko okazało się, że musimy je upraszczać, ograniczać ich wielowątkowość, żeby były czytelne dla każdego widza. Wpadłem też na pomysł, żeby każdy z tych długich songów poprzedzony był krótką piosenką narratorek – Dam Ulicy – w której zapowiadają one prostymi słowami, w podwórkowo-burleskowej manierze, o czym będzie następna opowieść.
Co nas jeszcze czeka w nowym sezonie? Jakie będą inne najważniejsze premiery, a może szykują się spektakularne powroty?
Mamy w repertuarze bardzo dużo tytułów, więc moim problemem jest raczej to, który spektakl zdjąć z afisza – a nie chcę tego robić, bo wszystkie sprzedają się świetnie. Nasze najbliższe plany: na Scenie Ciśnień w styczniu musical inspirowany postacią Gracjana Roztockiego, youtubera, którego szczyt popularności minął dekadę temu. To będzie spektakl w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego, zależało mi na tym, żeby przyciągnąć do Capitolu tego – w moim mniemaniu – jednego z najciekawszych dzisiaj reżyserów polskiego teatru.
W marcu Przegląd Piosenki Aktorskiej, którego szczegóły trzyma na razie w tajemnicy jego szef artystyczny Cezary Studniak, a później szykujemy spektakl dla dzieci w reżyserii Martyny Majewskiej. Jesienią 2020 roku czeka nas duże wydarzenie: polska prapremiera musicalu „Lazarus”, z największymi hitami Davida Bowiego. Scenariusz napisali Enda Walsh i David Bowie – to ostatnie przed śmiercią dzieło Bowiego, spektakl, który miał premierę w Nowym Jorku. Mamy już licencję, spektakl wystawimy w październiku na Dużej Scenie.
W tym sezonie do etatowego zespołu Capitolu dołączyło kilka nazwisk. Kim są nowi członkowie teatralnej ekipy?
Klaudia Waszak, Justyna Woźniak i Michał Zborowski sprawdzili się już na deskach Capitolu. Klaudia ma chyba najdłuższy staż – debiutowała jako 12-latka w „Małej księżniczce” w 2006 roku, jest absolwentką naszego Studium Musicalowego. Justyna zagrała w „Jerry Springer – The Opera”, a w zeszłym roku odniosła wielki sukces jako Panna Spollenhauer, pierwsza (i jedyna) nauczycielka Oskara Mtzeratha w „Blaszanym bębenku”. Michał też jest z nami od wielu lat, grywał w wielu przedstawieniach, choćby w „Ja, Piotr Riviere…” czy „Trzech muszkieterach”.

W tym roku budynek Capitolu obchodzi swoje 90-lecie. Czy w najbliższym czasie zmieni się jakaś część przestrzeni obiektu? Planujecie inwestycje w infrastrukturę?
Zmieniliśmy wystrój naszego Podwórka. Bardzo mi zależy, żeby to miejsce spotkań było przyjazne naszym gościom. Przy okazji naszego jubileuszu doszliśmy do wniosku, że warto je nieco odświeżyć, zmienić lub dodać kilka funkcji. Gości premiery powitamy już na Podwórku w nowej aranżacji.
Jest Pan dyrektorem Capitolu od wielu lat. Jak przez ten czas zmienił się kierowany przez Pana teatr?
Staram się prowadzić nasz teatr w stronę centrum sztuki – miejsca, które wychodzi poza wąski profil teatru repertuarowego i serwuje widzom wiele różnych wydarzeń w różnych dyscyplinach sztuki. Produkujemy program telewizyjny, na naszym Podwórku co środę jest joga, mamy taras relaksacyjny, wystawy plastyczne, potańcówki itd. Chcemy iść w tę stronę, bo dziś nowoczesna instytucja kultury nie może być tylko przedsionkiem sceny, musi być jednocześnie miejscem spotkań – szczególnie we Wrocławiu możemy czuć się tym hasłem zainspirowani.
A jak obecnie widzi Pan rolę i znaczenie Capitolu na teatralnej mapie Polski?
Odkąd tu pracuję – na początku jeszcze jako aktor – staraliśmy się, by teatr muzyczny był traktowany poważnie, by nie był tylko miejscem lekkiej rozrywki. Wieloma premierami udowodniliśmy, że teatr muzyczny może z powodzeniem zabierać głos w sprawach istotnych. Patrząc na nasze miejsce wśród teatrów muzycznych w Polsce, jesteśmy teatrem, który na pewno wystawia najwięcej prapremier, spektakli zamówionych przez nas. Nie robimy typowych, przewidywalnych spektakli teatru muzycznego. Często są to przedstawienia trochę przewrotne – jeżeli nawet służą wyłącznie rozrywce, to zależy mi na tym, żeby co najmniej dawały do myślenia. Najwięcej w polskim teatrze poszukujemy.
W jakim kierunku zamierza Pan rozwijać teatr w najbliższych latach?
Będąc dyrektorem artystycznym teatru, trzeba znaleźć dobrą równowagę między ambicjami artystycznymi a tym, by wszystkie przedsięwzięcia miały potencjał zapełnienia widowni. Mówię przede wszystkim o Dużej Scenie, bo te mniejsze mogą sobie pozwolić na ryzyko. Staram się tego pilnować, by nasze spektakle miały zawsze jakiś magnes, który przyciągnie także masową widownię. Chcę robić teatr z myślą o publiczności, nie oderwany od ludzi, ale i edukować, namawiać publiczność na refleksję.
foto główne: Teatr Muzyczny Capitol

