Rozmowa z Jerzym Skoczylasem i Stanisławem Szelcem o początkach radiowej rewolucji, brzęczących „tranzystorkach” i zawiłych losach członków Studia 202.

20160727 - Wizyta w Studiu 202 018

Archiwum Studia 202. Po lewej stronie korytarza: Andrzej Waligórski, Jerzy Skoczylas, Leszek Niedzielski, po prawej stronie: Jerzy Dębski, Izabela Sobkowicz, Włodzimierz Plaskota.

Muzeum Radia Wrocław (MRW) znajduje się w prawym skrzydle gmachu głównego Radia Wrocław, obok Sali Koncertowej im. Jana Kaczmarka. Na powierzchni około 70m² zgromadzono od 2001 roku ponad 300 aparatów techniki radiowej. Samo Muzeum mieści się w nieczynnym studiu nagraniowym, co pozwala wszystkim eksponatom odpoczywać w zasłużonej ciszy.

Naszym przewodnikiem jest pani Iwona Rudnik, aktorka głosowa Studia 202, które w październiku obchodzić będzie 60-lecie nieprzerwanej pracy. Jak sama nazwa wskazuje, siedzibą autorów założonej w 1956 roku przez Andrzeja Waligórskiego audycji był pokój 202 na drugim piętrze lewego skrzydła Radia. Dziś Studio 202 znajduje się w pokoju numer 067, na drzwiach którego widnieje nieskromny (choć zasłużony) napis: „Elitarne grono”. O Studiu 202 opowiedzą nam jego weterani: Jerzy Skoczylas, autor książki Elita i Studio 202, oraz Stanisław Szelc. Obaj panowie wraz z Leszkiem Niedzielskim są również artystami Kabaretu Elita.

20160727 - Wizyta w Studiu 202 004

Kabaret w pierwszym historycznym skladzie. Od lewej: Jerzy Skoczylas, Roman Gerczak, Tadeusz Drozda, (siedzi) Jan Kaczmarek. Fot. archiwum Studia 202

Wroclife: Do kogo skierowana jest książka „Elita i Studio 202″?

Jerzy Skoczylas: Aby książkę kupić, trzeba przede wszystkim wiedzieć, co się kupuje. Jeśli ktoś nie wie, co to jest Studio 202, przejdzie obok niej obojętnie. Książka jest adresowana do osób, które otarły się o audycję i mają do niej jakiś sentyment. Od roku 1956 audycja miała tylko zasięg lokalny, ale od lat 70-tych powoli „wsiąkali” w nią autorzy kabaretu Elita. Od momentu, w którym Andrzej Waligórski dołączył do kabaretu, Studio 202 i Elita zaczęły się wzajemnie przenikać.

Uczestniczyliście w radiowej rewolucji…

Jerzy Skoczylas: Andrzej zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że radio zmieniało w tamtym czasie swój charakter: z lektorsko-aktorskiego na radio autorskie. Do tej pory w skeczach radiowych grali aktorzy. Nagle zamiast nich to autor siedział przed mikrofonem i sam prowadził audycję.

Czy aktorzy czuli się tymi zmianami zagrożeni?

Stanisław Szelc: W pewnym sensie nie byli zachwyceni…

Jerzy Skoczylas: Nie byli, ale rozsądni ludzie zdawali sobie sprawę, że zmiany są pozytywne. Cała rewolucja zaczęła się w programie III PR. Radio chciało być bliższe słuchaczowi, gdyż ten inaczej odbiera audycję, jeżeli po drugiej stronie siedzi lektor z nienaganną dykcją.

Stanisław Szelc: Radio było wtedy para-teatralne, a tu nagle pojawiła się świeża krew i świeże spojrzenie na sztukę radiową.

Jerzy Skoczylas: Wtedy wszystko musiało być wyczyszczone: żadnego „jąknięcia”, montażyści wycinali nawet „ee” lub „yy”, by radio mówiło językiem poprawnym i gładkim. Zupełnie tak, jakby przemawiał ideał, który nie ma kontaktu z szarym odbiorcą. To stwarzało barierę i dystans.

