Zapierające dech w piersi krajobrazy, trolle, wikingowie, zorza polarna i oczywiście fiordy. To tylko kilka skojarzeń, które wymieniamy zapytani o Norwegię. Jaka jest naprawdę? Pytamy o to wrocławianki, które postanowiły ułożyć sobie życie od nowa w tym pięknym kraju.

Norwegia nie była dla nich ani ziemią obiecaną, ani ucieczką przed bezrobociem. Po prostu chciały spróbować od początku, w zupełnie nowym miejscu. Dwie dobrze wykształcone kobiety, mieszkanki dużego miasta, wyjeżdżają wraz z najbliższą rodziną do niewielkiej, norweskiej miejscowości Sel, w okolicy Otta.

Renata Filipczak, filolog polski, we Wrocławiu od lat pracowała w charakterze przedstawiciela handlowego. Do Norwegii wyjechała cztery lata temu wraz z mężem. Dzisiaj mają tam własny domek. Od ponad trzech lat pracuje w lokalnych przedsiębiorstwach.

Agnieszka Prus, z wykształcenia kosmetolog, współzałożycielka Centrum Kształcenia Kosmetycznego we Wrocławiu, prowadziła tutaj kursy makijażu permanentnego. Wyjechała do Norwegii z mężem i półtorarocznym synem. Mieszka w okolicy Otta od czterech lat, od dwóch lat prowadzi uznane wśród lokalnej społeczności centrum kosmetyczne.

Jak się żyje i pracuje w Norwegii? Wrocławianki opowiadają o tym w rozmowie z Wroclife.

Dziewczyny, wiem, że to jedno z najczęstszych pytań, zatem zadam je teraz i miejmy to z głowy. Jaką pracę najłatwiej znaleźć Polakowi na początek?

Renata: W naszych okolicach najłatwiej zacząć od prostych prac: kierowcy, budowlańca, a kobiecie w roli sprzątaczki czy kelnerki. Ewentualnie prace sezonowe. Tutaj nie ma zbyt wielu możliwości. To hermetyczna, zamknięta społeczność. Wszyscy się znają, zatem najłatwiej znaleźć pracę z polecenia. Na początek trzeba jednak wkupić się w łaski. Dać się poznać, pokazać się z jak najlepszej strony.

Agnieszka: Zgadzam się z Renatą. Dodam jeszcze, że kluczowy będzie język norweski, zwłaszcza w małych miejscowościach. Dobra znajomość języka gwarantuje lepszą pracę już od początku.

Spotkałyście się z jakimś rodzajem dyskryminacji z powodu pochodzenia?

Agnieszka: Wcześniej dużo podróżowałam i muszę przyznać, że to pierwszy kraj, w którym nie spotkałam się w ogóle z takim zjawiskiem. W naszym regionie Norwegowie mają bardzo dobrą opinię o Polakach. Twierdzą, że jesteśmy pracowici, uczciwi i zdolni.

Renata: Nie spotkaliśmy się z dyskryminacją z powodu pochodzenia. Możemy tu naprawdę liczyć na ciepłe relacje z miejscowymi.

Czy brak znajomości języka jest dużą przeszkodą w znalezieniu pracy? Wystarczy mówić po angielsku, czy norweski jest obowiązkowy?

Renata: Mieszkamy w niewielkiej miejscowości, zupełnie inaczej może wyglądać sytuacja w większych miastach. Tutaj przeważają ludzie starsi, posługujący się wyłącznie norweskim, co więcej, jego dialektami. Nawet jeśli znają angielski, to nie chcą w tym języku rozmawiać. Oczekują, że nauczymy się norweskiego. Trochę inaczej wygląda to w Oslo, jednak nieznajomość norweskiego nie jest mile widziana przez autochtonów.

Agnieszka: Na początek znajomość angielskiego jest wystarczająca do codziennej komunikacji. Jeśli jednak chcemy być przyjęci do lokalnej społeczności jako jej część, to bez norweskiego się nie obejdzie. Wystarczy że zaczniemy uczyć się ich języka, a od razu jesteśmy inaczej traktowani. Norwegowie chętnie pomagają w nauce, trzeba tylko wykazać się dobrymi chęciami. Dodatkowo znajomość języka i lokalnych dialektów pozwala poznać kulturę i zależności z niej wynikające.

