Świętowany w piątek 22 września „Dzień bez samochodu” nie wpłynął na zmniejszenie korków we Wrocławiu. Wręcz przeciwnie. Prędkość jazdy po stolicy Dolnego Śląska była niższa niż w poprzednich tygodniach.

Korek

fot. Tomasz Matejuk

„Dzień bez samochodu” to coroczny element Europejskiego Tygodnia Zrównoważonej Mobilności, od kilku lat obchodzonego także we Wrocławiu. Wydarzenie ma promować ekologiczne środki transportu i zachęcać mieszkańców do przesiadki z własnych aut do komunikacji miejskiej albo na rower.

Dlatego też w piątek 22 września nie trzeba było kasować biletów we wrocławskich tramwajach i autobusach, bezpłatnie można było jeździć także na terenie naszego miasta pociągami Kolei Dolnośląskich i Przewozów Regionalnych. Wydłużono też (z 20 do 60 minut) czas darmowego wypożyczenia rowerów miejskich.

Mogłoby się wydawać, że dzięki temu korki na wrocławskich ulicach będą mniejsze niż zwykle. Nic bardziej mylnego.

Korki we Wrocławiu większe niż zwykle

Eksperci Yanosika sprawdzili bowiem natężenie ruchu w „Dzień bez samochodu” i porównali je ze „zwykłymi” dniami.

– Wyszliśmy z założenia, że im wyższa średnia prędkość odnotowana jest w danym dniu, tym natężenie ruchu jest niższe. Dane z „Dnia bez samochodu” zestawiliśmy z dwoma poprzednimi piątkami (8 i 15 września), by w ten sposób wskazać miarodajne różnice. Takie działanie pozwoliło nam sprawdzić, czy kierowców skusiła oferta darmowych przejazdów komunikacją miejską – komentuje Paweł Bahyrycz z Yanosika.

Okazuje się, że raczej nie skusiła. 22 września średnia prędkość jazdy po Wrocławiu wyniosła bowiem 40 km/h, podczas gdy 8 i 15 września było to 43 km/h. Innymi słowy, w „Dzień bez samochodu” korki w naszym mieście były większe niż zazwyczaj.

Inne miasta też zwolniły

Stolica Dolnego Śląska nie jest jednak wyjątkiem. Przeanalizowano bowiem 10 największych pod względem liczby ludności polskich miast. I we wszystkich prędkość jazdy – w porównaniu do dwóch poprzednich piątków – w „Dzień bez samochodu” zmalała.

Największe różnice zaobserwowano w Warszawie, Katowicach i Krakowie – tam kierowcy zwolnili średnio o 5 km/h oraz w Bydgoszczy i w Łodzi, gdzie odnotowano spadek średniej prędkości o 4 km/h. Najmniejszą dysproporcję widać w Poznaniu – zmniejszenie prędkości o 2 km/h. O 3 km/h – czyli tyle, ile we Wrocławiu – spadły średnie prędkości w Szczecinie, Gdańsku i Lublinie.

– Oznacza to, że kierowcy niestety nie zostawili aut w garażach czy na osiedlowych parkingach, by do pracy dojechać darmową komunikacją miejską – konkludują autorzy badania.

Dojazdy we Wrocławiu najgorsze w Polsce

O tym, że dla większości zmotoryzowanych wrocławian autobus czy tramwaj nadal nie są atrakcyjną alternatywą, świadczą też wyniki niedawnego badania dotyczącego dojazdów. Prawdziwość zdania „z mojego miejsca zamieszkania łatwo dostać się do pracy lub szkoły” mieszkańcy naszego miasta w skali od 1 do 7 (1 oznaczało „zupełnie się nie zgadzam”, a 7 – „w pełni się zgadzam”) ocenili na 5,64. Ten wynik dał stolicy Dolnego Śląska ostatnie miejsce wśród 10 największych polskich miast.

Badanie przeprowadzone przez Otodom pokazało, że najmniej powodów do narzekań mają mieszkańcy Śródmieścia, ocenionego na 6,07 punktu. Dobrze wypadło także Stare Miasto (6,03), z kolei najbardziej niezadowoleni z łatwości dojazdów są mieszkańcy Psiego Pola (5,13). W środku stawki uplasowały się Krzyki (5,33) i Fabryczna (5,42).

Stolica Dolnego Śląska regularnie pojawia się także w rankingach najbardziej zakorkowanych polskich miast (zajęła m.in. niechlubne, pierwsze miejsce w ubiegłorocznym zestawieniu przygotowanym przez Deloitte).