Stanisław Szelc: Krystyna Loska opowiedziała nam, że gdy jako Ślązaczka przyszła do pracy w telewizji, to najpierw wszystko wykuwała na pamięć i recytowała bez żadnej pomyłki. W końcu Edyta Wojtczak, spikerka, poprosiła ją na stronę i powiedziała: „Krysiu, ty mówisz jak automat, musisz czasami się pomylić – to jest bardziej ludzkie.”

Jak to się stało, że trafili Panowie do Studia 202?*

*Jerzy Skoczylas dołączył w 1978, a Stanisław Szelc w 1981 roku.

Jerzy Skoczylas: Można powiedzieć, że w naturalny sposób: od momentu przyjęcia do kabaretu Andrzeja Waligórskiego rozpoczęła się ściślejsza współpraca ze Studiem 202 i ogólnie z PRW. Andrzej zaczął występować z kabaretem gdzieś w latach 1973-1974. Wtedy jako pierwszego wciągnął na etat do radia Jasia Kaczmarka. Andrzej szukał ludzi młodych, wiedział, że zespół się starzeje. W tamtym czasie filarami byli Ewa Szumańska i Jerzy Dębski, ale Andrzej widział, że radio się zmienia i chciał świeżej krwi. Wówczas – teraz strach o tym pomyśleć i wydaje się to niemożliwe – my byliśmy właśnie tą świeżą krwią.

20160727 - Wizyta w Studiu 202 022

Początek lat 80-tych. Nagranie audycji ,,Teledyskusje” – od lewej Leszek Niedzielski i Andrzej Waligórski. Fot. archiwum Studia 202

Na początku praca w radiu była dla nas niesamowitym stresem. W „życiu kabaretowym” coś się od czasu do czasu grało i wymyślało, a w radiu wisiał bat regularnego pisania, by coś z siebie wydusić podczas audycji trzy razy w tygodniu.

Czy Studio 202 to Kabaret Elita?

Jerzy Skoczylas: W którymś momencie stały się tym samym. Ukuliśmy taką definicję, że Kabaret Elita jest estradową wersją Studia 202, a Studio 202 jest radiową wersją Kabaretu Elita. Autorzy byli Ci sami, włącznie z kompozytorem Włodkiem Plaskotą, który jednocześnie został szefem muzycznym Studia 202. Teksty sceniczne brały często początek w tych radiowych. Wszystko tak się przeplatało, aż w końcu była to ta sama „firma”, ta sama poetyka i piosenki.

Co chwilę pojawia się w naszej rozmowie motyw III programu PR. Czy start „Trójki” zbiegł się ze startem Studia 202?

Jerzy Skoczylas: „Trójka” pojawiła się wtedy, gdy częstotliwość UKF, czyli na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Wtedy niektórzy mówili, że słuchają „UKFu” – te fale były wtedy nowością i były dobrej jakości. My zaczęliśmy współpracę z „Trójką” w roku 1971.

Jeśli ktoś szedł na kąpielisko, to o 10:00 rano w niedzielę na wszystkich kocach stały i brzęczały tzw. tranzystorki, a młodzi ludzie słuchali „Trójki”. Wtedy nie było jeszcze Studia 202 w „Trójce”, ale od roku 1956 regularnie leciało w PRW. Po występie w Teatrze Syrena w Warszawie, przyszedł do nas za kulisy Jacek Janczarski i Drozda zaczepił go odnośnie współpracy. Zaczęliśmy robić w Radiu Wrocław, ale dla „Trójki”, 10-minutowe magazynki Kabaretu Elita, które emitowano raz na tydzień i, o dziwo, bardzo się spodobały.