Trudno jest nauczyć się norweskiego?

Agnieszka: Język jest prosty, ale wymowa i dialekty potrafią przysporzyć trudności. Oni po prostu mają inną melodykę języka. To takie bardziej gardłowe dźwięki.

Renata: Nie jest to skomplikowany język, jednak nie jesteśmy z nim w ogóle osłuchani. Dlatego zaczynamy wszystko od podstaw. W naszym regionie mamy dodatkowe utrudnienie, bo uczymy się urzędowej wersji języka, jednak tutaj ludzie posługują się dialektami. Każda wioska potrafi mieć inny dialekt. To jest dopiero niezła łamigłówka! Cały czas uczymy się języka: nie tylko w rozmowach, ale i uczestnicząc w kursach. Gmina dopłaca do takich zajęć, zatem z naszej strony to niewielki koszt.

Czy Polacy mieszkający w Norwegii wspierają się?

Renata: W Oslo jest ogromna polska społeczność, która się wspiera. My nie mamy aż takich możliwości. Jest nas tutaj dosłownie garstka i zawsze możemy na siebie liczyć. Norwedzy są wobec nas mili, jednak powściągliwi w zawieraniu bliższych znajomości. Dlatego, jeśli chodzi o kontakty towarzyskie, częściej spędzamy czas z rodakami.

Agnieszka: W kontaktach towarzyskich jak najbardziej, jeśli zaś chodzi o interesy, to nie mam najlepszego zdania o rodakach. Polak z dobrym nastawieniem jest tutaj trochę jak święty Graal. Zdarzyło mi się, niestety, spotkać z zawiścią. To jest dość uciążliwe.

Jak radzicie sobie z norweskim klimatem?

Renata: Nie da się ukryć, że jest tutaj zimno i mało słońca. Długie zimy, silne mrozy, dużo śniegu. Po pewnym czasie można się jednak przyzwyczaić. Zakładamy kolce na buty, bieliznę z merynosa i jakoś dajemy radę. Czasem chwila w solarium, żeby nie popaść w depresję. Lato również nie rozpieszcza. Piękne widoki rekompensują nam to trochę, choć w naszym rejonie przyroda jest surowa i monumentalna. Dodatkowym plusem jest wyjątkowo czyste powietrze, którego tak bardzo brakuje we Wrocławiu.

Agnieszka: Wełna z merynosa to podstawa! Wśród autochtonów panuje opinia, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Dostępna na miejscu garderoba spełnia wymagania, jakie stawia miejscowy klimat. Niestety, musiałam zapomnieć o szpilkach i kieckach: tutaj nie mają one racji bytu.

Czy trudno jest zacząć wszystko od nowa, w nowym miejscu, mając małe dziecko? Jak rząd norweski wspiera rodziny z dziećmi?

Agnieszka: Początki są trudne. Trzeba w pierwszej kolejności dokonać rejestracji i dostać numer personalny. Bez tego nie można nic zrobić. Nie można np. zarejstrować telefonu, dostać miejsca w przedszkolu itp. Po prostu musisz być w systemie. Wiza turystyczna jest ważna tylko trzy miesiące, później musisz być zarejestrowany. Jak już masz ten dokument, to wszystko dzieje się błyskawicznie.

Beautiful Nature Norway natural landscape aerial photography. lovatnet lake.

Norwegia jest krajem bardzo przyjaznym dzieciom. Przedszkola różnią się od naszych. Na początku mogą wydawać się nieco przerażające, ze względu na różnicę kulturową. Przykładowo: dzieci codziennie są obowiązkowo na dworze niezależnie od warunków pogodowych, które nam mogą wydawać się skrajne. Piją tylko wodę z kranu albo mleko z lodówki. Nie ma obiadów w przedszkolu, tylko suchy prowiant. Dzieci mają za to stały kontakt z naturą. Uczą się jeździć na nartach. Chodzą na basen już od przedszkola i bardzo dba się o ich samodzielność.

