Jak wynika z Raportu o biedzie Stowarzyszenia Wiosna w Polsce żyją obok nas rodziny, które mają do wydania miesięcznie 50 złotych na osobę. Szlachetny Challenge to akcja, dzięki której pracownicy firm Unit4, Nokia i Capgemini, ich rodziny i znajomi mogą zmienić życie kolejnych rodzin i dzieci we Wrocławiu. Przeczytajcie, komu i jak dzięki Waszemu zaangażowaniu pomoże Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości. Ty też możesz się włączyć i dać coś od siebie.

Oni tworzą Szlachetny Challenge. Od lewej: Justyna Oleksiuk, Ela Stefańczyk, Marcin Kaniewski, Ola Szewczyk.
Nie chodzi tylko o prezenty
Maciej Leśnik: W Szlachetnej Paczce nie pomaga się ,,komuś”, ale konkretnym osobom i rodzinom. Wolontariusze dostają ich adresy i odwiedzają je tam, gdzie mieszkają. Naprzeciwko siebie siedzą obcy ludzie i rozmawiają szczerze o problemach. Co mogą zmienić te spotkanie?
Marcin Kaniewski: W Szlachetnej Paczce najpierw zostałem koordynatorem ds. biznesowych, a dopiero poprzedniej jesieni zacząłem odwiedzać rodziny. To doświadczenie pokazało mi, że wolontariusze naprawdę muszą przekroczyć samego siebie. W większości przypadków nie można przygotować się na konkretny scenariusz spotkania. Historie rodzin są różne i bardzo często zaskakują. Z niektórymi utrzymujemy kontakt do dzisiaj, tak jak z Panem Mirkiem.
Justyna Oleksiuk: Pan Mirek porusza się na wózku. Jest niepełnosprawny, chociaż w młodości był piłkarzem i grał w III lidze. Teraz w wieku 52 lat został sam, mieszka tylko z psem.
Ela Stefańczyk: Na szczęście pojawił się darczyńca, który chciał mu pomóc, ale nie było go stać na spełnienie wszystkich potrzeb. Najbardziej brakowało mebli. W międzyczasie odezwała się do nas dziewczyna, która kiedyś z nami współpracowała jako liderka rejonu. Okazało się, że mieszkania przygotowane dla pracowników banku przechodzą remont i możemy coś wykorzystać do przygotowania Paczki. Marcin i Justyna pojechali tam i zobaczyli, że są tam meble i to w rewelacyjnym stanie.
Justyna: Historia Pana Mirka jest do opisania. Przez zupełny przypadek, dzięki osobie trzeciej, ten Pan dostał pomoc, która była na miarę jego potrzeb. Oprócz Paczki od darczyńcy, przywieźliśmy mu łóżko, stół, lodówkę, pralkę, dywan, firanki. Mieszkał w warunkach ciężkich i to była dla niego ogromna zmiana. Zaczął widzieć różnicę, że jego życie może dosłownie wyglądać inaczej.
Marcin: Na tym się jednak nie skończyło. Justyna popytała znajomych i okazało się, że są ludzie, którzy mieszkają niedaleko Pana Mirka i bardzo chętnie pomogą mu w różnych sytuacjach życiowych. Może do nich w każdej chwili zadzwonić, mają kontakt na co dzień, spędzają czas. Do tej pory był bardzo samotnym człowiekiem, mimo że mieszka blisko rodziny.
Justyna: Moi znajomi byli u niego na Wigilii, przyszli z potrawami. Te odwiedziny i zainteresowanie pokazują mu, że jego życie może trochę inaczej wyglądać. Wiem, że zapisał się na zajęcia z pracy nad sobą. Zyskał siły, aby walczyć o swoje życie, zajął się sprawą podziału majątku po rodzicach. Szlachetna Paczka to jest nie tylko ta materialna część, ale coś, co naprawdę łączy i zmienia ludzi.
Pamiętacie, że Szlachetny Challenge trwa tylko do 14 lutego?
Z tego co mówicie wynika, że ta paczka materialna może być impulsem do zmiany, ale nie załatwi za nas wszystkich spraw. Problemy pozostają. Rodziny borykają się często z wieloma nierozwiązanymi sytuacjami, o których młodzi ludzie nie mają pojęcia. Muszą walczyć o mieszkanie, wplątali się w długi i zawiłe sytuacje prawne, mają poczucie, że to wszystko je przerasta.
