Nigdy nie przestajemy się uczyć. Przez całe życie każdego dnia dowiadujemy się czegoś nowego. Jeśli coś nas pasjonuje, to nigdy nie jest też za późno, żeby zacząć ten temat studiować. Jeśli nie tak instytucjonalnie, na uczelni, to na własną rękę zdobywać nową wiedzę i poznawać zasady rządzące daną dziedziną. Warto jednak w tym procesie pamiętać o tym, że zasady są po to, żeby MÓC je łamać.

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

Móc, bo przecież nie chodzi o to, żeby wszystkie programowo odrzucać. Równie dobrze można by wówczas w ogóle ich nie poznawać i po prostu dać się ponieść procesowi twórczemu, zawierzając go w całości intuicji. Niczego się nie uczyć, niczego nowego nie dowiadywać, niczego nie weryfikować. Tylko, że to jednak prosta droga do tego, żeby stanąć w miejscu i przestać się rozwijać.

Z drugiej strony wszystko, czego się nauczysz w zakresie interesującej Cię dziedziny twórczej, wszystkie zasady, które poznasz, warto traktować jako podpowiedzi, wskazówki, drogowskazy. Nie podchodzić do nich tak, jakby to były święte i nienaruszalne reguły, którymi od tej pory musisz się kierować w każdym tworzonym przez Ciebie dziele, bo w przeciwnym razie nie wolno Ci będzie już nic nigdy więcej stworzyć. A jak już coś stworzysz, to na pewno nie będzie dobre. To nie tak.

Mało jest w sztuce świętych zasad nie do złamania. Na każdy przykład jakiegoś rozwiązania można znaleźć mnóstwo kontrprzykładów – czy to w literaturze dotyczącej tematu, czy w praktyce, dokonując analizy pracy innych artystów. Czasem właśnie odrzucenie proponowanych zasad naprowadza nas na najciekawsze odkrycia. I przeciwnie – jeśli chcesz za którąś z nich pójść, a nawet ją pogłębić, wyeksploatować do granic, to rób to śmiało i częstuj się do woli!

Bez wątpliwości będę Cię namawiać do rozwoju, poszerzania swojej wiedzy, a przede wszystkim testowania poznanych zasad w praktyce, zanim odrzucisz którąkolwiek z nich. Dopiero kiedy to zrobisz, będziesz mieć narzędzia, żeby je adekwatnie ocenić i zdecydować, czy Ci się przydadzą, czy pomogą wyrazić to, co masz do powiedzenia. A nuż okaże się, że któraś z nich Cię zaskoczy i ułatwi Ci wyrażanie Twoich artystycznych założeń, chociaż na pierwszy rzut oka będzie wyglądać nieprzystępnie. A może wręcz przeciwnie – jakiś fascynujący początkowo kawałek wiedzy okaże się zupełnie nieprzydatny, a może i nawet będzie w opozycji do Twoich zamierzeń.

Znajomość zasad czasem bardzo pomaga. Łatwiej się dzięki nim poruszać po wszelkich formach artystycznych. Pewne rozwiązania stają się oczywiste i mamy je na wyciągnięcie ręki zawsze wtedy, kiedy są potrzebne. Nie trzeba na każdym etapie zadawać sobie pytań: co dalej, co z tym zrobić, jakie zastosować środki, w którą stronę pójść. To się robi samo. Można też uniknąć niepotrzebnych pomyłek, a co za tym idzie, zaoszczędzić czas i energię, które trzeba by inwestować w poprawki.

Pamiętaj jednak, że istota działań kreatywnych polega również na tym, żeby się od zasad odbijać i na różnych etapach podejmować decyzje, czy poszczególnych reguł tej gry przestrzegać, czy też nie. Kiedy podejmujesz takie decyzje – czasem świadomie, a czasem intuicyjnie – złamane zasady mogą stać się Twoim najważniejszym środkiem wyrazu artystycznego. Łamiąc tę a nie inną zasadę w tym a nie innym miejscu, możesz coś ważnego powiedzieć. Coś, czego nie dałoby się powiedzieć w żaden inny sposób.

Jasne i ciemne strony nauki

Czasem jest tak, że kiedy tworzymy coś, kierując się intuicją, wszystko wydaje nam się mieć sens. Z każdym, dajmy na to, napisanym tekstem nabieramy wiatru w skrzydła, każdy wydaje nam się świetny i wyjątkowy. Kochamy każde swoje dzieło po równo, tak jak się kocha każde ze swoich dzieci. 

