Niskie zarobki, największe od 10 lat odejścia ze służby, nieskuteczne nabory i kilkadziesiąt miejsc pracy, na które nie ma chętnych. Czy likwidacja 3 z 7 oddziałów oraz części wyższych stanowisk pozwoli na przetrwanie Straży Miejskiej, która jest w najgorszej sytuacji kadrowej od dawna? Po marcowej dyskusji w Radzie Miejskiej na ten temat, w kwietniu Komendant Straży Miejskiej Zbigniew Słysz przedstawił sprawozdanie z realizacji zadań służby w 2016 roku.
Straż Miejska Wrocławia powstała we wrześniu 1991 roku na podstawie zarządzenia prezydenta miasta. Przez niemal 26 lat funkcjonowania nie przeżywała jednak tak głębokiego kryzysu kadrowego jak obecnie. W latach 2015-2016 pracę w straży podjęły 34 osoby. W tym samym okresie odeszło jednak aż 45 osób, w tym 31 strażników. Oznacza to, że w grupie pracowników, którzy są bezpośrednio odpowiedzialni za spokój i porządek na ulicach miasta, co dziesiąta osoba postanowiła zrezygnować ze służby.
W sprawozdaniu z realizacji zadań Straży Miejskiej Wrocławia w 2016 roku czytamy, że ,,podstawowym powodem odejść z pracy w jednostce jest zbyt niskie wynagrodzenie, nieadekwatne do wysokich wymagań, wynikających z konieczności przyswojenia dużego zakresu wiedzy specjalistycznej oraz posiadania sprawności fizycznej, a także trudnych warunków pracy (praca zmianowa, w porze nocnej, w wydłużonej do 12 godzin normie dobowej), w niedzielę i święta, narażenie na zagrożenia związane z podejmowaniem interwencji wobec osób agresywnych i czynów karalnych.”
Od maja zeszłego roku Straż Miejska Wrocławia powinna liczyć 363 etatów, ale liczba zwalnianych miejsc rośnie w szybkim tempie. O aktualną liczbę wakatów pytali w czwartek radni miasta.
– Brakuje nam 37 pracowników. 8 maja odejdą cztery kolejne osoby, więc wakatów będzie 41 – podsumował Zbigniew Słysz, Komendant Straży Miejskiej.
Mimo uruchomienia w ostatnich miesiącach dwóch naborów, osoby zainteresowane pracą w Straży Miejskiej można policzyć na palcach dwóch rąk. Pod koniec roku zgłosiło się 7 kandydatów, a 6 zostało przyjętych. Na początku roku chętnych były tylko 3 osoby. Obecnie szkoli się więc 9 osób.
Nowy regulamin – Straż Miejska Wrocławia pod kroplówką
Zgodnie z ustawą straże gminne są odpowiedzialne przede wszystkim za ochronę spokoju i porządku w miejscach publicznych, porządek i kontrolę ruchu drogowego. Ich zadaniem jest również ratowanie życia i zdrowia obywateli, pomoc w usuwaniu awarii i skutków klęsk żywiołowych, zabezpieczanie miejsc, śladów i dowodów przestępstw czy ochrona obiektów komunalnych i oddanych do użytku ogółu. Trudno sobie wyobrazić, by przy obecnej sytuacji kadrowej realizowała te wszystkie funkcje bez uszczerbku. Jak bumerang wraca dyskusja o reformie Straży Miejskiej, a nawet jej likwidacji.
Podczas poprzedniej sesji Rady Miejskiej w marcu komendant Zbigniew Słysz apelował do radnych o akceptację nowego regulaminu. Argumentował, że taka zmiana jest niezbędna, aby zachować sprawną realizację zadań Straży Miejskiej.
– Konieczna jest redukcja liczby oddziałów z 7 do 4, co będzie oznaczać likwidację samodzielnych stanowisk. Oszczędności finansowe i kadrowe zostaną przekazane na zwiększenie wynagrodzeń dla strażników, którzy zarabiają najmniej – mówił Komendant Straży Miejskiej.
Mimo, że o podwyżkach mówiło się w ostatnich latach kilka razy, wnioski o uwzględnienie środków na ten cel w budżecie Wrocławia były odrzucane. Obecnie najsłabiej opłacani strażnicy otrzymują 2160-2260 zł brutto. Niski pułap zarobków powoduje, że młode osoby nie widzą dla siebie perspektyw pracy w mundurze. W 2016 roku Straż zatrudniała 189 mężczyzn i 139 kobiet, ale tylko 16 pracowników i 29 pracowniczek w wieku do 30 lat.