Ja sam zacząłem słuchać Studia 202 w 1966 roku, ale już wtedy wiedziałem, kim jest Andrzej Waligórski. W roku 1967 poszedłem na spotkanie z nim w akademiku T-3 przy pl. Grunwaldzkim, w którym mieszkałem jako student. Tłum był nieprawdopodobny, a mi opadła szczęka: Andrzej przyszedł ze stertą papierów w kompletnym bałaganie, rzucił ją na stół, zapalił papierosa (wszyscy wtedy palili) i zaczął czytać swoje teksty. Brał je jak leciało, a każdy kolejny był lepszy. Oniemiałem, że można mieć tyle śmiesznych rzeczy napisanych do rymu. Nie przyszło mi do głowy, że po latach będę z tym człowiekiem współpracował w jednej redakcji.

Jaką rolę w historii Studia odegrał Marek Motas?

Jerzy Skoczylas: Marek był zawodowym realizatorem dźwięku, z genialnymi jak na tamte czasy pomysłami. Dodatkowo miał ogromną efektotekę: gdy potrzebna była gdacząca kura, on miał ich piętnaście: bardziej nerwową kurę, kurę bardziej spokojną, wszystkie drobiazgowo opisane. Zasłynął również przy „czyszczeniu” dźwięku. Pewien redaktor naczelny, stary towarzysz partyjny, często wtrącał w wywiadach: „yyy”, „aaa”, „eee”, ale potem życzył sobie, żeby przed emisją to wszystko było wyczyszczone. Marek skleił te „śmieci” w jedną trzyminutową całość i powstała z tego „partyjna” symfonia: „YyyAAeee”, po której wszyscy płakaliśmy ze śmiechu.

Do których czasów najchętniej wraca Pan myślami?

Jerzy Skoczylas: Do końca lat 70-tych. Był to intensywny czas pracy, kiedy tworzyliśmy bardzo dużo: rzadziej występowaliśmy, a częściej pracowaliśmy w radiu. Potem „Trójka” zaproponowała nam przygotowanie raz w miesiącu godzinnej audycji ogólnopolskiej – czyli „Audycji Studia 202″. Stopniowo zwiększała się częstotliwość emisji, dostawaliśmy coraz więcej zamówień i robiliśmy różne mutacje tej audycji – powstało ,,Studio 203”, ,,Studio 204”, a nawet ,,Studio 205”. Byliśmy prekursorami stereofonii – jako pierwsi w Polsce pisaliśmy pod tym kątem słuchowiska.

Czym zaskoczy nas Studio 202 w nadchodzącym XXII wieku?

Skoczylas: Zaskoczy nas tym, że dalej będzie istnieć. I to będzie ogromne zaskoczenie, ponieważ będzie istnieć w tym samym składzie… (śmiech)

Czego Panom serdecznie życzymy.

20160727 - Wizyta w Studiu 202 113

MUZEUM RADIA WROCŁAW

Jedną z pereł kolekcji Muzeum RW jest tzw. „butelka Neumanna”, czyli pierwszy w historii, masowo produkowany mikrofon pojemnościowy. Wysoki na ponad pół metra, obłędnie ciężki i o niewdzięcznym wyglądzie amortyzatora samochodowego, był od 1928 roku aż po schyłek II wojny światowej powszechnie używany w studiach nagraniowych, jak i realizacjach na żywo. Obok mikrofonu, swoje miejsce w Muzeum mają m.in. 60-letni magnetofon szpulowy Nagra, lśniące kolorem miedzi organy studyjne, ściana pogłosowa do efektów w audycjach radiowych, stoły realizatorskie, srebrno-metalowe słuchawki, odbiorniki lampowe oraz zakotwiczony w górnym rogu pokoju żeliwny megafon-kwiat. Zdumiewający jest fakt, że funkcjonalności wielu tych dostojnych eksponatów można dziś zmieścić w jednym malutkim telefonie komórkowym…

20160727 - Wizyta w Studiu 202 120

DLA PUBLICZNOŚCI – godziny otwarcia Muzeum Radia Wrocław

Muzeum Radia Wrocław jest otwarte od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 15.00.

Muzeum znajduje się w gmachu głównym Polskiego Radia Wrocław,
ul. Karkonoska 10, 53-015 Wrocław, Tel: 71 78 02 257

Jerzy Skoczylas jest autorem książki: Elita i Studio 202 – Hej, szable w dłoń!, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013, Indeks: 13587482