Dlaczego Kaspar Hauser – szesnastoletni chłopiec o nieustalonej tożsamości, który 26 maja 1828 znienacka pojawił się na ulicach Norymbergi, tak silnie podziałał na wyobraźnię pokoleń? „Sierota Europy” prawie nie umiała mówić. Badacze nisko ocenili rozwój chłopaka, a on sam twierdził, że większość życia spędził w ciasnej, ciemnej celi, gdzie raz na jakiś czas podawano mu środki nasenne, żeby przebrać go i ostrzyc. 

Dziwaczne tajemnice stworzyły wokół Hausera sensacyjną aurę kuriozum. Jakby wymaszerował z gabinetu osobliwości albo cyrku, gdzie obok kobiety z brodą i człowieka-gumy okazywał za pieniądze swoją inność. Jego sława błyskawicznie rozniosła się po Europie. Jedni uważali go za geniusza, kogoś, kto wyszedł z platońskiej jaskini – ku światu idei – i nie potrafi (jeszcze!) składnie opowiedzieć, jak wyglądało jego świeckie życie. Inni – za hucpiarza, który udanie gra rolę niemoty, żeby zarobić na nudzie i ordynarnych fantazjach mieszczan. Niektórzy badacze widzieli w nim tabula rasa – czystą kartę, widmo, na którym nie powstał żaden kulturowy zapis. Albo golema, glinianego chłopca, którego ktoś przysłał tu w funkcji żołnierza, żeby siłą zaprowadzić swoją politykę, żeby sprawować swój mandat. 

Nie potrafił używać palców. Odmawiał jedzenia czegokolwiek poza chlebem i wodą. Jego pamięć była doskonała – wystarczyło nauczyć go mówić. Tymczasem chłopca osadzono w miejskim więzieniu, przydzielono strażnika. Znakomitości ówczesnej humanistyki i nauk ścisłych, znani artyści i wpływowi dygnitarze z żonami – wszyscy przybywali tłumnie, żeby na własne oczy zobaczyć „Sierotę Europy”. A kiedy wydawało się, że los „odmieńca” się odwrócił, bo niejaki Georg Daumer przyjął go pod swój dach, zajął się jego edukacją i rozwojem – zakapturzony nieznajomy zaatakował go siekierą. Próba zabójstwa zakończyła się raną na czole. I jeszcze bardziej rozbudziła wyobraźnię fantastów: co wie Kaspar Hauser? Czy jest spowinowacony z księciem Badenii? Czy to drapieżnik, najemnik, który tylko czeka, żeby przypuścić atak? Czy to Mesjasz? Czy to antychryst?  

W pewien pochmurny zimowy dzień 14 grudnia 1833, w malowniczych, dworskich ogrodach, Hausera zabito przy pomocy noża, który przebił pierś i płuco. Nigdy nie zidentyfikowano napastnika i później pisano na pomnikach: „Tu nieznany został zabity przez nieznanego”. A na nagrobku wyryto fantazyjną sentencję: „Tu spoczywa Kaspar Hauser, zagadka swoich czasów”, jakby teatralizacja jego życia domagała się spektakularnej puenty.  

W szalenie romantycznej, funkcjonującej na zasadzie toposu literackiego, historii Hausera ogniskują się nie tylko nasze fantazje, ale i wstydliwe namiętności, lęki i wreszcie agresja. Bo ktoś, kto pokazuje, że tożsamość może być niestabilna lub płynna – udowadnia nam performatywność ról, które gramy: bo odgrywamy swoje macierzyństwo, ojcostwo, swoją kobiecość, męskość, „gramy” pracownika naukowego, taksówkarza, urzędnika. Jakbyśmy korzystali z gotowych schematów, które wystarczy wdrożyć, żeby znaleźć właściwą dla siebie pozycję. 

Ten, kto ma nieustaloną tożsamość, to legendarny „inny” – czasem upodlony, innym razem wyniesiony do rangi bóstwa. Historia Kaspara Hausera pokazuje, jak łatwo przechodzimy od fascynacji i uwielbienia do agresji, jakbyśmy czekali na fałszywy krok naszego boga, naszej gwiazdy, żeby rzucić się na nią i pożreć ją na oczach wszystkich. 

Ilu z nas czuje się Kasparem Hauserem na ulicach Norymbergi? Malowanym ptakiem, którego ktoś w ostatniej scenie i tak zastrzeli, albo wydłubie mu oczy? Ale teraz ma swoje pięć minut i na YouTube jest naprawdę piękny. Czy sztuka pomoże zintegrować Kaspara Hausera? Rozszczelni naszą zwyczajową binarność, wytrąci nas ze schematu, weźmie za rękę i udowodni, że najfajniej jest na rozdrożu, że aporia jest święta, że tajemnica fascynuje nas, ponieważ ma w sobie czystą potencjalność? Oto polscy intelektualiści – profesorowie i profesorki, badacze, pisarki i pisarze – próbują odpowiedzieć na pytanie, które w wersji ordynarnej brzmi: czy sztuka ma wpływ na rzeczywistość? Czy sztuka może mieć wpływ na rzeczywistość? Pomyślmy nad tym wspólnie, a może uda nam się uratować Kaspara Hausera? 

Agnieszka Wolny-Hamkało