Ostatnie doniesienia o zachorowaniach na odrę w Polsce wzbudziły poruszenie w społeczeństwie, podobnie jak kwestia szczepień. Dziś już coraz mnie ludzi pamięta, jak 55 lat temu Wrocław borykał się z ostatnią epidemią ospy prawdziwej wirusa, który odciął miasto od reszty kraju.

Ospa prawdziwa (łac. variola vera) – jedna z najniebezpieczniejszych chorób zakaźnych, z jakimi człowiek miał kiedykolwiek styczność. Jej śmiertelność sięga od 1 do niemal 100% (w niektórych przypadkach). Choroba przenosi się drogą kropelkową oraz przez kontakt z chorym lub jego przedmiotami osobistymi.

Historia ta zaczyna się 22 maja 1963 roku. To właśnie wtedy do Polski powrócił Bonifacy Jedynak – podpułkownik Służby Bezpieczeństwa. Podróżował on po Birmie, Wietnamie i Indiach, kontrolując tamtejsze polskie placówki dyplomatyczne. Władza ludowa zapewniła mu fałszywą tożsamość, potwierdzoną przez państwowy paszport i książeczkę zdrowia. Z egzotycznych krajów przywiózł wirusa ospy prawdziwej, zwanej potocznie czarną.

Po kilku dniach podpułkownik źle się poczuł i szybko trafił do wrocławskiego szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Lekarze nie podejrzewali nic groźnego. Gorączkę, dreszcze i drobne wykwity na skórze przypisali objawom malarii. Sytuacji nie pomógł także fakt, że Bonifacy Jedynak szybko wyzdrowiał, gdyż jego organizm zwalczył ospę samodzielnie. 15 czerwca, po krótkiej kwarantannie, został on wypisany ze szpitala.

Pierwsze ofiary

W czasie swojego pobytu w izolatce podpułkownik zdążył zarazić wirusem ospy prawdziwej Janinę Powińską. Była ona salową, która sprzątała salę chorego. U niej lekarze rozpoznali jedynie ospę wietrzną, gdyż infekcja przybrała bardzo łagodną i krótkotrwałą postać. Niestety, podobnego szczęścia nie miała córka salowej, 27-letnia pielęgniarka Zofia Kowalczyk. Jeszcze zanim u kobiety wystąpiły pełne objawy, pomagała w organizacji wesela szwagierki dla około 100 osób. Zofia Kowalczyk zemdlała w trakcie kursu doszkalającego dla pielęgniarek. W szpitalu lekarze nie wiedzieli, co robić. W zastraszająco szybkim tempie pojawiły się na jej ciele krwawe wybroczyny w okolicach nosa, na błonach śluzowych ust, a nawet na spojówkach.

Diagnoza wskazywała najpierw uczulenie na antybiotyk, a następnie szybko postępującą białaczkę. Błąd lekarzy kosztował życie chorej. Zofia Kowalczyk zmarła 8 lipca 1963 roku. Ciało pochowano dopiero po kilku dniach, wbrew przepisom, które mówiły jasno, że w takim przypadku pochówek musi odbyć się w ciągu 24 godzin. W czasie gdy Zofia Kowalczyk walczyła z chorobą, jej brat oraz lekarz rodzinny zostali zarażeni. Wszyscy po pewnym czasie zmarli.

„Mamy we Wrocławiu ospę”

Prawdziwym przełomem w zdiagnozowaniu ospy prawdziwej okazał się mały pacjent, 4-letni chłopiec przywieziony do szpitala z charakterystyczną wysypką. Prawdopodobnie lekarze przypisaliby mu zachorowanie na ospę wietrzną i wypisali do domu, gdyby nie jeden istotny fakt – chłopiec już raz chorował na ospę wietrzną. Osobą, która pierwsza zaczęła podejrzewać ryzyko pojawienia się epidemii ospy prawdziwej, był dr Bogumił Arendzikowski z Miejskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Przeanalizował on ostatnie zachorowania we Wrocławiu i zwrócił uwagę na powiązania zainfekowanych. Okazało się, że chłopiec miał kontakt z salową Janiną Powińską. 15 lipca 1963 roku, po złożeniu meldunku, dr Arendzikowski miał po raz pierwszy powiedzieć: „Mamy we Wrocławiu ospę”. W tym samym dniu ogłoszono stan pogotowia przeciwepidemicznego – dopiero 1,5 miesiąca od momentu pierwszego zachorowania.

Walka z Czarną Panią

17 lipca stan pogotowia zmienił się w stan epidemii. W obieg poszły informacje prasowe, jednak były one zamieszczane na ostatnich stronach w małych ramkach, co nie pomagało ludziom zrozumieć powagi sytuacji. Ta zmieniła się po przyjeździe dziennikarzy z Krakowa i Warszawy, którzy podchwycili miejskie plotki i zaczęli pisać o ludziach umierających na chodnikach i piecach krematoryjnych rozlokowanych we Wrocławiu.

W tym samym czasie na stan epidemii reagowały władze ludowe. Trzy szpitale, w których przebywali chorzy na ospę oraz szkoła pielęgniarska, do której uczęszczała Zofia Kowalczyk, zostały tymczasowo zamknięte. Sporządzono listę ludzi, którzy ostatnio mogli mieć kontakt z chorymi na ospę prawdziwą. Pracownicy sanepidu mieli obowiązek odnaleźć te osoby i przetransportować je do specjalnych izolatoriów.