Justyna: Chcemy, aby poprzez Paczkę mogli pomyśleć: ktoś mnie dostrzegł, widzi we mnie wartość, nie jestem sam. Pomoc odciąża ich budżet, nie muszą martwić się o sytuację materialną, więc mogą zająć się sprawami, które od dawna wymagały uporządkowania. Poza Paczką materialną realizujemy w projekcie tak zwane Paczki Plus.
Ela: Tak jak powiedzieliście, Paczka jest impulsem, ale my nie wiemy, co rodzina z tym impulsem zrobi. Niektóre będą tak zmotywowane, że rzeczywiście wezmą sprawy w swoje ręce i zmienią swoje życie. Jedna rodzina z Wrocławia po dwóch dniach od otrzymania Paczki wysłała smsa do naszego biura Stowarzyszenia Wiosna. W trakcie tych dwóch dni odbyła 14 rozmów rekrutacyjnych i dostała pracę. Znamy dużo przykładów takich rodzin. Są też takie osoby, którym ten impuls nie wystarcza. Uważają, że przez ostatnie lata były ze wszystkim same, są zniechęcone, czują, że wszystko do tej pory im nie wychodziło. Dla takich osób paczka nie jest jedyną pomocą, która jest im potrzebna. Mamy obecnie cztery Paczki Plus.
Paczka Prawników to pomoc skierowana do rodzin, które napotykają na problemy prawne. Często wracają do nich sytuacje sprzed wielu lat, które nie do końca były ich winą. Pomoc naszego prawnika to coś więcej niż tylko darmowa porada prawna. Prawnik w stroju wolontariusza wchodzi do świata rodziny i przeprowadzają ją przez problem. Bierze odpowiedzialność za konkretne osoby a nie za samą sprawę. Prawnicy też są naszymi wolontariuszami, ale z fachową wiedzą. W województwie dolnośląskim mamy ich obecnie 25, ale rodzin, które potrzebują pomocy jest ponad 100.
Kolejna Paczka to Paczka Seniorów. Osoby starsze często mają rodzinę, a nawet mieszkają z nią, mimo to mają poczucie osamotnienia. Wydaje im się, że podeszły wiek oznacza, że nie mogą walczyć o swoje marzenia, realizować się i nie mogą nic od siebie dać.
Dowiedz się więcej, na czym polega Szlachetny Challenge! To już ostatni moment, żebyś się włączył.
Teraz skupiamy się na Paczce Biznesu. To jest nowy projekt, który opiera się na zmianie mentalności i jest przeznaczony dla każdej rodziny, która wzięła udział w Szlachetnej Paczce. Chcemy, aby potrafiły odkryć swoje mocne strony. Jest po to, aby rodzina mogła odpowiedzieć sobie na pytania: jakie mam zasoby? Jak je wykorzystuję i jakie są potrzeby rynku? Wolontariusz może spotkać z rodziną i pomóc w znalezieniu pracy, pomóc w napisaniu CV, nauczyć zarządzania budżetem. Najważniejsza zmiana jest jednak w świadomości i mentalności tej rodziny. Paczka ma uczyć rodziny przedsiębiorczości, przeprowadzić ją od biedy do zaradności w życiu. Chcemy to bardzo mocno zaakcentować w tym roku.
Komu pomaga Szlachetna Paczka? Czyli o tym, co zmienił program 500+
Różne są przyczyny ubóstwa i kryteria włączania rodzin do Paczki: niepełnosprawność lub ciężka choroba dziecka, samodzielny rodzic, rodzina wielodzietna, zdarzenia losowe. Czy kategorie osób, którym pomagacie, zmieniają się w ostatnich latach?
Ela: Nowością jest start w samodzielność. Ta pomoc jest szczególne adresowana do absolwentów Domów Dziecka oraz absolwentek Domu Samotnej Matki, a także studentów, którzy zaczynają studia, ale nie mogą liczyć na wsparcie swojej rodziny. Chcemy pomóc tym osobom, aby mogły rozpocząć życie na swoim.
Bardzo mocno zwracamy uwagę na osoby starsze i samotne oraz dotknięte nieszczęściem. Położenie nawet dobrze sytuowanej rodziny może się momentalnie załamać, kiedy umiera główny żywiciel rodziny albo ma miejsce inna tragedia, np. pożar. W zeszłym roku 16 z 20 tysięcy włączonych rodzin to były rodziny wielodzietne. W 2016 roku mieliśmy ich tylko 3 tysiące.
Justyna: Mogło się wydawać, że program 500+ to będzie przełom, bo nie będziemy mieli kogo odwiedzać i Polacy nie będą już potrzebować Szlachetnej Paczki. Często to o rodzinach wielodzietnych myślało się w pierwszej kolejności. Za sprawą wprowadzeniu programu, w ostatniej edycji dotarliśmy do zupełnie nowych rodzin, u których jeszcze nigdy nie byliśmy. To był dla nas trudny, ale bardzo piękny rok.
