Świat, w którym żyjemy, nie sprzyja decyzji o wybraniu w życiu ścieżki artystycznej. A jednak w wielu z nas wzbudzone w dzieciństwie twórcze pragnienia przez całe życie się tlą. Co sprawia, że ostatecznie nie odważamy się po nie sięgnąć? Powodów pewnie jest tyle, ilu ludzi mierzy się z tym dylematem. W tej serii trzech artykułów przyjrzymy się kilku z nich.
Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”
1. Pieniędzy z tego nie będzie
Jest takie flagowe pytanie, które dorośli zadają dzieciom, kiedy chcą zagadać. Pytanie brzmi: “Kim zostaniesz, jak dorośniesz?”. I to właściwie całkiem fajne pytanie, bo odnosi się do dziecięcych marzeń. Zresztą jest to pytanie zdecydowanie lepsze niż drugie, nie mniej częste: “Kogo bardziej kochasz: mamusię czy tatusia?” – przynajmniej w latach osiemdziesiątych, kiedy dorastałam, było to zagadnienie dla wielu dorosłych wybitnie ciekawe. Bardzo chcę wierzyć, że to się zmieniło.
Wracając jednak do pytania pierwszego (o tym drugim już zapomnijmy) – kiedy pytamy małe dzieci, kim chcą zostać, kiedy dorosną, wiele z nich wybiera zawody z kategorii: superbohater. Na przykład strażak albo policjantka. Albo z kategorii: bajka. Na przykład księżniczka albo rycerz. I wtedy my, dorośli, uśmiechamy się życzliwie, względnie pobłażliwie, kwitujemy jakimś “nooo, ciekawe, ciekawe”, bo wiemy, że i tak dziecko z tego wyrośnie.
Ale są takie dzieci, które na to pytanie odpowiadają inaczej. Na przykład: będę piosenkarką. Albo: będę pisać książki. Albo: będę malować obrazy. Albo: będę grać w amerykańskich filmach. No i wtedy często zdarza się, że uśmiech jest już zdecydowanie bliżej pobłażliwego niż życzliwego, a gdzieś w tle zaczyna wybrzmiewać: “Nie no, dziecko, wiesz, to jest ważne, żeby mieć hobby, ale trzeba mieć też normalną pracę. Przecież nie możesz w życiu zajmować się [struganiem figurek z drewna / mazaniem farbami / śpiewaniem / czy co tam akurat Ci się marzy]. Poza tym iluż tych [aktorów / malarzy / gitarzystów / czy kim tam chcesz zostać] znajdzie w ogóle jakiekolwiek zatrudnienie”. I gdzieś ta myśl, że pieniędzy z tego nie będzie, a chleb sam się nie kupi, w takim dziecku zostaje.
Jeśli to Ty jesteś takim dzieckiem (choć już dość wyrośniętym, jak zakładam), to być może do dzisiaj myślisz sobie, że przecież nie możesz zająć się nagle sztuką, bo kredyt, rachunki, co tylko. Warto jednak spojrzeć na to w ten sposób, że przecież nie wszystko, co w życiu robimy, musi mieć wymiar komercyjny. Działania twórcze możemy potraktować jako formę aktywnego wypoczynku. Możemy zacząć małymi kroczkami – po pracy pójść pośpiewać (na lekcji u jakiejś fajnej osoby albo nawet w domu przy podkładach z internetu) zamiast, no nie wiem, na piwo. Albo usiąść sobie na ławce w parku ze szkicownikiem i coś tam sobie zacząć kreślić, zamiast wracać do domu i włączać serial.
To wystarczy, żeby czerpać radość i przyjemność z tego, co od dziecka nam się marzy, ale też wystarczy, żeby powolutku zacząć się w tym kierunku rozwijać, zdobywać coraz większe umiejętności. I jeśli będziemy robić to konsekwentnie, to kto wie – może przyjdzie taki dzień, że nawet ten nasz rysunek ktoś od nas kupi. I kwota, którą nam za to zapłaci, ostatecznie jednak wystarczy na ten chleb.
2. Jest już za późno
Dość częstą myślą, która powstrzymuje dorosłych od działań twórczych, jest: “Przecież już za późno”. Kiedy jednak ta myśl się pojawia, warto podważyć ją pytaniem: “Ale za późno na co?”. Wszystko zależy przecież od naszych celów.
