Mówią, że to duchowa stolica Dolnego Śląska. Z pewnością wielka skarbnica sztuki. Krzeszów to klucz do zrozumienia teologicznej koncepcji człowieka oraz skomplikowanej historii Dolnego Śląska.
Krzeszów – maleńka wieś w sudeckiej kotlinie (notabene najzimniejszej w Sudetach) na krańcu województwa dolnośląskiego, a pośrodku potężna bazylika: wielka jak góra, widoczna z daleka, z dwiema strzelistymi wieżami. Istne cudo architektury barokowej najwyższych lotów. Widać rękę artysty najwybitniejszego, którego nie powstydziliby się w Pradze, Wiedniu i Rzymie. W centralnym miejscu bazyliki eksponowana jest najstarsza ikona maryjna w Polsce (znacznie starsza od słynnej jasnogórskiej); lewa strona poświęcona jest Bożemu Narodzeniu, prawa – ukrzyżowaniu.
Im bliżej, tym ciekawiej – obok potężnej bazyliki, w której przechowywana jest cudami słynąca ikona Matki Bożej Łaskawej, stoi równie wspaniały kościół (pw. św. Józefa), jakby wprost przeniesiony z ulic Rzymu. Przy nim cieszy oczy dom gościnny opata w kostiumie pałacu (obecnie muzeum), a z drugiej strony placu do bazyliki przylega ogromny klasztor. Za murami ciągnie się w polach Kalwaria z kaplicami wielkości willi. Dom Piłata faktycznie był zamieszkały przez strażnika, który miał oko na kaplice. Rozmieszczone zostały według miar jerozolimskich. Krzeszowska Droga Krzyżowa odzwierciedla zatem topograficznie układ Drogi Krzyżowej w Jerozolimie.
Siła argumentów
Śmierć i Zmartwychwstanie oraz Boże Narodzenie – te dwie rzeczywistości przeplatają się w duchowości całego Krzeszowa, ukazanej językiem sztuki. Krzeszów to rodzaj Biblii pauperum, czyli Biblii dla ubogich ludzi, dawniej często niepiśmiennych. Prawdy wiary bywają trudne do zrozumienia, od zarania ludzkości szukano języka, który je wszystkim uprzystępni. W okresie kontrreformacji sztuka stała się jeszcze czymś więcej niż formą ewangelizacji. Wykorzystano ją, by udowodnić protestantom, iż mylą się, odrzucając kult Maryi i świętych. Druga strona nie była bierna – budowała na Śląsku również wspaniałe świątynie, ale tylko dwie mogą konkurować wspaniałością z bazyliką krzeszowską – to Kościoły Pokoju w Świdnicy i Jaworze.
Polemikę podjęli cystersi, których klasztory w Krzeszowie, Lubiążu, Henrykowie, Kamieńcu Ząbkowickim i Rudach Raciborskich stały się na Śląsku potęgami gospodarczymi. Tu trzeba wyjaśnić, że zakonnik był ubogi, ale klasztor
– bogaty. W Krzeszowie powstały liczne warsztaty artystyczne i rzemieślnicze, by sprostać w okresie barokowej przebudowy opactwa jego zapotrzebowaniu na sztukę. Artystów najwybitniejszych tej miary, co Willmann (zwany śląskim Rembrandtem) i Brandl, który jak nikt inny potrafił namalować Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, ściągano okazjonalnie. Wystawili rachunki na wielkie sumy. Klasztor zapłacił, a wszystko to ku „większej chwale Bożej”.
Prekursorzy zjednoczonej Europy nosili… habity
Miał z czego płacić. Opactwo w Krzeszowie było właścicielem kilkudziesięciu wsi i dwóch miast (Lubawka i Chełmsko Śląskie). Co więcej, należał do niego przez pewien czas nawet zamek w Bolkowie. Zakonnicy z opactw cysterskich byli znakomitymi gospodarzami. Aparat gospodarczy usprawniano przez stulecia, wykorzystując doświadczenia innych opactw, którymi dzielono się podczas dorocznych zjazdów w opactwie macierzystym we Francji. Cystersi nie bez kozery nazywani są prekursorami zjednoczonej Europy.
Osiedlali się na nizinach, często w terenach trudno dostępnych, wśród bagien i mokradeł (w odróżnieniu od benedyktynów, którzy zakładali klasztory na ogół na wzniesieniach). Zamieniali nieużytki w ogrody, sady, doskonale plonujące pola, budowali stawy rybne (słynne milickie są dziełem cystersów z Lubiąża). Początkowo utrzymywali się z pracy tylko własnych rąk, z czasem jednak wprowadzili do swoich klasztorów konwersów, czyli mnichów niemających święceń, których zadaniem była praca fizyczna w folwarkach zakonnych (tzw. grangie) i zakładach rzemieślniczych. Gospodarczy aparat zakonny stał się wzorcem, na którym inni mogli budować gospodarczą potęgę, na zasadzie dobrych praktyk.