Wszystkie dzieci dostają zasiłek od państwa, bez względu na liczebność rodziny. Rodzice, którzy nie pracują i zajmują się dzieckiem niepełnosprawnym, dostają normalne świadczenie w wysokości średniej pensji. Zaś rodzice pracujący, w razie choroby dziecka, nie mają żadnych problemów z wolnym w pracy. Państwo bardzo wspiera rodziny: w przypadku jakichkolwiek potrzeb specjalnych dziecka oferuje dodatkowe dotacje.

Nasze dziecko ma zdiagnozowany autyzm. Tutaj możemy liczyć na ogromne wsparcie państwa, na które w Polsce nie byłoby szans. Wszelkie badania diagnostyczne, terapię, asystentów w przedszkolu dostaliśmy obligatoryjnie i oczywiście bezpłatnie. Co ważne, tu nie ma szkół specjalnych, są tylko integracyjne. To szkoła dopasowuje się do dziecka, nie odwrotnie.

Jak radzicie sobie z tęsknotą za przyjaciółmi, rodziną?

Renata: To bardzo trudne pytanie, nawet nie wiem, co odpowiedzieć. Bardzo tęsknię za rodziną, za przyjaciółmi. Rozmawiamy przez telefon, skype’a, uczestniczymy jakoś w naszym życiu na bieżąco. Oczywiście odwiedzamy się w miarę możliwości. Jednak to nie jest to samo. Tęsknię za codziennymi rozmowami w domu, ale też za wypadami na szybką kawkę w mieście. Za łatwym dostępem do kultury, który miałam we Wrocławiu. Tutaj nawet wyjście do kina jest wielką wyprawą.

Agnieszka: Zapraszam ich co roku na wakacje, my również jeździmy regularnie do Polski.

Na koniec:czy naprawdę warto rzucić wszystko, kupić mały domek w norweskich górach i zacząć życie od nowa?

Agnieszka: Warto! Tutaj poznajesz granice wytrzymałości, swoje ukryte ja. Wychodzisz ze skorupy i musisz przetrwać. Początki są trudne, bo opuszczasz strefę komfortu, ale wiesz, że przez to dbasz o lepsze jutro. Ja odnalazłam wewnętrzny spokój. Żyjemy tutaj trochę jak w serialu „Przystanek Alaska”.

Renata: I tak, i nie. Wyjazd bardzo wzmocnił więzi w moim związku. Tu na początku można liczyć wyłącznie na siebie. To na pewno jest wielkim plusem. Norwegia daje też poczucie bezpieczeństwa finansowego. Jak już znajdziesz pierwszą pracę, to potem jest tylko z górki. Wszelkie przepisy są przejrzyste i proste. Wszystko można załatwić przez internet. Życie jest po prostu spokojniejsze i łatwiejsze. Do tego wysokie świadczenia, co na pewno jest ogromnym plusem. Z drugiej strony specyficzna atmosfera, sztywne zasady i tęsknota za bliskimi.

Co byś poradziła komuś, kto chce wyjechać z Wrocławia i zacząć życie w Norwegii?

Renata: Na pewno pomaga konkretny zawód: to jest podstawa. Dodatkowo nauka miejscowego języka: wtedy od początku nie będzie większych problemów ze znalezieniem pracy. To są podstawowe rzeczy. Start jest ciężki, trudno wynająć pierwsze mieszkanie: trzeba mieć budżet na wysoką kaucję, najlepiej również rekomendację. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy praca jest załatwiona przez pośrednika. Wtedy to on zajmuje się wszystkimi formalnościami. Start w takim przypadku jest zdecydowanie łatwiejszy.

Agnieszka: Zastanów się, czy przeżyjesz bez szpilek, kawy ze Starbucksa i McDonalda. Jeśli tak, to ucz się języka i przyjeżdżaj!

Serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę wam samych sukcesów, więcej słońca i mniej śniegu. Odwiedzajcie nasz piękny Wrocław jak najczęściej!