Problem smogu we Wrocławiu jest coraz poważniejszy. – Władze miasta zapewniają, że starają się z tym walczyć, ale na horyzoncie nie widać dnia, w którym powietrze stanie się czyste – mówią aktywiści, którzy zaproponowali magistratowi pakiet szybkich działań antysmogowych.
W ostatnich dniach normy zanieczyszczenia powietrza w wielu polskich miastach, w tym we Wrocławiu, były przekroczone wielokrotnie – stężenie szkodliwych pyłów zawieszonych PM2,5 i PM10 o kilkaset procent przewyższało dopuszczalny poziom.
Jak podkreślają wrocławscy aktywiści, tak fatalny stan powietrza nie jest wyjątkiem, a przez cały okres grzewczy wrocławianie trują się smogiem – rocznie z tego powodu umiera w naszym mieście co najmniej 500 osób.
– Wciąż mamy do wykonania ogromną pracę. Kilkadziesiąt tysięcy pieców we Wrocławiu czeka na wymianę. Przy obecnych nakładach i tempie zajmie to 50 lat! W tegorocznym budżecie na wymianę pieców zaplanowano zaledwie 11 mln złotych. To stanowczo za mało – podkreśla Aleksander Obłąk z Akcji Miasto.
Aktywiści zaznaczają, że gdy kolejne miasta wprowadzają bardziej śmiałe zmiany, we Wrocławiu ich brakuje. Ale doceniają jednak nawet małe postępy.
– W poniedziałek, po raz pierwszy w historii, urzędnicy zaapelowali przez media społecznościowe, by mieszkańcy ograniczyli przebywanie na powietrzu do minimum – mówi Radosław Gawlik z Dolnośląskiego Alarmu Smogowego.
Społecznicy wnioskują jednak o lepszą informację o jakości powietrza.
– Zwiększenie świadomości społecznej jest niezbędne, by skutecznie walczyć z problemem smogu – dodaje Gawlik.
We wniosku do magistratu znalazły się m.in. zapisy o zakazie wyprowadzania w przedszkolach dzieci na dwór przy wysokich stężeniach, wniosek o informacjach smogowych na tablicach ITS oraz postulat, by poziomy stężeń zanieczyszczeń były podawane wraz z prognozą pogody.
Jednym z postulatów jest też sprawniejsza komunikacja zbiorowa, gdy prognozowane stężenie PM10 przekroczy 80 μg/m3. Społecznicy podkreślają, że w takie dni w Paryżu ogłaszany jest alarm smogowy.
– Należy wówczas wprowadzić bezwzględny priorytet dla przejazdu pojazdów komunikacji zbiorowej: uruchamiać tymczasowe buspasy, dodatkowe składy oraz maksymalny priorytet w programach sygnalizacji świetlnej – tłumaczą członkowie ruchów miejskich.
Aktywiści zdają sobie sprawę, że realizacja ich postulatów nie rozwiąże ostatecznie problemu smogu.
– Mamy do czynienia z ogromnym problemem. Wykonaliśmy pierwszy krok – zaczęliśmy o tym głośno mówić. Nasze postulaty skupiają się na teraźniejszości, wszystkie można wprowadzić już jutro. Tego właśnie oczekujemy od prezydenta Dutkiewicza, szczególnie w kontekście ubiegania się o tytuł Zielonej Stolicy Europy. Czekamy też, aż miasto przedstawi odważny, kompleksowy plan walki ze smogiem, by rozwiązać ten problem w 5 lat, a nie w 50 – podsumowuje Maciej Słobodzian z Zielonych.
Co robi miasto, by walczyć ze smogiem?
Magistrat zlecił niedawno przeprowadzenie szczegółowej analizy źródeł zanieczyszczeń powietrza we Wrocławiu. Wynika z niej, że 62 proc. zanieczyszczeń w naszym mieście to efekt spalania paliw stałych w piecach, 24 proc. generuje transport, a 12 proc. – przemysł.
Urzędnicy, którzy namawiają wrocławian do składania wniosków o dofinansowanie wymiany pieców w ramach programy KAWKA, wyliczają, że na 2017 rok zarezerwowano na ten cel 12 mln złotych – za tę kwotę można wymienić około 1200 pieców.
– Jeśli do Wydziału Środowiska i Rolnictwa zostanie złożonych więcej wniosków, na wymianę pieców zostaną przeznaczone dodatkowe środki – zapowiada Anna Bytońska z biura prasowego magistratu.
Regularne kontrole dotyczące pieców prowadzą patrole straży miejskiej – w zeszłym roku przeprowadzono ponad 2300 kontroli, podjęto ponad 150 interwencji i nałożono 128 mandatów karnych na kwotę 25800 złotych.
