We Wrocławiu wciąż można poczuć się jak w dawnym Breslau. Fasady niektórych kamienic noszą ślady postrzałów pamiętające oblężenie Twierdzy, a w Śródmieściu pełno jest reklam przedwojennych sklepów i fabryk. Z kolei na niemieckim odcinku autostrady A4 drogowskazy kierują podróżnych najpierw na Breslau, a dopiero później, mniejszym drukiem, na Wrocław. W niektórych zakątkach naszego miasta historia miesza się ze współczesnością.

miernicza (9)

Rzeźba na fasadzie kamienicy na ulicy Mierniczej. Fot. Tomasz Woźny.

Breslau był jednym z ważniejszych ośrodków w tej części Europy. Niemiecka historia miasta zaczyna się w 1741 roku, kiedy Wrocław trafił pod władanie pruskie. To właśnie wtedy narodził się Breslau – miasto, które tylko z pozoru już nie istnieje.

Męski fryzjer, fabryka mebli i biały chleb

Po niemiecku to odpowiednio: Herren Friseur, Mobel Fabrik, Brot Weiss. Mimo że reklamowanego sklepu lub lokalu w tym miejscu nie ma już od dawna, to przedwojenne napisy wciąż zdobią ściany wrocławskich kamienic. Czasem są znakomicie widoczne, jak np. reklama sklepu z wykładzinami na ulicy Szewskiej. W innych przypadkach można je ledwie dostrzec spod kolejnych warstw łuszczącej się farby, jak przy bramie kamienicy na ulicy Mierniczej.

szewska

Niemiecka reklama sklepu z wykładzinami na Szewskiej. Fot. Tomasz Woźny

Przedwojenne reklamy to pamiątki po Breslau. Możemy je dostrzec praktycznie na każdym kroku, wędrując po Śródmieściu. Czasem pojawiają się nowe – gdy np. odpadnie źle położony tynk na odnowionej fasadzie, jak przy ulicy Grunwaldzkiej naprzeciw komisariatu policji. Częściej jednak te świadectwa niemieckiej historii miasta giną bezpowrotnie.

Znikające miasto

Zacieranie śladów Breslau zaczęło się wkrótce po wojnie. To wtedy w ramach repolonizacji Ziem Odzyskanych masowo usuwano niemieckie szyldy, drogowskazy czy nawet napisy na pomnikach lub nagrobkach. A jak jest obecnie? Na stronie Stowarzyszenia Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Festung Breslau” możemy przeczytać wiele mówiące zdanie: „Śpieszmy się robić zdjęcia, tak szybko tynkują”. I rzeczywiście, ślady niemieckiego Wrocławia konsekwentnie znikają z przestrzeni miejskiej. Jednym z niewielu wyjątków jest wyremontowany gmach Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej, na którego fasadzie odnowiono niemieckie napisy. W tym roku urząd miejski wyda prawie dwa miliony złotych na dofinansowanie remontu kolejnych dziewięciu zabytkowych kamienic. 

cmentarz (4)

Po wojnie w ramach repolonizacji miasta masowo usuwano nawet napisy na niemieckich pomnikach i nagrobkach. Fot. Tomasz Woźny

W Breslau wciąż mieszkają ludzie

Niemiecki Wrocław najwyraźniej można zobaczyć właśnie na kamienicach, które przetrwały wojnę. Wedle planu Hitlera miasta-twierdze miały stanowić ośrodki oporu przeciwko idącej na Berlin Armii Czerwonej. W sierpniu 1944 roku Breslau, obok takich miast jak Witebsk, Danzig, Oppeln czy Posen, staje się Festung, czyli twierdzą. Oddziały wierne Hitlerowi fanatycznie broniły swoich przyczółków aż do 6 maja 1945 roku. Festung Breslau walczył zatem dłużej niż Berlin, a także przetrwał samego Hitlera, który popełnił samobójstwo 30 kwietnia. Wojna we Wrocławiu skończyła się tylko dwa dni wcześniej niż w Europie.

