Rodzicu, twoje dziecko nie musi mieć w tym roku samych świetnych ocen. To dobry czas, aby nauczyć się odpuszczać rzeczy mniej istotne. Nauczycielu, powiedz uczniom, czego mogą się spodziewać po powrocie do szkoły. Marta Suchta, psycholog ze SP nr 9, radzi, w jaki sposób pomóc dzieciom w powrocie do nauki stacjonarnej.
12 marca 2020 roku w całej Polsce, ze względu na pandemię koronawirusa, ogłoszono obowiązek nauki zdalnej. Przez prawie półtora roku uczniowie starszych klas szkoły podstawowej widzieli się „na żywo” jedynie przez kilka tygodni, na początku roku szkolnego 2020/2021. Już za kilka dni rozpoczyna się nauka w systemie hybrydowym, a od końca maja wszystkie dzieci wracają do szkół w systemie stacjonarnym. Marta Suchta, psycholog szkolny ze Szkoły Podstawowej numer 9 podpowiada jak ułatwić dzieciom powrót do ławek po tak długiej nieobecności.
Prowadzi Pani spotkania z dziećmi, rozmawia Pani z nimi. Jakie są ich nastroje związane z powrotem do szkoły?
Dzieci tęsknią za sobą, tęsknią za relacjami. Łączę się z uczniami, którzy mówią – proszę pani, ja już mam dosyć, serdecznie dosyć, chciałbym już wrócić do szkoły. Mają dość komputerów, zdalnego nauczania, nie mogą się skoncentrować. Nie mają motywacji, często po prostu im się nie chce, nie mają energii – bo nie mają skąd jej czerpać. Grupa nakręca, mobilizuje do pracy. Jeśli możemy zrobić coś razem to idzie to łatwiej. Dzieci chcą wrócić, przede wszystkim do siebie, do kumpli, chcą gdzieś razem wyjść. Gdy ich pytam, co by zrobili najchętniej, to mówią o wycieczkach – bo przez prawie dwa lata nie byli na żadnej, nie mówiąc o wigiliach klasowych, spotkaniach świątecznych, Mikołajkach, szkolnych imprezach, piknikach, balach czy dyskotekach – nic z tego się nie odbyło. I za tym tęsknią.
Zdalna edukacja pokazała, że życie w sieci jest realne
W jaki sposób dzieci zaspokajają teraz swoje potrzeby społeczne? Wystarcza im komunikacja on-line?
Początek pandemii, marzec zeszłego roku, spowodował niemalże całkowite zamknięcie w domach. Ludzie się bali, nie wiedzieli czego się spodziewać. Później zaczęło się to bardziej rozluźniać. Dzieci, które mają takie możliwości, spotykają się teraz poza lekcjami, zwłaszcza jeśli ich rodzice znają się. Spotkania nie są tak intensywne – odpadły wszelkie urodziny, nocowania. Życie towarzyskie bardzo mocno przeniosło się na komunikatory i portale społecznościowe.
Pamiętam, że najfajniejsze z chodzenia do szkoły była możliwość spotkania z kolegami czy koleżankami. A teraz wydaje się, że podczas pandemii dzieci w zasadzie nic przyjemnego w tej szkole nie przeżyły.
Jeśli chodzi o relacje to niestety tak jest. Ale zdalne nauczanie ma też pozytywne konsekwencje – na pewno rozwinęły się umiejętności IT, pojawiły się nowe możliwości. Okazuje się, że wiele rzeczy można zrobić on-line. Dzięki platformom, które powstały, dużo sprawniejsza jest bieżąca komunikacja dotycząca nauki, przekazywanie materiałów i notatek. Można na bieżąco zamieszczać informacje, odsyłać prace do nauczyciela, nic nie trzeba przynosić. Dzieci mają teraz swoje miejsce w Internecie, która żyje nawet poza lekcjami. Za bardzo duży plus dzieci uważały „skrócenie” drogi do szkoły – to, że można było później wstać, nie trzeba było dojeżdżać, można było uczestniczyć w lekcjach w piżamie czy w trakcie zjeść śniadanie. Również nauczyciele zobaczyli, że dużo rzeczy można zrobić zdalnie.
Mieliście w szkole problem ze „znikającymi dziećmi”? Takimi, które po rozpoczęciu nauki zdalnej przestały uczestniczyć w lekcjach i nikt nie wie, co się z nimi stało?