Może być tak, że przyjmujemy skrajną postawę: wszystko albo nic. Działalność twórcza kojarzy nam się wówczas bardzo profesjonalnie, wręcz wyczynowo, bo inaczej to w ogóle nie ma sensu się za to zabierać. Jeśli muzyka, to na wielkich scenach, dla wielotysięcznych publiczności. Jeśli obrazy, to w Luwrze. I rzeczywiście, kiedy tak podchodzimy do sprawy, to prawdopodobieństwo sukcesu jest tym mniejsze, im później zaczynamy. Warto jednak pamiętać, że nigdy nie spada do zera.
Ale można też podejść do tego inaczej, obrać sobie inny cel. Można uprawiać sztukę dla samej przyjemności jej uprawiania. Jeśli lubisz zanurzać ręce w glinie, to je po prostu zanurz i czerp z tego radość, oddychaj i napełniaj się tą radością. Można się zająć jakąś formą sztuki, żeby nauczyć się czegoś nowego, jeśli na przykład bardzo lubimy się uczyć. Można wytwarzać małe dzieła sztuki, na przykład decoupage’owe pudełeczka, żeby obdarowywać nimi bliskich. Można znaleźć kilka osób, które mają podobne zainteresowania, na przykład lubią pisać, i potraktować to jako formę spędzania razem czasu. Można mieć potrzebę wyrażania się i przez sztukę mówić rzeczy, których nie da się powiedzieć słowami. Cele mogą być przeróżne, ale jedno jest pewne – jeśli nie są tak maksymalistyczne jak te z poprzedniego akapitu, to argument “za późno” przestaje mieć rację bytu. Nigdy nie jest za późno, żeby zrobić sobie przyjemność, żeby się czegoś nauczyć, żeby dać radość swoim bliskim, żeby twórczo spędzać czas z innymi ludźmi, czy żeby się wyrazić.
3. Syndrom not good enough, czyli “ja się nie nadaję”
Jeśli bardzo mocno wierzymy w talent – w to, że albo się ma TO COŚ, albo się tego nie ma – to może nas to powstrzymywać przed rozwijaniem własnego potencjału. Może nam się wydawać, że jesteśmy niewystarczająco dobrzy, żeby robić w życiu to, co kochamy, to, o czym marzymy.
Szkopuł jednak w tym, że nikt na świecie nie umie robić rzeczy, których jeszcze nigdy nawet nie spróbował. I jasne, zdarza się, że jednym te pierwsze próby przychodzą łatwiej, innym trudniej. Jednak każdy z nas ma w sobie potencjał do zmiany, do rozwoju, do nauki. Więc przede wszystkim zacznij, spróbuj i zobacz, co się stanie.
Jeśli na początku nie będzie Ci wychodzić, to nie jest oznaka tego, że zdecydowanie nie masz TEGO CZEGOŚ i zwyczajnie się nie nadajesz, a raczej drogowskaz, który pokaże Ci, nad czym trzeba popracować i ile tej pracy trzeba wykonać. Może są jakieś obszary, na których potrzebujesz pomocy nauczycieli? Może musisz lekko zmienić kierunek swojego rozwoju? Może zaczynasz z niewłaściwego miejsca? Warto o takich wątpliwościach porozmawiać z kimś, kto spojrzy na nie życzliwym zewnętrznym okiem i podpowie Ci, w którą stronę iść i jak uczynić swoją pracę maksymalnie efektywną. Otwórz się na to, co będzie Ci mieć do powiedzenia ta osoba i pamiętaj, że zazwyczaj Twoim najsurowszym krytykiem jest Twój krytyk wewnętrzny. Dobra wiadomość jest taka, że każdego krytyka – i tego z zewnątrz, i tego ze środka – da się załatwić… wdzięcznością. Pisałam o tym więcej w artykule “Za dużo różowego, czyli o tym, jak sobie radzić z krytyką”.
Na każdym etapie procesu pamiętaj jednak o tym, że żaden błąd nie świadczy o Tobie jako o osobie. Żaden ostatecznie Cię nie definiuje. Błąd to tylko informacja o tym, gdzie jesteś w procesie. A jeśli ten proces polubisz, jeśli nauka danej formy sztuki będzie dla Ciebie tak samo przyjemna, jak i sam ostateczny cel, to wtedy żadne pomyłki, żadne potknięcia nie będą miały znaczenia. Pisałam o tym więcej w tekście “7 sekretów skutecznej nauki”.
Na dziś zostawiam Cię z tymi trzema powodami. Jeśli któryś z nich u siebie rozpoznajesz, to świetnie! To doskonały pierwszy krok, żeby zacząć nad nimi pracować. A już niebawem opowiem Ci o kolejnych. A w międzyczasie… może coś narysuj?
Zdjęcie główne: Tetiana SHYSHKINA on Unsplash