Potem zaczynamy zdobywać formalną wiedzę na temat tego, jak idealne, wzorcowe dzieło powinno wyglądać. Patrzymy wstecz i okazuje się, że każde z tych naszych dzieci jest jednak jakieś takie nie do końca. Że każdemu czegoś brakuje, albo ma czegoś za dużo i że w ogóle nie są takie, jak sobie wyobrażaliśmy. Przepełnieni krytycyzmem i rozczarowaniem siadamy więc przed pustą kartką, żeby zacząć od nowa.

I nie da się. 

Bo nagle na przykład rym jest niedokładny, a w jakiejś książce było, że dokładny jest lepszy. Bo akcent muzyczny pada nie na tę sylabę, co akcent wyrazowy i nie wiemy, czy to już podchodzi pod transakcentację, czy jednak nie i będzie błąd (i wstyd). Bo druga zwrotka niespecjalnie pogłębia pierwszą. Bo historia jest jakaś taka banalna i nie do końca wiadomo, czy to nie głupio pisać o czymś takim i czy to w ogóle wypada wypuszczać na świat rzeczy tak oczywiste i błahe.

Wspominam o tym, bo sama mam takie doświadczenie, a z rozmów z innymi twórcami wiem, że i im jest ono nieobce. Kiedy zaczęli się uczyć formalnych zasad swoich dziedzin sztuki, do danego momentu uprawianej intuicyjnie, to nagle, nie wiadomo skąd, pojawiło się w nich krytyczne nastawienie do własnej twórczości i paraliżująca obawa, że już nigdy nie stworzą nic dobrego. 

Dobra i zła wiadomość

Mam teraz dla ciebie dobrą i złą wiadomość. Zacznę od tej drugiej.

Zła wiadomość jest taka, że prawdopodobnie i Ciebie to spotka. Przeczytasz rady zawarte w jakiejś książce, posłuchasz jakiegoś wykładu i jakiś głos w twojej głowie zacznie podszeptywać: “O matko, ileż jest tych rzeczy, o których trzeba pamiętać. I jeśli ja o którejś z nich zapomnę, albo coś pomylę, coś zrobię źle, to jak to będzie świadczyć o moim dziele? I jak to będzie świadczyć o mnie?”. 

Być może usiądziesz wtedy na przykład do pisania i napiszesz siedemnaście wersji pierwszego zdania, a potem skreślisz każdą z nich i poczujesz, że nie masz pojęcia, jak ruszyć z miejsca. Być może, w jakimś skrajnym przypadku, będzie Ci się nawet przez chwilę wydawało, że to koniec. Już niczego więcej nie napiszesz. Zostaje tylko rozpacz, kołderka, kot i kubek gorącej czekolady na pocieszenie.

A teraz dobra wiadomość.

Dobra wiadomość jest taka, że to mija. Jeśli taka blokada Ci się przytrafi, to od razu chcę Cię uspokoić – to zupełnie normalne. I przejdzie. Zrób sobie przerwę – może dzień, może tydzień, może miesiąc. Pozwól sobie odpocząć i pozwól, żeby nowo zdobyta wiedza ułożyła się w Twojej głowie. Potem wróć do tworzenia, nie myśląc już o zasadach i pozwól, żeby intuicja zrobiła swoje. Zaufaj, że będzie miała z czego czerpać i będzie wiedziała, jak to zrobić. 

Nie musisz na każdym kroku się zastanawiać nad formalnymi wyborami. W Twojej szufladce z wiedzą na temat tworzenia będzie z czasem przybywać nowych, fajnych rzeczy i Twoja podświadomość chętnie po nie sięgnie, kiedy zaczniesz nad czymś pracować. Od czasu do czasu możesz jej pomóc, wracając do jakiegoś kawałka wiedzy, który w danym momencie uznasz za przydatny. Prawdopodobnie zdziwisz się jednak, jak dużo w Tobie zostanie z przeczytanych artykułów, książek, obejrzanych prelekcji i jak dużo uda Ci się utrwalić przez świadomą praktykę.

Podsumowując, ucz się, rozwijaj, dowiaduj nowych rzeczy. A jednocześnie z miłością i czułością podchodź do siebie, swojej twórczości i swojej niewiedzy. Nie stawiaj sobie oczekiwań na niemożliwym poziomie i nie odrzucaj wszystkiego, co udało Ci się stworzyć na początku Twojej drogi, kiedy jeszcze więcej było w tym intuicji niż świadomych decyzji twórczych. Intuicja to Twój największy, najważniejszy zasób, to Twoje bogactwo. To ona właśnie czyni Twoją sztukę naprawdę Twoją. Korzystaj z tego do woli – z wdzięcznością i z przyjemnością.

Zdjęcie główne: Alice Dietrich on Unsplash