Statystyczny Polak pozbywa się rocznie blisko 300 kg odpadów, co sekundę na wysypisko lub do spalarni śmieci trafia wypełniona odzieżą ciężarówka, a przemysł tekstylny jest drugim największym, po petrochemicznym, trucicielem. Plastikowa reklamówka „żyje” średnio 25 minut, a jedynie 7% z nich podlega recyklingowi…

Znając te i wiele innych faktów dotyczących środowiska oraz gospodarki odpadami nieformalna grupa złożona z radnych wrocławskiego osiedla Karłowice-Różanka postanowiła stworzyć cykl warsztatów „Ze starego coś nowego”, aby budować postawy proekologiczne i integrować społeczność osiedla. Projekt sfinansowano ze środków Programu Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. 

Warsztaty zakończono wernisażem prac wykonanych metodą upcyklingu, które zostały później zlicytowane, a cały dochód z licytacji przekazano na cele charytatywne. W ramach warsztatów można było wykorzystać niemal wszystko, co normalnie trafiłoby na śmietnik – butelki plastikowe oraz szklane, słoiki, stare ubrania, zniszczone lub niemodne meble. Warsztaty oraz późniejszy wernisaż w ramach Lokalnego Dnia Upcyklingu odbyły się w Wielopokoleniowym Centrum Aktywności przy al. Kasprowicza 46. Zapraszamy do lektury wywiadu z organizatorkami akcji – radnymi osiedlowymi: Dorotą Dziobą, Agnieszką Marcinkowską oraz Ewą Suchożebrską. 

Skąd pomysł na taki projekt? 

AM: Obecnie z każdej strony płyną do nas informacje o nadmiarze plastiku oraz jego szkodliwym wpływie na środowisko naturalne. Nadprodukcja śmieci, ich składowanie, pożary wysypisk… Jednocześnie przekaz masowy – reklamy, seriale, programy telewizyjne lansują wciąż konsumpcyjny model życia. Zakorzeniają przekonanie, że akceptacja społeczna oraz prestiż są uwarunkowane tym, aby kupować więcej i więcej. 

Czy na pomysł miała wpływ również funkcja, jaką pełnią Panie w lokalnej społeczności? 

DD: Jako radna zajmuję się zamawianiem kontenerów na odpady wielkogabarytowe. Zauważyliśmy, że mimo ogromnej częstotliwości ich pojawiania się, śmietniki te zawsze są wypełnione. Dodatkowo mieszkańcy często sami zamawiają takie kontenery prywatnie przy remontach lub większych porządkach. Często w tych kontenerach lądują rzeczy, które są całkiem dobre, tylko przestały się już komuś podobać. Wrzucone do kontenera bezpowrotnie tracą możliwość uzyskania drugiego życia i zasilają składowiska śmieci. Tak narodził się pomysł, aby jedna z odsłon naszego cyklu była poświęcona właśnie naprawianiu i odnawianiu mebli. 

Odnawianie mebli brzmi skomplikowanie. Czy do tego trzeba mieć jakieś specjalne umiejętności? 

ES: Wbrew pozorom wystarczy trochę cierpliwości, dokładności i pomysł, jak taki mebel odmienić, by pasował do naszej nowej koncepcji na wnętrze. Czasem wystarczy wymienić gałki albo podkleić tył tapetą, aby zupełnie zmienić charakter mebla i dopasować go do wnętrza. Na nasze warsztaty mógł przyjść każdy, cieszyło nas to, że przychodzili rodzice z dziećmi, a nawet dziadkowie z wnukami. Bazowaliśmy na meblach przyniesionych przez uczestników oraz wygrzebanych z czeluści strychów, piwnic czy altanek. 

Upcykling po karłowicku
fot. Agnieszka Marcinkowska

Czy szukaliście odpowiedzi, dlaczego kupujemy nowe rzeczy zamiast wykorzystać to, co mamy? 

ES: Pytałyśmy uczestników warsztatów i padały głównie dwa rodzaje odpowiedzi. Jeden związany z obawą, że coś zepsujemy, nie posiadamy umiejętności lub czasu, aby przerobić stare rzeczy. I drugi związany z tym, że po prostu chcemy i lubimy mieć nowe rzeczy. W obu przypadkach są rozwiązania: wielu rzeczy można się nauczyć z internetu – blogów czy tutoriali na YouTube. Do łask wraca domowa nauka szycia, coraz więcej kobiet i dziewcząt odgrzebuje babcine maszyny do szycia, uczy się robić na drutach lub szydełkować. Jeśli nabywanie nowej rzeczy sprawia nam radość, możemy poszukać przedmiotów z drugiej ręki lub się z kimś wymienić. Niestety, nie myślimy również o środowisku – wyrzucając stary mebel do kontenera zapominamy, że trafi w całości na wysypisko jako odpad zmieszany, biorąc w sklepie reklamówkę nie chcemy pamiętać o tym, że może skończyć w oceanie tysiące kilometrów stąd. 