Ostatecznie regulamin został uchwalony większością głosów, a Straż Miejska w nowej strukturze będzie funkcjonować od lipca. Zdaniem opozycji, służba potrzebuje zmiany, ale nowe rozwiązania są krokiem w tył. Radni klubu PiS podkreślali, że regulamin nie był konsultowany ze związkowcami z NSZZ ,,Solidarność””.
– Mamy obawy, czy zmiana zmierza we właściwym kierunku. Mniejsza liczba oddziałów to większe odległości. Czy nie wydłuży to czasu oczekiwania na interwencje? – pytał na marcowej sesji Marcin Krzyżanowski.
W sprawozdaniu za 2016 rok zostało napisane, że działania Straży są ukierunkowane na podniesienie poczucia bezpieczeństwa wśród społeczności lokalnej. W tym celu realizuje m.in. program ,,Nasz Strażnik”. Zakłada on, że do każdego osiedla przypisany jest imiennie jeden, a nawet dwóch funkcjonariuszy. Wobec zatrważającej liczby wakatów aktualne można sobie zadać pytanie o to, czy ci strażnicy rzeczywiście pojawiają się na osiedlach, zwłaszcza peryferyjnych. Są tutaj tylko delegowani, w przypadku potrzeby interwencji muszą je opuścić i jechać we wskazany rejon miasta. W 2016 roku Straż Miejska musiała reagować na 350 zgłoszeń dziennie.
Najbardziej zasłużeni w odstawkę?
Trudno spodziewać się, że mniejsza liczba oddziałów nie przełoży się na poziom bezpieczeństwa we Wrocławiu. Zmiany regulaminu rodzą jeszcze jedną obawę. Zamiast ratować sytuację kadrową, mogą podkopać jej fundamenty.
Komendant Straży Miejskiej deklarował, że zaoszczędzone w wyniku reorganizacji środki zostaną przeznaczone na podwyżkę wynagrodzeń dla najsłabiej zarabiających. Potwierdził jednocześnie, że redukcja oddziałów oznacza likwidację stanowisk naczelników, ich zastępców oraz kierowników.
– W Straży Miejskiej są osoby, które pracują od początku, od 1991 roku. Teraz ich stanowiska mają zostać zlikwidowane, więc czeka ich degradacja – mówił w marcu Jerzy Sznerch, radny PiS.
Do tej pory w służbie pozostawali pracownicy z najdłuższym stażem, a młodsi – odchodzili. W ubiegłym roku 163 mężczyzn i kobiet, czyli co druga osoba zatrudniona w Straży miała staż pracy w Straży Miejskiej powyżej 15 lat. Wskutek zmian wielu funkcjonariuszy straci pensje i dodatki, które odpowiadały ich kompetencjom. Czy nie będzie to powodować kolejnych odejść?
Dziś Straż Miejska jest niedofinansowana, niewydolna, co odbija się na jej wizerunku. Najbardziej dziwi fakt, że mimo trwającej od lat publicznej dyskusji na ten temat, również w Radzie Miejskiej, ci sami radni co roku uchwalając budżet, nie uwzględniają w nim większych wydatków na realizację zadań Straży Miejskiej. Odbija się to nie tylko na poziomie wynagrodzeń w służbie.
Strażników jest mało, więc część z nich nie wchodzi bez asekuracji na osiedla, bo zwyczajnie się boi. Niektórzy członkowie patroli nie mają nawet rękawic. W 2016 roku Straż Miejska realizowała program ,,Bezpieczna Kobieta w Mieście” obejmujący zajęcia z pierwszej pomocy i samoobrony. Cieszył się szerokim zainteresowaniem (360 uczestniczek.) Kurs mogą prowadzić tylko uprawnieni instruktorzy. Dwie z trzech takich osób pełnią jednocześnie służbę strażnika, więc na potrzeby szkoleń muszą zostać wyłączone z patrolów i opuścić ulice. Szkolenia odbywają się więc rzadko.
W marcu w oddziale na Kosmonautów było 18 wakatów. Jak przyznał Komendant Straży Miejskiej, gdy jedna osoba nie przychodzi do pracy, cała służba się wali. Mimo perspektyw reorganizacji i przyjęcia nowego regulaminu naprawdę trudno się spodziewać diametralnej zmiany. Bez zdecydowanej reanimacji obecne status quo będzie kroplówką dla Straży. A to może przyspieszyć dyskusję o sensie jej dalszego funkcjonowania i propozycję likwidacji.