Wasze doświadczenie z zeszłorocznej, ale także poprzednich edycji pokazuje, że bieda wymyka się sztywnym kategoriom i niekoniecznie musi wiązać się z obrazem rodziny wielodzietnej. Na czym polega Waszym zdaniem prawdziwe ubóstwo, które dotyka rodziny?
Ela: Chciałam jeszcze podkreślić, że sam udział w programie 500+ nie wyklucza udziału w Szlachetnej Paczce. Pomoc od państwa owszem poprawia warunki materialne życia tej rodziny, dzieci mają się w co ubrać, rodziców stać na żywność i środki chemiczne. Ale my szukamy trochę innego pojęcia biedy. Nie definiujemy jej w ten sposób, że ktoś sobie nie radzi materialnie. Biedny to ten, kto nie jest świadomy swojej wartości, jest samotny, ma trudności, wobec których jest bezradny. Poznajemy mnóstwo osób, które nawet nie potrafią wymienić swoich mocnych stron. W przypadku naszych rodzin zdarza się na porządku dziennym, że nie rozmawia się z nimi o marzeniach i planach, bo im się wydaje, że nie mają do tego prawa. To jest dla nas bieda.
Prezent dla bohaterów
Często nawet nie wiemy, jakich mamy sąsiadów, chociaż mieszkamy od lat na tym samym piętrze w bloku. A co dopiero, gdybyśmy mieli znać ich problemy i wyjść z pomocą. Kto zgłasza rodziny do Szlachetnej Paczki, skoro same nie mogą tego zrobić?
Ela: Źródeł informacji o rodzinach mamy tyle, ile ludzi. Bardzo blisko współpracujemy z różnymi placówkami, np. pielęgniarkami środowiskowymi czy ośrodkami pomocy społecznej, kuratorami. Najskuteczniejsza jest jednak poczta pantoflowa, bo otwiera nam drzwi do osób, u których nikt jeszcze wcześniej nie był. Nie krzyczą ze swoją biedą i pomimo sytuacji radzą sobie, pokazują bohaterską postawę. Lider jednego z rejonów pozyskał adresy 60 rodzin, mimo że nie kontaktował się z ośrodkiem pomocy społecznej ani żadną inną instytucją. Wszystkie adresy zdobył poprzez swoich znajomych. Z tych 60 rodzin, 55 zostało wybranych i otrzymało pomoc. Zazwyczaj włączamy do projektu – z różnych powodów- jedną na dwie.
Justyna: Ważne jest, aby osoby, które zgłaszają nam adresy, wiedziały, jakich rodzin poszukujemy. Chcemy, aby ta rodzina miała szansę na włączenie do projektu. Najważniejsza jest dla nas bohaterska postawa rodziny, to, że domownicy starają się wziąć sprawy w swoje ręce i mimo trudności walczą o zmianę swojej sytuacji, szukają pracy. To jak opisze rodzinę wolontariusz, ma wpływ na to, jak zobaczy ją darczyńca.
W założeniach akcji Szlachetna Paczka ma być dla obdarowanych prezentem, a nie tylko pomocą, której się spodziewają co roku albo która wręcz im się należy. Czy zdarzają się więc rodziny, którym pomagacie przez kolejne lata?
Justyna: Nawet jeżeli rodzina jest zgłaszana drugi, a nawet trzeci raz, to na pewno ją odwiedzamy. Przez rok jej sytuacja materialna, życiowa i sama postawa mogły się przecież radykalnie zmienić. Na pewno warto ją ponownie odwiedzić i zobaczyć, co u u niej słychać. Wolontariusze na nowo wchodzą w sytuację tej rodziny i podejmują samodzielną decyzję.
Ela: Bardzo ważne jest to, co powie wolontariusz. W momencie, w którym rodzina żyje przekonaniem, że dostaje Paczkę żywnościową na Święta i nic poza tym, to rodzina tak właśnie będzie ją postrzegała. Jeżeli jednak wolontariusz powie rodzinie, dlaczego właśnie ona tę Paczkę dostanie, jest wtedy zupełnie inaczej. Powiem z własnego doświadczenia. Kiedy byłam wolontariuszką i decydowałam o włączeniu rodziny do projektu, dzwoniłam i mówiłam rodzinie, dlaczego to robię. Mówiłam jej, jak jest piękna, wartościowa i bohaterska. Mówiłam, co w niej widzę i dlaczego podjęłam taką decyzję, a nie inną. Była to dla mnie często najpiękniejsza chwila w projekcie. W odpowiedzi często słyszałam: Jak może nas Pani tak postrzegać, przecież my jesteśmy nikim. Wszystkie takie dowartościowane rodziny przyjęły paczkę jako prezent. Są oczywiście takie, które powoli traktują ją jako normalność i coś, co im się należy – oczywiście, że tak się zdarza. Po to właśnie spotykamy się i rozmawiamy z rodzinami – żeby zobaczyć jak jest i jak będzie w tym roku. Wolontariusz odgrywa kluczową rolę, bez niego projekt by nie istniał.