Najwięcej kontrowersji wzbudza plastik. Jak wyglądały zajęcia poświęcone temu surowcowi? 

AM: Zachęciliśmy uczestników do przynoszenia plastikowych butelek, opakowań, reklamówek czy sztućców. Z tych materiałów powstały pufy, designerskie lampy oraz koszyczki łazienkowe. Wnętrza puf zostały zrobione z plastikowych butelek napełnionych powietrzem i skręconych taśmą klejącą, a na jej siedziska i boki wykorzystaliśmy piankę tapicerską, też z odzysku z jakiegoś niepotrzebnego już materaca. Pokrycia zrobiliśmy na szydełku z „włóczki” pochodzącej ze starych, pociętych t-shirtów. Do wykonania puf oprócz taśmy i kleju nie użyto ani jednego nowego elementu. 

Przemysł odzieżowy to drugi największy truciciel na świecie. Jak na Waszych warsztatach potraktowaliście ten temat? 

ES: Moda kiedyś zmieniała się co kilka lat. Obecnie każda z sieciówek wprowadza kilkanaście do kilkudziesięciu kolekcji w roku. Niechlubny rekord wynosi 56 kolekcji rocznie. Fast fashion to zmora naszych czasów. Ubrania niskiej jakości, źle odszyte, wykonane z materiałów, których produkcja zużywa dużo wody, takich jak bawełna czy rozkładających się tak samo długo jak plastikowa butelka. Często w naszych szafach zalegają ubrania, które nie są już modne, są zniszczone czy zepsute, ale jednak z jakichś powodów trudno nam się z nimi rozstać. Na warsztatach staraliśmy się je przerabiać lub naprawiać, a jeśli było to niemożliwe, odzyskiwaliśmy materiał oraz dodatki krawieckie i szyliśmy z tych ubrań torby, zabawki, patchworkowe kapy czy poduszki. 

Upcykling po karłowicku
fot. Agnieszka Marcinkowska

Jakie jeszcze inne surowce odzyskiwaliście w trakcie zajęć? 

AM: Na ostatnich warsztatach wykorzystywaliśmy opakowania szklane – butelki i słoiki, ale również wazony. Przy pomocy różnych technik, m.in. decoupage’u tworzyliśmy piękne wazony, świeczniki, lampiony i szklane dekoracje w różnych stylach. Naszym „top of the top” były szklane obrazy wykonane ze starych kalendarzy oraz okien pozyskanych od koleżanki, która wymieniała okna w starej kamienicy. 

Upcycling to jedno, ale przecież nie przerobimy wszystkich plastikowych butelek na pufy. Jakie mają Panie rady, aby ograniczyć swój negatywny wpływ na środowisko? 

ES: Warto już na etapie robienia zakupów pomyśleć o zapobieganiu powstawania odpadów. Nie bierzmy kolejnej plastikowej reklamówki, by zapakować dwa pomidory. Z resztek firanek można uszyć w kilka minut wielorazowe woreczki i zabierać je na zakupy wraz z wielorazową torbą. W każdym sklepie chętnie zapakują również produkty na wagę, takie jak mięso, wędliny czy sery do własnego opakowania. Nie musimy również kupować i dźwigać plastikowych zgrzewek z wodą mineralną. Nasza wrocławska kranówka z powodzeniem nadaje się do picia. Dla osób w ciągłym ruchu świetnie sprawdzają się butelki filtrujące. Można je napełnić w każdym miejscu. Pomagają też sporo oszczędzić w trakcie podróży. 

Kupujmy mądrze ubrania, starajmy się kupić mniej, ale lepszej jakości. Jeśli musimy kupić coś paczkowanego, wybierajmy opakowania zbiorcze albo opakowania uzupełniające. Zanim coś wyrzucimy, pomyślmy, czy da się to naprawić, sprzedać lub oddać osobie potrzebującej. Zwracajmy uwagę na segregację śmieci. Jeśli mamy możliwość, kompostujmy odpadki organiczne. Zyskujemy wtedy naturalny nawóz do roślin, oszczędzamy pieniądze i środowisko. 

Jeśli możemy coś pożyczyć zamiast kupować do jednorazowego użytku popytajmy znajomych lub rodzinę. Jest szansa, że w przyszłości, gdy będą czegoś potrzebować, sami zastanowią się nad zakupem. Nie kupujmy kolejnych butów, torebek czy sprzętu elektronicznego, póki stare są jeszcze dobre. Wykorzystujmy już to, co mamy. Spójrzmy na to świeżym okiem lub dajmy spojrzeć komuś innemu.

Upcykling po karłowicku
Upcykling po karłowicku