Skarby lwowskich benedyktynek
Śląsk należał do najbogatszych regionów w Europie, zatem nieprzypadkowo zwrócił nań uwagę król pruski Fryderyk II. Stoczył trzy wojny śląskie, by nim zawładnąć. Tak zamienił stolicę z Wiednia na Berlin. Polska utraciła go znacznie wcześniej – wraz ze śmiercią ostatniego niezależnego Piasta śląskiego, Bolka II, notabene pochowanego w Krzeszowie, w mauzoleum przy bazylice. Śląsk – najpierw polski, potem czeski, austriacki, pruski i niemiecki – po kilku stuleciach w 1945 r. wrócił do Polski. W Krzeszowie osiadły benedyktynki ze Lwowa. W skrzyniach przywiozły prawdziwe skarby, m.in. dary od króla Jana III Sobieskiego. Okazały się dobrymi strażniczkami dziedzictwa cystersów krzeszowskich. A miały czego pilnować, bo zakonnicy stworzyli istne imperium, co zaowocowało wspaniałymi dziełami sztuki.
Zakonnik reprezentacyjny
Opat, stojący na czele aparatu gospodarczego, potrzebował oprawy godnej swej pozycji. Stąd dom gościnny w Krzeszowie w kostiumie pałacu, stojący obok kościoła św. Józefa i bazyliki. W Kamieńcu Ząbkowickim powstał pałac. Podobnym zamiarem kierował się opat Lubiąża, rozbudowując gmach główny opactwa. Nie należy jednak zapominać, że cystersom przyświecała jednak przede wszystkim myśl, by dzieła te służyły ewangelizacji.
Pieniądze były więc tylko narzędziem, a nie celem. Celem zaś było kierowanie ludzi ku dobru i prawdzie, zatem ku Bogu w Trójcy Jedynym. A że religia miała znacznie większe oddziaływanie niż obecnie, cystersi krzeszowscy włączyli się aktywnie w budowę ładu społecznego. Zaakcentowali kwestie teologii rodziny i małżeństwa, stąd wspaniały cykl fresków w kościele św. Józefa, przedstawiających żywot Świętej Rodziny. Bóg przyszedł wszak na świat, by nas zbawić, a zbawienie to dokonało się poprzez rodzinę. Rodzina każdego z nas powinna być zatem odzwierciedleniem rodziny Jezusa, Maryi i Józefa. Cykl ten powstał w okresie, gdy opadł kurz wojny 30-letniej, ale zostały jej skutki – m.in. brak autorytetów, upadek moralny, rodzina w rozsypce, ogólne rozprzężenie. Nieprzypadkowo na wzgórzu, za wsią, postawili cystersi kaplicę pw. św. Anny, babki Jezusa. Babcia – uosobienie dobra, ciepła, zrozumienia i miłości – patrzy z góry, jakby otulając swą córkę Maryję, której dedykowana jest bazylika, i swego wnuka, który towarzyszy matce w ikonie krzeszowskiej – najstarszej o tematyce maryjnej w Polsce.
Tajemnice ikony
Ikona ta, niewielkich rozmiarów, jest dziełem pełnym tajemnic. To jeden z cudów Dolnego Śląska. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach trafiła do Krzeszowa. Z pewnością pamięta najdawniejsze dzieje tego miejsca, zatem początek średniowiecza, gdy cystersi objęli Krzeszów w posiadanie, sprowadzeni przez Piastów śląskich. Piastowie wiedzieli, że zmienią ugory w żyzne gleby, tchną w okolice życie gospodarcze i duchowe. Nie zawiedli się. To z Krzeszowa, a nie ze Świdnicy, swej stolicy, uczynili Piastowie swoje pośmiertne mieszkanie. Bolko I, jego syn i wnuk spoczęli w kościele opackim, który św. Jan Paweł II podniósł do godności bazyliki. On też koronował cudami słynący obraz Matki Bożej Łaskawej z krzeszowskiego opactwa pocysterskiego. W 1810 r. opactwo to skasowały władze pruskie; nastał czas grabieży. Na szczęście wiele rzeczy ocalało, a diecezja legnicka wzięła na siebie trud odrestaurowania Krzeszowa, w czym wielka zasługa pierwszego biskupa legnickiego – ks. dr. Tadeusza Rybaka, i kanclerza kurii legnickiej – ks. dr. Józefa Lisowskiego. Barokowy klejnot, jakim jest Krzeszów, znów lśni pełnym blaskiem.
Okres Wielkiej Nocy to szczególny czas w Krzeszowie. Obok mauzoleum Piastów stoi replika Grobu Bożego, a tutejszy kustosz sanktuarium, ks. prałat Marian Kopko, jest bożogrobcem, czyli członkiem zakonu rycerskiego powstałego podczas wypraw krzyżowych. Misteria wielkanocne organizowane są więc tutaj niejako w naturalnej scenerii. Szczególne tłumy przybywają jednak do Krzeszowa 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia NMP, czyli na Wielki Odpust Krzeszowski. Ikona Matki Bożej Łaskawej podąża wówczas w procesji, a wokół faluje morze głów. Niesamowity widok!
Marek Perzyński