Walki obróciły miasto w pył. To, czego nie zniszczyło wojsko, posłużyło jako budulec dla odbudowywanej Warszawy. Na kamienicach, które przetrwały, można zobaczyć miejsca, gdzie w elewację budynku trafiły naboje różnego kalibru.

Ryszard Urbanowicz, który do Wrocławia przyjechał z Wilna w lutym 1946 roku, tak wspomina ten czas:
– Wysadzili nas na stacji Breslau-Hundsfeld. Psie Pole wyglądało całkiem dobrze – nie było tu widać wielu zniszczeń, ucierpiało jedynie kilka budynków i kościół. Dopiero gdy zacząłem chodzić do szkoły na ulicę Nowowiejską, przekonałem się, co wojna zrobiła z Wrocławiem. Z przerażeniem zastanawiałem się, jak można mieszkać w tych zgliszczach?

miernicza (5)

 Gdyby nie anteny satelitarne i zaparkowane wzdłuż krawężników samochody, można by pomyśleć, że czas się tu zatrzymał. Fot. Tomasz Woźny

Od czasów upadku Breslau niektóre kamienice nie doczekały się gruntownej renowacji, a wciąż są zamieszkałe. Takie miejsca to gratka dla filmowców poszukujących plenerów dla filmów osadzonych w wojennych lub powojennych realiach. W 2014 roku ulice Miernicza, Ptasia oraz Kurkowa wystąpiły w filmie Stevena Spielberga pt. „Most szpiegów”. To, że nasze miasto po lekkiej charakteryzacji (demontażu anten, usunięciu samochodów i rozrzuceniu gruzu) przypomina powojenny Berlin, nie jest raczej powodem do dumy. Ulice Włodkowica, Szajnochy czy Nehringa możemy zobaczyć m.in. w takich obrazach, jak „Kobieta w Berlinie” i „Miasto 44”.

Fort nad Odrą

O tym, jak ważnym ośrodkiem był Breslau, świadczą fortyfikacje budowane tu już na przełomie XIX i XX wieku. Schrony i forty piechoty widać przy ulicach Legnickiej, Skarbowców, Sułowskiej czy Polanowickiej. Są zaniedbane, często zdewastowane i tylko w niewielkiej mierze udostępnione dla zwiedzających. Opieką nad zabudowaniami militarnymi dawnego Breslau zajmuje się Wrocławskie Stowarzyszenie Fortyfikacyjne, czyli grupa pasjonatów, która dba, aby wrocławskie forty i schrony nie zamieniły się w kupę gruzu. W trakcie tegorocznej Nocy Muzeów przez schron piechoty nr 6 przewinęło się kilka tysięcy osób, ciekawych historii Twierdzy Wrocław.

Niemcy jeżdżą do Breslau

W świadomości naszych sąsiadów Wrocław to wciąż Breslau. Na niemieckich drogowskazach kierujących podróżnych w stronę stolicy Dolnego Śląska możemy zobaczyć szczególne oznaczenia. Na tablicach większymi literami napisane jest Breslau, a dopiero w nawiasie poniżej możemy przeczytać, że chodzi o Wrocław. Ponadto wielu Niemców nasze miasto zna jedynie pod niemiecką nazwą.

– Często, gdy mówię osobom, które spotykam w Niemczech, że jestem z Wrocławia, zupełnie nie wiedzą, o jakim mieście mówię. Sytuacja wyjaśnia się dopiero, gdy dodaję słowo „Breslau” – mówi Paweł, który regularnie wyjeżdża służbowo za naszą zachodnią granicę.

Ślady Breslau powoli zacierają się w dzisiejszym Wrocławiu, a szkoda, gdyż niemiecki rozdział w historii miasta jest szalenie ciekawy. I faktycznie: śpieszmy się zatem robić zdjęcia, tak szybko tynkują.

Kamila Zalińska-Woźny

Zobacz galerię zdjęć autorstwa Tomasza Woźnego.