– Tylko w tym roku przeprowadzono 20 kontroli i nałożono 2 mandaty na sumę 700 złotych – wyjaśnia Anna Bytońska.
Oprócz wymiany pieców i kontroli straży miejskiej, urzędnicy – wśród działań prowadzonych w celu polepszenia czystości powietrza – wymieniają m.in. działania legislacyjne zmierzające do przyjęcia we Wrocławiu uchwały antysmogowej oraz pisma do Ministra Środowiska z wnioskiem o wprowadzenie norm pieców i paliw stałych.
Darmowa komunikacja miejska? Nie we Wrocławiu
W dniach, gdy zanieczyszczenie powietrza jest szczególnie wysokie, niektóre miasta (m.in. Warszawa, Kraków czy Kielce) zdecydowały się na wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej. Także we Wrocławiu słychać głosy, że miasto powinno wdrożyć takie rozwiązanie.
Zaapelował o to do prezydenta Rafała Dutkiewicza Marcin Krzyżanowski, przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości.
– Bezdyskusyjnym jest, że na niską emisję zdecydowany wpływ ma opalanie w piecach węglem i innymi paliwami stałymi. Jednakże kolejnym źródłem smogu jest komunikacja samochodowa. Bez względu na to, czy udział procentowy transportu samochodowego w powstawaniu smogu wynosi 20 – 30 procent, warto jest ograniczać jego powstawanie tam, gdzie to możliwe, środkami jakie pozostają w gestii władz Wrocławia. W końcu chodzi o zdrowie i życie mieszkańców naszego miasta – podkreśla Krzyżanowski.
Urzędnicy nie mają jednak takich planów.
– W zakresie komunikacji prowadzimy działania ciągłe, nie akcyjne – to między innymi wydzielanie ścieżek rowerowych, budowanie przejść dla pieszych, wymiana taboru MPK, ograniczenie ruchu ciężarówek w mieście, wydzielanie torowisk, budowa wypożyczalni samochodów elektrycznych, wypożyczalnia rowerów miejskich, budowa park&ride czy bilet komunikacji obejmujący także pociągi w granicach miasta – tłumaczy portalowi Wroclife.pl Anna Bytońska.
„Najważniejsza jest świadomość mieszkańców”
Bartosz Jungiewicz, wspólnie z Patrykiem Hałaczkiewiczem i Moniką Glińską, w zeszłym roku złożył w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego projekt Wrocławska Inicjatywa Smogowa, zakładający budowę tablic informujących o stanie powietrza w mieście.
– Miasto jednak nie poddało projektu nawet pod głosowanie, uznając, że nie mieści się w formule WBO i dubluje działania, które rzekomo magistrat planuje podjąć w ramach programu „asystent mieszkańca” – mówi Bartosz Jungiewicz.
Jego zdaniem, to nie miasto musi przede wszystkim porządnie zabrać się za problem smogu, tylko sami mieszkańcy.
– Większość oczekuje działań od władz Wrocławia, czyli dofinansowania do wymiany pieców, dociepleń czy rozbudowy sieci tramwajowej. To utopia. Miasto nie ma na to pieniędzy i szybko ich nie znajdzie. Te inwestycje oczywiście są potrzebne, ale najważniejsza jest świadomość mieszkańców, bo to oni sami mogą wywrzeć presję na swoich sąsiadów, którzy opalają mieszkania na przykład śmieciami. Wielu wrocławian stać przecież na lepsze piece i paliwo – tłumaczy Jungiewicz.
Aktywista podkreśla, że większość ludzi na co dzień o tym nie myśli i nie zdaje sobie sprawy ze stanu powietrza, a temat smogu może zniknąć wraz z mrozami. I tu zaczyna się rola magistratu.
– Miasto ma narzędzia komunikacyjne, na przykład tablice ITS, tablice informujące o ruchu drogowym, czy tablice w tramwajach i autobusach. One mogłyby podawać codziennie dane o stanie powietrza i alarmować, gdy sytuacja tego wymaga. Normy przekraczane są od lat, a nie od zeszłego miesiąca. Gdyby ludzie się dowiedzieli, jak zatrute jest powietrze w ich okolicy, na pewno wielu z nich poparłoby różnego typu rozwiązania problemu smogu, nawet tak kontrowersyjne jak wydzielenie torowisk na głównych arteriach komunikacyjnych – wyjaśnia Bartosz Jungiewicz.
Dodaje, że jak na razie żadnych tego typu działań nie widzi i obawia się, że jak tylko zrobi się cieplej, wszyscy o smogu zapomną.
Szerzej na temat smogu pisaliśmy także w zeszłym roku. Przypominamy naszą ówczesną infografikę:



