Każdy z nas, mieszkańców Wrocławia, nosi w sobie opowieść o podróży i szukaniu nowego domu. Centrum Historii Zajezdnia zebrało wspomnienia miasta z ostatnich 70 lat, a nas, koleżanki z pracy, spotkanie w tym miejscu zainspirowało aby opowiedzieć swoje własne historie.

Osoby urodzone w roku 1989 mają trochę ponad 30 lat. Czasy upadku komunizmu to nie są ich czasy, ale wiecie co jest niesamowite? Możemy tą historię poznać, doświadczyć jej, a wszyscy znamy ludzi, dla których dramatyczne lata osiemdziesiąte były czasami pierwszych randek, problemów na studiach, początków życia zawodowego i rodzinnego. Spytajmy naszych rodziców co robili podczas jednego z najbardziej dramatycznych wydarzeń tamtych lat, jakim było wprowadzenie stanu wojennego. A może ktoś z nich pracował wtedy w jednej z wrocławskich zajezdni i dane mu było tą ekscytację i niepewność, którą odczuwali ludzie, od których zaczął się strajk wrocławskich pracowników MPK. Spytajcie swoich dziadków co robili w 1968 podczas czerwcowych strajków studenckich. Możemy usłyszeć piękne, czasami dramatyczne historie o funkcjonowaniu człowieka w trudnych warunkach – nie zawsze o bohaterstwie, czasami o strachu i wygodnictwie. Są to historie, które nadal żyją pośród nas.

Spotkanie pełne historii

Na dzisiejszą „randkę”, z mocnymi historiami w tle, wybieramy się do Centrum Historii Zajezdnia – miejsca, gdzie rozpoczęły się w 1980 roku strajki wrocławskiej Solidarności. Moją towarzyszką jest Gaja Tyralska, redakcyjna koleżanka, która sama ma swój wkład w historię… wrocławskiej muzyki. Może kiedyś zdecyduje się ją opowiedzieć.

Zajezdnia oferuje nam dwie wystawy – stałą, „Wrocław 1945 – 2016” – która jest opowieścią o powojennej historii naszego miasta oraz czasową – w zasadzie jest to film, w którym uczestniczymy w strajkach z lat osiemdziesiątych. Nie było najszczęśliwszym pomysłem zwiedzanie ich tego samego dnia, ale to właśnie zrobiłyśmy.

Już po wejściu do budynku Centrum odnosi się wrażenie, że to nie jest muzeum, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Jesteśmy w byłej zajezdni tramwajowej – przestrzeń jest ogromna, monumentalna, nowoczesna i inspirująca. Wyobrażam sobie, że może to być miejsce na realizację wszelkich pomysłów – i tak dokładnie jest, bo każda sala, każda część Centrum opowiada o czymś innym i jest wypełniona po brzegi instalacjami i eksponatami. Zaczynamy jednak bardziej kameralnie – od wejścia do remontowanego w zajezdni ogórka, który zabiera nas do roku 1980 w sam środek wydarzeń, które doprowadziły do rozlania się strajku Solidarności po całym mieście. Opowieść jest dynamiczna, wciągająca i w naprawdę przystępny sposób pozwala na zapoznanie się z klimatem tamtych czasów, przedstawia nam głównych „aktorów” tamtych wydarzeń, odgrywanych zresztą przez faktycznych aktorów – Rafała Zawieruchę, Krzysztofa Czeczota, Annę Próchniak oraz Kazimierza Kaczora.

Każdy z nas nosi w sobie opowieści o szukaniu swojego domu

W podniosłych nastrojach udałyśmy się na drugą wystawę – gdzie na „dzień dobry” znalazłyśmy się na wrocławskiej ulicy z początku lat pięćdziesiątych. A potem weszłyśmy do domu na Kresach, tak całkiem dosłownie. Centrum pełne jest pamiątek po mieszkańcach Wrocławia, tych, którzy przybyli do miasta w poszukiwaniu nowego życia i bezpieczeństwa. Wystawa jest w zasadzie zbiorem scenek, sal, instalacji, które opowiadają o różnych wydarzeniach czy zjawiskach z życia miasta. Z kresowego domu przenosimy się do pociągu, którym ludzie przemieszczali się na ziemie odzyskane. Słyszmy przejmujący głos zagubionego dziecka.

Centrum przywołuje wspomnienia. Nie nasze własne, oczywiście, ale ponieważ wszyscy mieszkańcy Wrocławia to przyjezdni, każdy z nas ma w swojej rodzinie historie o podróży i szukaniu nowego miejsca. Moja babcia Stefania była Ukrainką, wyszła za mąż za Polaka i dlatego mogła, po opuszczeniu Dolnego Śląska przez Niemców, zamieszkać w sporym domu na wsi niedaleko Wrocławia. O swojej przeszłości chętnie nam opowiadała – pod koniec swojego życia już niezbyt świadomie, mieszając polski i ukraiński. Dziadkowie Gai poznali się we Wrocławiu – dziadek był z Krakowa a babcia z Tarnowa.

Mój pradziadek miał tam gabinet stomatologiczny. Babcia miała iść na studia, na stomatologię, przejęłaby po nim gabinet. No i zapisał ją na te studia we Wrocławiu, ale jak tylko wyjechał, to babcia zabrała papiery i zapisała się na polonistykę. Pracowała później jako nauczycielka w jednym z wrocławskich technikum.

W tą podróż warto wybrać się kolejny raz

Po godzinie zwiedzania wystawy, a w sumie dwugodzinnym pobycie w zajezdni, zaczęłyśmy być zmęczone. Odwiedziłyśmy klasę szkolną, bibliotekę, obejrzałyśmy asortyment sklepu mięsnego (czyli smalec) i kiosku z różnościami (z ulubioną wodą kolońską dziadka Gai). Okazało się, że wszystkiego było… za dużo, za kolorowo, zbyt stymulująco i na jeden raz – po prostu zbyt wiele. Na całą wystawę należałoby zabrać dobrą kawę, kanapki i uzbroić się w większy zapas czasu. Ogrom przestrzeni został wypełniony treścią, nie dałyśmy rady przyswoić jej podczas pierwszej wizyty. W podziemiach (nieprzypadkowo) czekała na nas jeszcze ogromna ekspozycja opowiadająca o opozycji antykomunistycznej, której, niestety, nie dałyśmy rady poświęcić odpowiedniej ilości czasu.

Po wyjściu z wystawy spotkała nas miła niespodzianka – możliwość wysłania kartek okolicznościowych, wydrukowanych z okazji stulecia Niepodległej. Zrobiłyśmy to, jasna sprawa! Ku późniejszej radości naszych dzieci.

Czy Centrum Historii Zajezdnia to dobre miejsce na randkę? Trudno mi powiedzieć. To dobre miejsce dla człowieka, dla jego wiedzy, inspiracji, poszerzenia horyzontów i informacji o czasach niby odległych, ale takich, które ciągle się o nas ocierają. Nam pomogło trochę lepiej się poznać. bo tematy, które podejmowane będą przy okazji zwiedzania wystawy na pewno będą inne niż te opowiedziane w najlepszej restauracji, przy najlepszej kawie.

Foto główne: Centrum Historii Zajezdnia