Były dzieci, które przestawały się łączyć. Były dzieci do których dzwoniliśmy, a one nie odbierały telefonów. Zdarzało się, że nie łączyły się z powodu stresu – bo nauczyciel wymagał kamery, a one nie chciały, bo jednak wchodziliśmy z kamerami do ich prywatnej przestrzeni. Często obawiały się reakcji kolegów – w klasie łatwiej to zaobserwować i na bieżąco się do tych reakcji odnieść zarówno dziecku jak i nauczycielowi, a w sytuacji edukacji zdalnej nie wiemy co kolega sobie pomyśli, czy gdzieś na czacie nie będzie plotek. Było to trudne, zwłaszcza dla dzieci o niskim poczuciu własnej wartości, wyczulonych na ocenę innych. Obawiały się, że ktoś może się z nich śmiać i nie będą w stanie zareagować. Wstydziły się tego, ze mają na przykład nieposprzątane. Włączanie kamerek wiązało się trochę z zaproszeniem nauczyciela i całej kasy do domu, który do tej pory był azylem. Nie każdy miał na to zgodę i gotowość. Często powodem „znikania” był też brak zadań domowych lub przygotowania do lekcji – czasami łatwiej to było ukryć mówiąc, że nie działa mikrofon czy kamera, czy zrywa Internet lub po prostu się nie łącząc. Chociaż problemy techniczne, wcale nie takie rzadkie, to też ogromy stres dla dziecka. Nie łącząc się, po prostu sobie ten stres minimalizowały.
Najważniejsze to ustalić oczekiwania nauczycieli
W jaki sposób rodzice mogą ułatwić dzieciom powrót do szkoły?
Spytajcie nauczycieli czego będą oczekiwać po powrocie do szkoły – mówię to do dzieci, ale rodzice mogą je w tym wesprzeć, pomóc. Niewiedza powoduje o wiele większy stres, niż konkretna informacja. Bardzo ważna jest jasność tego, co ich czeka, z czym się zderzą, do czego powinni się przygotować, nawet jeśli jest to kartkówka czy sprawdzian. Warto też zweryfikować swoje podejście do ocen. Po co one właściwie są, co nam dają? Czy świadectwo z czerwonym paskiem na koniec roku w klasie piątej to na pewno jest konieczność? Są bardzo ambitne dzieci, które chcą i jeśli mają taką możliwość – niech walczą. Ostrzgałabym jednak przed parciem i projektowaniem na dzieci ambicji dorosłych. To, że tego czerwonego paska nie będzie w piątej czy szóstej klasie, to w perspektywie roku kolejnego, rozwoju dziecka i jego przyszłości – jakie to ma znaczenie? Czy w ogóle jakieś ma?
Chyba trudno pogodzić się z tym, że dziecko ma słabe oceny.
Tutaj widzę zadanie dla rodziców – żeby dać zgodę na to, żeby pewne rzeczy odpuścić. Warto byłoby pogadać z dziećmi o tym, co jest dla nich ważne, ustalić priorytety i to, co jest w stanie osiągnąć, jakie są możliwości – siła, moc, chęci. Co dziecko by chciało, czego pragnie? A jeśli coś się nie uda – trudno. Dziecko czasami musi usłyszeć zgodę rodzica na to, że ono czegoś nie zrobi, z czymś nie da sobie rady albo najzwyczajniej w świecie mu się nie chce. I o ile normalnie rolą rodzica jest walczyć o tą motywację, o tyle w obecnych czasach przyzwolenie na słabość, na odpuszczenie sobie, jest także bardzo ważne.
Jakie są oczekiwania dzieci wobec powrotu do szkoły?
Dzieci, wbrew pozorom, nie proszą o wiele. W rozmowach ze mną mówią, że chciałyby po prostu aby pierwszy dzień był luźniejszy, żeby nie zaczynać „z kopyta”. Obawiają się, że będzie więcej sprawdzianów czy kartkówek i obawiają się sprawdzania notatek, bo czasami przyznają się, że ich nie mają. Pytam czy któryś nauczyciel zapowiadał, że będzie sprawdzał te notatki – i okazuje się, że nie. Skąd w takim razie ten pomysł? Boję się, że w dużej mierze jest to nakręcane przez Internet, przez media społecznościowe. Zastanawiam się, jaki jest sens i cel w udowadnianiu dziecku, że nic nie robiło przez semestr? Wydaje mi się, że naprawdę niewielkie grono nauczycieli myśli właśnie w ten sposób, kiedy rozmawiam z nimi, albo czytam wypowiedzi na forach, to nie ma takich pomysłów. Widzę naprawdę dużo dobrej woli wśród kadry pedagogicznej.
Najlepiej porozmawiać i ustalić oczekiwania nauczycieli.
Wspieram dzieci w tym, aby pytały, a nauczycieli zachęcam, żeby wyraźnie określili czego będą wymagać. To jest podstawa, ten pewny grunt. Dziecko musi wiedzieć czego się spodziewać.
Foto główne:
Obraz wave new z PixabayZdjęcia w tekście:
Marc Thele z Pixabay 14995841 z Pixabay



