Każda dziedzina ma swoje mity, legendy i błędne przekonania. Dziedzina pracy z głosem również. Wybrałam siedem z nich – te, które wydały mi się najbardziej szkodliwe. Jeśli chcesz się dowiedzieć, dlaczego nie śpiewa się z przepony, w czym mogą zaszkodzić ćwiczenia z korkiem i kiedy nie pić herbaty z imbirem, zapraszam do lektury.

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

  1. Przepona

“Śpiewaj z przepony!”. “Mów z przepony!”. Chyba każdy, kto kiedyś pracował nad swoim głosem, słyszał jakiś wariant tych zdań. To prawdopodobnie najpopularniejszy mit w dydaktyce wokalnej. Dlaczego mit? Bo śpiewanie czy mówienie “z przepony” jest najzwyczajniej w świecie… niemożliwe. 

Zacznijmy od tego, że przepona jest mięśniem. Mięsień ten pracuje podczas wdechu. Podczas wydechu, czyli wtedy, kiedy mówimy lub śpiewamy, przepona odpoczywa. Poza tym, no właśnie… Przepona jest mięśniem. Nie błonką, jak mówią niektórzy. Nie balonem, który napełniamy powietrzem (tutaj spoiler – takie balony mamy w ciele dwa i są nimi płuca). Nie można jej napompować i nie można nic z niej wypompować. Można ją co najwyżej zostawić w spokoju, żeby wykonywała swoje jedyne zadanie – żeby kurczyła się, powodując w ten sposób wdech.

Często zdarza się, że osoby, które mówią o śpiewaniu czy mówieniu z przepony, wskazują przy tym jako jej lokalizację przednią ścianę brzucha, mniej więcej na wysokości pępka. Słyszałam nawet, że można sprawdzić, czy jest napięta, siadając komuś na brzuchu. Szkopuł w tym, że dotyczy to raczej mięśnia poprzecznego brzucha, względnie mięśnia prostego brzucha (to ten od „sześciopaka”). Przepona jest schowana pod naszymi żebrami i położona poziomo, a nie pionowo, usiąść na niej więc nijak się nie da.

Jak więc widać, sporo tu nieporozumień i niedopowiedzeń. Oczywiście prawidłowy oddech jest bardzo ważną składową pracy z głosem, warto jednak podejść do tego z głową i nie porywać się na coś, co jest fizjologicznie niemożliwe.

  1. Ściągnięte łopatki, napięty brzuch

Skoro już jesteśmy przy brzuchu, to warto tu wspomnieć o jeszcze jednym micie związanym z tym obszarem. Dotyczy on prawidłowej postawy. I znów – bez najmniejszych wątpliwości jest ona ważna podczas pracy z głosem, nieporozumieniem jest jednak to, że często definiuje się wyprostowaną sylwetkę jako ściągnięte łopatki i wciągnięty brzuch.

Wciąganie brzucha powoduje, że napinamy dokładnie te mięśnie, które podczas oddechu, jak również podczas używania głosu, powinny pozostać rozluźnione. Kiedy są napięte, ani nie możemy spokojnie zaczerpnąć powietrza, ani nie pozwalamy mu łagodnie opuścić naszych płuc. Zamiast tego wyciskamy je napiętymi mięśniami, często generując przy tym nadmiernie wysokie ciśnienie w krtani, powodujące przeciążenia w głosie.

Ściąganie łopatek z kolei, jeśli nie zrobimy tego prawidłowo, często prowadzi do wypchnięcia żeber i nie ma nic wspólnego z wyprostowaną sylwetką. Dodatkowo utrudnia nam oddech. Jeśli więc zastanawiasz się, czy Twoja postawa jest prawidłowa, najlepiej skonsultuj się z fizjoterapeutą, który na pewno ją skoryguje i zasugeruje odpowiednie dla Ciebie ćwiczenia.

  1. Korek

Często słyszy się, że ćwiczenia z korkiem między zębami to najlepszy sposób pracy nad dykcją. Tymczasem są to ćwiczenia, które zamiast pomóc, mogą nam mocno zaszkodzić. Po pierwsze dlatego, że korek to niepotrzebne obciążenie. Mowa, dykcja, to ruch – ruch wykonywany między innymi przez język, wargi i inne struktury aparatu wokalnego. Nauka prawidłowej dykcji to praca nad tym ruchem – szukanie lepszego wzorca, dążenie do wykonywania serii ruchów związanych z wymową szybciej i sprawniej.

Jeśli ucząc się tych nowych, lepszych sposobów pracy mięśni, używamy dodatkowego obciążenia, utrudniamy sobie to zadanie i tworzymy przestrzeń dla mechanizmów kompensacyjnych. Mogą nam się na przykład nadmiernie napiąć mięśnie żwacze albo mięśnie skroniowe. To tak, jakbyśmy chcieli nauczyć się robić pompki i przy pierwszych próbach, kiedy nasze ciało jeszcze nie do końca rozumie, co i jak, nałożyli sobie na plecy plecak pełen cegieł i z tym obciążeniem próbowali to ćwiczenie wykonać. Najprawdopodobniej nauczymy się go wówczas nieprawidłowo, a może i nawet dorobimy się kontuzji.