Agnieszka Zając: Ważne jest też, aby wolontariusz wytłumaczył rodzinie, dlaczego nie została włączona, co może zmienić i przepracować. Zgadzam się z Elą, że jako wolontariusz tworzę określony obraz pomocy, to jak widzi ją rodzina. To jest odpowiedzialność, która nie polega na prostej decyzji włączenia albo niewłączenia rodziny. Jeżeli spotykam się z rodziną i jestem przedstawicielem projektu, to jestem w nim do końca. W rozmowach wolontariusze podkreślali, że negatywna decyzja często faktycznie była dla rodzin impulsem do zmiany.
Od szkolnej porażki do zwycięstwa w życiu
Szlachetną Paczkę kojarzy co piąty Polak. Znacznie mniej znany jest drugi projekt Stowarzyszenia Wiosna, który również wspierają uczestnicy Szlachetnego Challenge`u. Akademia Przyszłości jest uczelnią inną niż wszystkie. Na czym polega ten projekt?
Ola: W Paczce pomagamy rodzinom, w Akademii pracujemy tylko z dziećmi. Im także chcemy zaszczepić mentalność wędkarza od najmłodszych lat. Podopieczni to uczniowie szkół podstawowych, które najczęściej nie radzą sobie w szkole, nie mają wsparcia w rodzinie, mają trudności w nawiązaniu kontaktu z rówieśnikami. Rodzice nie mają czasu, nie rozumieją tych dzieci albo dzieci boją się o czymś mówić. Wyjątkowe w Akademii jest to, że dziecko pracuje ze swoim opiekunem-wolontariuszem, którego jest jego mentorem, tutorem, który przeprowadza je od szkolnej porażki do zwycięstwa w życiu. Co to oznacza? Że czuwa nad nim, ma dla niego czas i przez to dziecko może czuć się potrzebne i zrozumiane. Ma też świadomość, że zawsze jest ktoś, kto chociaż raz w tygodniu przez godzinę może wysłuchać jego zmartwień i spędzić z nim czas, niekoniecznie na nauce, ale np. wyjść razem do kina albo na lody.
Indeksy dla dzieci z Akademii Przyszłości fundowane są na jeden rok szkolny. Podejrzewam, że między tutorami a dziećmi zawiązują się mocne więzi i przyjaźnie. Czy zdarza się, że pracują razem kolejny rok?
Ola: Jeżeli jest taka potrzeba ze strony dziecka, to zajęcia mogą być kontynuowane, z tym samym lub innym tutorem. Często jest też tak, że dziecko same mówi, że ono już wiele potrafi. Parę razy zdarzyło się, że dziecko po całym semestrze napisało w ankiecie, że chce, aby jego Pani Ania albo Pan Wojtek pomogła teraz innemu dziecku.
Czego można nauczyć się od tych dzieci?
Ela: Jako opiekun w Akademii Przyszłości nauczyłam się, żeby cieszyć się z najmniejszych sukcesów. Pracuje z Dominikiem, który przez pierwsze trzy spotkania w ogóle ze mną nie rozmawiał. Odpowiadał tylko na pytania: tak/nie. Ostatnio nawet odpowiedział: nie wiem. Bardzo się ucieszyłam, bo to była kolejna rzecz, którą do mnie powiedział. Chłopiec jest bardzo wycofany, nie chce spędzać czasu z innymi dziećmi. Woli być sam. To nie jest tak, że nie ma takiej potrzeby. Boi się odrzucenia i dlatego nie chce przebywać z innymi dziećmi. Ostatnio jednak powiedział, że chce z nami pójść na bal karnawałowy. Z punktu widzenia osoby trzeciej zachęcenie kogoś, żeby poszedł na bal to jest nic. Z perspektywy pracy z tym konkretnym dzieckiem wiedziałam, że to jest dla niego wyczyn. Cieszyłam się chyba dwa razy bardziej niż on.
Przeczytaj również pierwszą część rozmowy.




