Rząd nie wyklucza wprowadzenia całkowitego lockdownu na czas świąt wielkanocnych. – Jeżeli sytuacja rzeczywiście zaogniłaby się pod kątem liczby zakażeń, jeżeli obserwowalibyśmy bardziej dynamiczne wzrosty, to na pewno będzie to czas do podejmowania działań – mówi rzecznik resortu zdrowia. Do zaostrzenia obostrzeń może dojść, jeśli dzienna liczba zakażeń koronawirusem przekroczy 30 tysięcy.
Przypomnijmy, we wtorek 23 marca w Polsce odnotowano ponad 16,7 tys. nowych zakażeń koronawirusem i niespełna 400 zgonów.
– Pomimo dzisiejszego niedużego, jak na ostatnie dni, wzrostu, bo mówimy o wzroście – porównując dzień do dnia z ubiegłego tygodnia – w granicach 2,5 tysiąca, nie jest to jeszcze żadna oznaka, że epidemia w naszym kraju spowalnia. Najważniejsze są zestawienia tygodniowe, a one nadal budzą nas duży niepokój – mówił na wtorkowej konferencji prasowej Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
Jak tłumaczył, jesteśmy obecnie na pułapie 22,5 tys. zakażeń dziennie, średnio w tygodniu.
– Jest to dość duży pułap. To, co także budzi niepokój, to liczba zajętych łóżek. Tylko ostatniej doby przybyło nam ponad 1,4 tys. zajętych łóżek. Na szczęście cały czas udaje nam się budować bufor łóżkowy i wyprzedzać liczbę zajętych łóżek – wyjaśniał Andrusiewicz.
Rzecznik resortu tłumaczył także, że niedawno wprowadzone obostrzenia na terenie całego kraju powinny wpłynąć na wyhamowanie epidemii po mniej więcej dwóch tygodniach.
– To są dwa tygodnie naszej pełnej odpowiedzialności, w których wszyscy powinniśmy przejść na pracę zdalną. Jeżeli firmy mają możliwości, by wprowadzić prace zdalną u siebie, to tak, jak to było na wiosnę ubiegłego roku, ta praca zdalna powinna być jak najszybciej wprowadzona – podkreślał Wojciech Andrusiewicz.
Będzie całkowity lockdown?
Jak zaznaczał Andrusiewicz, jeżeli chcemy tej wiosny poczuć jakiekolwiek poluzowanie w Polsce, to niestety najbliższe tygodnie powinniśmy spędzić w izolacji społecznej.
– Każdy z nas powinien ograniczyć kontakty społeczne, żeby nasza przyszłość rysowała się w jaśniejszych barwach – podkreślał.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia był pytany także o wprowadzenie ostrzejszych obostrzeń w czasie Wielkanocy.
– Jeżeli sytuacja rzeczywiście zaogniłaby się pod kątem liczby zakażeń, jeżeli obserwowalibyśmy bardziej dynamiczne wzrosty, to na pewno będzie to czas do podejmowania działań. Na dzień dzisiejszy tych działań jeszcze nie ma, czekamy na to, co się wydarzy w następstwie podjętych decyzji, które weszły w życie w sobotę – mówił Wojciech Andrusiewicz.
Jak zaznaczał Andrusiewicz, „jeśli będziemy zachowywać się odpowiedzialnie, utrzymywać dystans, nosić maseczki, to nie dojdziemy do żadnego twardego lockdownu”. Dodajmy, że coraz głośniej mówi się o tym, że dodatkowe ograniczenia mogą zostać wprowadzone, jeżeli liczba zakażeń przekroczy 30 tysięcy dziennie.
– Bardzo możliwe, że jeżeli już w czwartek czy w środę będziemy zbliżali się do liczby zarażeń przekraczającej 30 tys. to będzie już nie tylko potencjalny scenariusz, ale scenariusz realny – mówił na antenie Polsat News prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19.
Jak dodawał prof. Horban, jeśli zostanie wprowadzony całkowity lockdown, to w Wielkanoc kościoły powinny być zamknięte.
Jakie restrykcje mogą zostać wprowadzone?
Wśród potencjalnych obostrzeń, rozważanych przez rząd, wymienia się m.in. zmniejszenie liczby osób w sklepach, zmniejszenie liczby osób w kościołach, zamknięcie marketów budowlanych i sklepów RTV/AGD, a także – w kontekście Wielkanocy – apele o nieprzemieszczanie się między miejscowościami, niegromadzenie się w grupach powyżej 5 osób czy spędzenia świąt tylko w gronie najbliższych.
Analitycy mBanku w swoim opracowaniu wyjaśniają, że najprościej byłoby skorzystać z obostrzeń, które były już testowane podczas pierwszej fali. Eksperci przygotowali tabelę, która zestawia porównanie restrykcji podczas kolejnych fal epidemii.
– Zestawiliśmy maksymalny zestaw restrykcji obowiązujący podczas danej fali, od którego występowało już tylko luzowanie. Na czerwono zaznaczyliśmy obszary, które w przypadku obecnej fali zakażeń oznaczałyby powrót do maksymalnych restrykcji epidemicznych stosowanych już wcześniej w Polsce. Uważamy, że rząd będzie raczej poruszał się taką ścieżką, choć bez dobrego wywiadu epidemicznego (MZ poinformowało wczoraj, że do 50% infekcji dochodzi w zakładach pracy), nie jesteśmy w stanie ocenić, jak duży efekt przyniosą te obostrzenia. Jedno jest pewne: każda restrykcja ogranicza mobilność i kontakty. Wariantem atomowym są tu oczywiście ograniczenia w wychodzeniu z domu – tłumaczą.
Jak wyliczają, posiłkując się natomiast doświadczeniami europejskimi, do zastosowania pozostają: twardy lockdown, godziny policyjne, stan nadzwyczajny, całkowite zamknięcie galerii handlowych, zamknięcie sklepów budowlanych i większości usług (np. salony fryzjerskie), całkowite zamknięcie hoteli, ograniczenia w przemieszczaniu się (to może być istotne do zbicia mobilności w okresie Wielkanocy).
– Cześć z tych obostrzeń po prostu zawiesza pewne rodzaje działalności gospodarczej i mobilność z nimi związaną. Część z nich służy z kolei ograniczaniu „naturalnej” mobilności, niezwiązanej z działalnością gospodarczą, lecz będącej przejawem normalnej aktywności społecznej. W tym drugim przypadku w zasadzie nie da się spowodować (w przeciwieństwie np. do zamknięcia sklepu) doskonałej efektywności, natomiast już samo ogłoszenie restrykcji może mieć dla części osób efekt odstraszający bądź zniechęcający. Nawet bez idealnej egzekucji, środki zmniejszenia mobilności są skuteczne w zmniejszaniu transmisji wirusa przynajmniej częściowo – dodają.

Photo by Matt Seymour on Unsplash