Drugi powód, dla którego lepiej unikać tego typu ćwiczeń, jest taki, że zakładają one pracę nad dykcją z wyłączeniem świadomości. Wkładamy korek między zęby i reszta dzieje się sama. Jeśli mamy to szczęście i nie przeciążymy ćwiczeniami aparatu mowy, to może nawet się tak zdarzyć, że tuż po ich wykonaniu rzeczywiście będziemy przez chwilę mówić lepiej. Będzie to jednak efekt krótkotrwały, bo tak naprawdę nie będziemy mieć pojęcia co się wydarzyło, jak to osiągnęliśmy. Najlepsze efekty w pracy z głosem – jak i w wielu innych obszarach rozwoju – daje świadoma praktyka.

Jeśli zainteresował Cię ten temat, to zapraszam Cię do wysłuchania mojej rozmowy z Krzysztofem Jakubowskim, Mistrzem Polski Wystąpień Publicznych i autorem podcastu Sztuka Gadania. Rozmowa dotyczyła popularnych – i zwykle szkodliwych – dróg na skróty w pracy z głosem. Znajdziesz ją w podcaście „Lekkomówni” w swoim ulubionym serwisie streamingowym.

  1. Rozgrzewka

Rozgrzewka wokalna polega na przygotowaniu wszystkich mięśni, które uczestniczą w mówieniu lub śpiewaniu, do tego wysiłku. Często spotykam się z pokutującym jeszcze przekonaniem, że osoby zaawansowane nie muszą już rozgrzewki wykonywać. Jest to przekonanie zupełnie niesłuszne.

Sięgnijmy tutaj po analogię sportową. Wszyscy profesjonalni sportowcy rozgrzewają się przed meczami, turniejami czy innymi ważnymi wydarzeniami. Taki na przykład Robert Lewandowski na pewno nie pozwoliłby sobie na to, żeby zagrać mecz bez rozgrzewki. Może niekoniecznie skończyłoby się to kontuzją (choć istnieje takie prawdopodobieństwo), ale na pewno wpłynęłoby to negatywnie na jego fizyczne możliwości – prędkość, wydajność i siłę.

To samo zdarzy się, jeśli do intensywnego lub długotrwałego wysiłku głosowego podejdziesz bez odpowiedniego przygotowania mięśni. Może Ci się plątać język. Możesz mówić niewyraźnie albo za cicho. Może Ci się łamać głos. Możesz dostać chrypki. Możesz odczuwać duże zmęczenie głosu. W im lepszej kondycji będą Twoje mięśnie, im lepiej przygotujesz je do pracy, tym chętniej i sprawniej będą dla Ciebie działać.

  1. Nawilżanie

Jednym z bardziej niebezpiecznych mitów na temat głosu jest przekonanie, że na nawilżenie aparatu mowy najlepsze są środki farmaceutyczne. Suchość w gardle? Pieczenie? Dyskomfort? Nie ma problemu, tableteczka albo dwa psiknięcia sprayu i po krzyku. Kłopot w tym, że takie rozwiązania na dłuższą metę nam szkodzą zamiast pomagać i dlatego powinniśmy stosować je sporadycznie.

Jeśli robimy to za często, śluzówka może przyzwyczaić się do takiego zewnętrznego wspomagania i mniej skutecznie się regenerować czy utrzymywać wilgoć bez niego. Znacznie lepszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem na co dzień jest dbałość o wypijanie odpowiedniej ilości płynów – przede wszystkim niegazowanej wody. Jeśli już musisz się czymś wspomóc, możesz sięgnąć po siemię lniane.

  1. Na przeziębienie

Muszę się przyznać, że ten mit obalam najmniej chętnie, bo dotyczy czegoś, czym sama bardzo lubię się raczyć. Jeśli dopada nas przeziębienie, często słyszymy, że świetnym sposobem na poradzenie sobie z nim jest herbatka. Koniecznie z miodem. I z cytryną. I z imbirem, bo rozgrzewa. To wszystko prawda. Tylko że niestety każdy z tych składników wysusza lub podrażnia głos, a wszystkie razem w połączeniu to już prawdziwa wysuszająca bomba dla śluzówki gardła. Dlatego na przeziębienie – owszem, czemu nie! Ale jeśli towarzyszy mu chrypka lub ból gardła, to już poszukałabym innych rozwiązań.

  1. Sztuczki

Kolejny mit to sztuczki. Ściślej mówiąc – przekonanie, że wystarczy obejrzeć Ten Jeden Najbardziej Trafiony filmik na YouTube, albo zastosować Tę Jedną Jedyną Najlepszą Sztuczkę z arsenału naszych nauczycieli głosu, żeby ostatecznie i definitywnie rozwiązać trapiący nas problem wokalny. Otóż niestety nie. Praca z głosem, jak już pisałam w innych artykułach (na przykład tutaj), jest jak trening sportowy. Aby osiągnąć sukces, musimy wytrenować swoje mięśnie – poprawić ich kondycję i nauczyć je pracować w prawidłowy sposób. Czasem jakiś „patencik” czy sztuczka rzeczywiście doraźnie rozwiąże nasz problem z głosem, żeby jednak ten efekt był trwały, musimy wypracować sobie dobre nawyki. A to już wymaga czasu i systematyczności.

Ach, i jeszcze jeden mit na koniec – mit talentu, czyli przekonanie, że tylko garstka wybranych nadaje się do śpiewania czy pięknego mówienia. Że albo się to ma, albo się tego nie ma. Poświęciłam temu tematowi cały osobny artykuł, więc tutaj powtórzę tylko – używanie głosu, to umiejętność jak każda inna. Jeśli będziesz w odpowiedni sposób ćwiczyć, będziesz to robić coraz lepiej.

Zdjęcie główne: Sebastian Siepietowski