Wrocław otoczono kordonem sanitarnym i utrudniono wyjazd z miasta, aby nie rozprzestrzeniać epidemii na inne miejscowości. W celu ściślejszej kontroli zdecydowano również o zamknięciu granic z NRD i Czechosłowacją na odcinku województwa wrocławskiego dla małego ruchu granicznego oraz turystycznego. Ponadto zorganizowano przygraniczne punkty szczepień. Nadzór nad walką z epidemią sprawował delegowany do Wrocławia wiceminister zdrowia Jan Kostrzewski. Powołano specjalną Radę Epidemiologiczną, która składała się z wrocławskich lekarzy i pracowników Ministerstwa Zdrowia.

19 lipca ruszyły obowiązkowe szczepienia. Zaszczepić musiał się każdy – wszelkie protesty mogły zostać ukarane grzywną w wysokości 4500 złotych (średnie zarobki na miesiąc wynosiły wtedy ok. 1700 złotych) lub 3-miesięcznym aresztem. Z myślą o awanturnikach powstały ponadto karne izolatki. Za odmowę leczenia i celowe spowodowanie zakażenia innych groziła kara do 15 lat pozbawienia wolności. Obecnie można mówić o rygorze, jaki wówczas panował we Wrocławiu, ale w zdecydowanej większości przypadków w ogóle go nie stosowano. Wszyscy mieszkańcy byli przerażeni i dobrowolnie udawali się na szczepienie.

Nowe obyczaje

W mieście podjęto wiele działań profilaktycznych. Odgórnie zakazywano sprzedaży chleba w sklepach samoobsługowych. Zamknięto wszystkie baseny. W budynkach publicznych klamki owinięte były bandażami nasączonymi chloraminą (silnym środkiem do odkażania). Uruchomiono dedykowany numer telefonu, gdzie można było odsłuchać nagrania komunikatów radiowych.

Pojawiły się tablice z napisem „Witamy się bez podawania rąk”. Pod koniec lipca 1963 roku powołano grupę dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji. Jej oddziały znajdowały się w izolatoriach na Psim Polu i Praczach oraz w szpitalu w Szczodrem.

Wykonywano trzy rodzaje dezynfekcji: profilaktyczną, ognisk ospy oraz końcową. Grupa regularnie odkażała sprzęty, ubrania, pomieszczenia, powietrze, glebę oraz przedmioty codziennego użytku.

Zachowanie wrocławian nie było jednolite. Znane są przypadki, gdy mieszkańcy nawzajem sobie pomagali, dbając o mieszkania i zwierzęta tych, którzy zostali odizolowani. Urzędnicy wykazywali nadzwyczajną chęć współpracy, pomijając całą biurokratyczną machinę.

Z drugiej strony, w poczuciu powszechnego strachu, dochodziło do przykrych incydentów. Ludzie złapali na ulicy dziewczynę mającą wyraźne zmiany na skórze i zatrzymali karetkę, by odwiozła ją do izolatorium. Oskarżali ją o roznoszenie epidemii, nie rozumiejąc, że miała zwykłą egzemę, z którą borykała się od lat. Karetka pojechała do mieszkania dziewczyny, by potwierdzić jej wytłumaczenie, ale w tym czasie ludzie zaczęli publiczny lincz. Ostatecznie ofiara nie odważyła się już wyjść z domu aż do końca epidemii.

Końcowe zestawienie

Światowa Organizacja Zdrowia jeszcze w początkowych fazach epidemii przewidywała, że ospa prawdziwa będzie nękać Wrocław przez dwa lata, dotknie około 2000 osób, z czego 200 zabije. Na szczęście masowe szczepienia, izolowanie ludzi, szeroko zakrojone akcje dezynfekujące i kwarantanna miasta zrobiły swoje. 10 sierpnia zachorowała ostatnia osoba znajdująca się poza szpitalami i izolatoriami. 19 września oficjalnie odwołano stan epidemii.

Na ospę prawdziwą we Wrocławiu zachorowało 99 osób, z czego zmarło tylko 7 (4 to pracownicy służby zdrowia). W walce z wirusem uczestniczyło ponad 350 lekarzy i pielęgniarek. Mimo późnego rozpoznania choroby i jeszcze późniejszego poinformowania o niej, problemów ze sprzętem ochronnym i częściowym chaosem organizacyjnym leczenie przyniosło pożądane efekty. Szczególnie ważna była bardzo szeroko zakrojona akcja szczepień.

W 1980 roku Światowa Organizacja Zdrowia uznała ospę za chorobę całkowicie wyeliminowaną. Od tego czasu nie zdarzyły się żadne przypadki zachorowania na wirusa variola vera. Musimy jednak mieć na uwadze, że nie jest to jedyna choroba, z jaką mamy lub możemy mieć do czynienia. Nie zapominajmy o regularnych szczepieniach, zwłaszcza w okresie zimowym.

OSPA WE WROCŁAWIU W LICZBACH:

  • 7 ofiar śmiertelnych
  • 8 miesięcy – wiek najmłodszego pacjenta
  • 66 dni – trwał stan epidemii we Wrocławiu
  • 83 lata – wiek najstarszego pacjenta
  • 99 – liczba chorych w mieście
  • 2,5 mln zaszczepionych we Wrocławiu i województwie
  • 7,8 mln zaszczepionych w Polsce

Wojciech Kosek