W jednym z wcześniejszych artykułów pisałam o tym, jak to się dzieje, że czegoś nie było, a jest. Skupiłam się w nim na bardzo wstępnym etapie procesu twórczego, jakim jest poszukiwanie inspiracji. Dziś chciałabym pójść o krok dalej i opowiedzieć Ci o tym, jak zabrać się do pisania, niezależnie od tego, czy masz już jakiś pomysł, czy siadasz do kartki z pustą głową.

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

Strategii pisania jest kilka – można nawet powiedzieć, że ile autorek i autorów, tyle różnych sposobów na realizację tego procesu. Kiedy przegląda się książki, kursy, czy programy szkoleń pisarskich, scenopisarskich czy piosenkopisarskich, można jednak wyodrębnić dwie główne kategorie. Jedna z nich ma u podstaw założenie, że po prostu zabieramy się do działania i pozwalamy, żeby podświadomość zrobiła swoje. Druga opiera się na dokładnym zaplanowaniu każdego etapu procesu twórczego. Tę pierwszą nazywam strategią strumienia świadomości i od niej chciałabym zacząć. Drugą nazywam strategią metodycznego pisarza i omówię ją dokładniej w kolejnym artykule.

Nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz

W opowieści o “Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla jest scena, w której Alicja zatrzymuje się na rozdrożu i nie wie, w którą stronę dalej pójść. Nagle na drzewie dostrzega kota z Cheshire i pyta go, którą z roztaczających się przed nią dróg wybrać. “A dokąd chcesz dotrzeć?”, pyta ją kot. Zakłopotana Alicja odpowiada, że nie wie. “A zatem”, mówi kot, “nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz”.

Cały urok wszelkich działań twórczych polega na tym, że mamy wybór. Możemy do nich podchodzić w sposób metodyczny i usystematyzowany, jakbyśmy poruszali się po trasie wyznaczonej w przewodniku turystycznym. A możemy po prostu ruszyć w drogę i zobaczyć, gdzie nas nogi poniosą. I tę drugą podróż nazywam właśnie strategią strumienia świadomości – przy czym nie używam tego terminu w jego dosłownym znaczeniu. Nie mam na myśli techniki w powieściopisarstwie, oddającej monolog wewnętrzny bohatera. W moim osobistym pisarskim słowniku określenie to oznacza po prostu pisanie sterowane intuicją, swobodne i nieskrępowane, bez oceniania podążające za skojarzeniami i wewnętrznym procesem osoby piszącej. Mówiąc prościej: polega na zapisywaniu wszystkiego, co przyjdzie nam do głowy.

Za pisanie strategią strumienia świadomości można się zabrać na dwa sposoby. Albo zupełnie swobodnie, albo w lekko kontrolowanych warunkach.

Strategia strumienia świadomości – wariant 1

Ten pierwszy wariant polega na tym, że po prostu siadasz i piszesz. Tak jak w codziennych sesjach pisarskich, o których opowiadałam w artykule “Posadź drzewo, czyli jak ćwiczyć kreatywność [CZĘŚĆ 1]”. Bez wstępnych założeń. Bez konkretnego celu. Zapisujesz pierwsze słowo, które wpada Ci do głowy i obserwujesz, co się po nim pojawi. Zapisujesz swoje myśli, obserwacje, opisujesz odczucia. Prowadzisz całkowicie subiektywną narrację. Podążasz za swoimi skojarzeniami i kończysz, kiedy uznajesz, że to już, że proces się wyczerpał.

Oczywiście możesz sobie zapewnić jakieś bodźce na start: inspirującą muzykę, spacer po lesie, ciekawą lekturę. Cokolwiek, co wprawi Cię w twórczy nastrój i wprawi Cię w ruch. A potem niech dzieje się magia, bo swobodne pisanie to cudowny sposób na to, żeby odkryć w części naszego świata wewnętrznego, której nie jesteśmy świadomi, rzeczy, o których istnieniu nie mamy pojęcia.

Jestem przekonana, że będzie to dla Ciebie podróż pełna zaskoczeń. Kiedy będziesz ją praktykować, pojawią się w Twoich zapiskach tematy, które w innych warunkach nie wypłynęłyby na papier. Będzie Ci się zdarzało używać słów i sformułowań, które nawet nie wiesz, że znasz. Jeśli się na to otworzysz, to może się tak stać, że własny tekst Cię zaskoczy, rozbawi albo wzruszy.

Jest to świetna technika ćwiczeniowa i rozgrzewkowa, ale możesz nią pisać także kompletne teksty – piosenki, opowiadania, przemówienia, czy cokolwiek, nad czym akurat pracujesz. Prawdopodobnie nie będą one miały od razu ostatecznego kształtu. Zwykle powstają w ten sposób teksty za długie (nawet kilkakrotnie dłuższe, niż potrzebujesz), a ich forma wymaga zwykle co najmniej korekty, a częściej gruntownej naprawy. Możesz je traktować jak surowiec, z którego będziesz potem rzeźbić swoje dzieło.

Korzystając z tej strategii napisałam na przykład tekst do wspomnianej już w jednym z artykułów piosenki “Lullaby to self” z płyty SHE-la “STORIES”. “Lullaby to self” to kołysanka dla samej siebie. Temat ten był we mnie oczywiście wcześniej obecny – temat pojednania ze swoim wewnętrznym dzieckiem, potrzeba wybaczenia sobie słabości i niedoskonałości, potrzeba pokochania samej siebie, zaopiekowania się sobą. W dniu, kiedy ta piosenka zaczęła się wykluwać, wcale jednak nie usiadłam do pisania z zamiarem zrealizowania tego tematu. Usiadłam do pisania… po prostu. Pisząc, słuchałam jednak krótkiej improwizacji muzycznej, która przypominała pozytywkę, a przede mną leżało moje zdjęcie z dzieciństwa. Wszystko to wyzwoliło takie a nie inne skojarzenia. Trudno powiedzieć, czy ta bardzo osobista piosenka mogłaby się narodzić w inny sposób – ze świadomej, przemyślanej decyzji.

Strategia strumienia świadomości – wariant 2

Drugi wariant różni się od pierwszego tym, że na początku dokładamy sobie odrobinę struktury albo treści. Może to być na przykład temat, albo założenie, że chcesz napisać określony rodzaj tekstu, określonej długości czy w określonej formie – tak jak na przykład w wyzwaniu #hot16challenge2, które krążyło po internecie w 2020 roku, wstępne założenie było takie, że tekst miał składać się z szesnastu wersów.

Jeśli dopiero rozpoczynasz ćwiczenia według strategii strumienia świadomości, albo zmagasz się z blokadą pisarską, ten wariant może wydać Ci się nieco bardziej przyjazny niż całkowicie swobodna pisarska improwizacja. Da Ci nieco kierunku, a co za tym idzie, poczucia bezpieczeństwa. Może być Ci trochę łatwiej dzięki temu zrobić pierwszy krok. Masz przecież przed sobą jedną drogę, która prowadzi w określoną stronę. Rozwidlenia zaczną się nieco później, ale jest szansa, że do tego czasu nabierzesz już na tyle rozpędu, żeby się nad nimi nie zastanawiać. Z drugiej strony może się zdarzyć, że nie mogąc wymyślić tematu czy wstępnych założeń formalnych, będziesz odwlekać moment rozpoczęcia pisania. Jeśli tak się stanie, proponuję Ci jednak sięgnąć po wariant 1 – usiąść i napisać cokolwiek. Choćby po to, żeby wprawić się choćby w najmniejszy ruch i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Cała reszta działa tak samo, jak w wariancie pierwszym – siadasz i piszesz. Nie oceniając, nie wyznaczając sobie sztywnych ram. Zapisujesz wszystko, co przyjdzie Ci do głowy i pozwalasz się temu zaskoczyć. Różnica polega tylko na tym, że pierwszych kilka kroków wykonujesz w nadanym sobie wcześniej kierunku.

Skorzystałam z tej techniki między innymi pisząc piosenkę “Cold” ze wspomnianej wyżej płyty. Zadałam sobie tylko temat: retrospekcja przed rozstaniem, która miała być jednocześnie tematycznym wstępem do całej płyty o podtytule “#retrospect”. I zaczęłam pisać. Napisałam kilkanaście zwrotek. Jeśli mogę w ogóle mówić o zwrotkach, bo nie zwracałam szczególnej uwagi na wersyfikację, rymy czy inne elementy formalne. Bliżej prawdy byłabym więc, pisząc tutaj, że zapisałam mnóstwo myśli, skojarzeń i wyobrażeń w formie tekstu podzielonego na wersy zamiast na zdania.

Potem zostawiłam ten materiał na kilka dni. Tobie też zresztą polecam odpoczynek po sesjach pisarskich tą techniką, bo może się zdarzyć, że będziesz podczas nich sięgać w głąb siebie i poruszać miejsca najwrażliwsze. Odpoczynek od tekstu pozwoli Ci nabrać dystansu i dokonać w nim niezbędnych cięć i poprawek – a przy tym odróżnić rzeczy dobre od takich, do których po prostu masz sentyment, bo są bardzo głęboko Twoje, ale którymi niekoniecznie chcesz się dzielić z publicznością.

Kiedy wróciłam do tekstu, pozostało mi tylko wziąć narzędzia i zacząć rzeźbić – z treści, którą stworzyłam wcześniej, wyrzeźbić formę. Tu kawałek (albo wielki kawał) wycięłam, tam kawałek przeniosłam. Tu coś dopisałam, tam zamieniłam kolejność słów. Tu dopilnowałam, żeby rytm się zgadzał, a tam poprawiłam logikę tekstu. I w ten sposób z tego rozległego surowego materiału powstała całkiem zwięzła kompletna piosenka.

Jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w strategii strumienia świadomości, jest to, że kiedy zabieram się do pisania piosenek, opowiadań czy scenariuszy bez założeń, to potem mam wrażenie, że ich tak naprawdę nie napisałam. Że one już istniały w jakiejś równoległej rzeczywistości, a ja je po prostu znalazłam – gotowe, kompletne, z melodią i, dajmy na to, waltornią w solówce. I to jest bardzo przyjemne uczucie, odkryć taki kompletny byt.

Tą techniką ja i inni autorzy pisaliśmy również opowiadania w projekcie Cloud Writing. Efekty – publikowane na gorąco, bez redagowania tekstów po zakończeniu sesji pisarskich – możesz przeczytać na stronie projektu.

W następnym artykule opowiem Ci o strategii bardziej metodycznej i uporządkowanej. Tymczasem, jeśli szukasz pomysłu na zabicie czasu w jakieś chłodne wiosenne popołudnie, polecam: usiądź i zacznij pisać.

Foto główne: Aaron Burden on Unsplash