Czy po 26 latach funkcjonowania Straż Miejska we Wrocławiu przestanie istnieć? We wtorek rozpoczęła się zbiórka podpisów pod projektem uchwały w sprawie jej likwidacji. Wcześniej ze straży miejskich i gminnych zrezygnowało kilka innych miast na Dolnym Śląsku.
Zanim nad uchwałą zagłosują wrocławscy radni, projekt musi zebrać wymaganą liczbę podpisów. Akcję zainicjował Robert Grzechnik, prezes wrocławskiego okręgu partii Wolność. Jego zdaniem głównym argumentem przemawiającym za likwidacją formacji jest ekonomiczna kalkulacja.
– Koszty utrzymania Straży Miejskiej (18 mln zł rocznie) są zbyt wysokie i nieadekwatne do usług, które świadczą jej funkcjonariusze. 5100 zł miesięcznie to kwota, którą średnio przeznaczamy na jednego funkcjonariusza. Jest ona zdecydowanie za wysoka w skonfrontowaniu z efektywnością pracy strażników – twierdzi Robert Grzechnik.
W 2016 roku Straż Miejska we Wrocławiu przyjęła prawie 128 tys. zgłoszeń od mieszkańców, z czego aż 46 tysięcy dotyczyło ruchu drogowego. Robert Grzechnik uważa, że formacja zbyt wiele czasu marnuje na karanie obywateli, zamiast dbać o to, do czego została powołana – czyli o ochronę spokoju i porządku w miejscach publicznych.
Polityk i przedsiębiorca przekonuje, że pieniądze wydawane na działalność Straży Miejskiej (pracuje w niej ok. 320 osób) można byłoby spożytkować w lepszy sposób np. na dofinansowanie policji, remonty dróg czy oświetlenie niebezpiecznych miejsc.
Zgodnie ze statutem miasta obywatelski projekt musi poprzeć grupa co najmniej 1% mieszkańców Wrocławia, pełnoletnich, posiadających czynne prawo wyborcze i wpisanych do stałego rejestru wyborców. Lista musi zawierać więc około 2 tys. podpisów. Dopiero wówczas można złożyć wniosek do rady miejskiej o podjęcie proponowanej uchwały.
Brakuje chętnych do pracy
Nie jest tajemnicą, że Straż Miejska przeżywa jeden z najgłębszych kryzysów w swojej historii. O fatalnej sytuacji kadrowej otwarcie mówił radnym w kwietniu Komendant Zbigniew Słysz. W szeregach formacji jest kilkadziesiąt wakatów, a liczba strażników odchodzących ze służby – największa od 10 lat.
Od kandydatów na funkcjonariuszy wymaga się ukończenia 21. roku życia, co najmniej średniego wykształcenia, polskiego obywatelstwa, niekaralności i uregulowania stosunku do służby wojskowej. Mimo że nie są to wygórowane warunki, kolejne nabory nie pozwalają pozyskać odpowiedniej liczby chętnych do pracy w mundurze.
Szczegółowo o sytuacji kadrowej Straży Miejskiej szczegółowo pisaliśmy tutaj.
Komendant Zbigniew Słysz jako główną przyczynę braku zainteresowania pracą w Straży Miejskiej wskazywał niskie zarobki. Najsłabiej opłacani funkcjonariusze otrzymują 2160-2260 zł brutto, czyli około 1500-1600 zł netto.
Lekarstwem miała być reorganizacja straży. W celu podniesienia najniższych pensji zdecydowano o redukcji etatów i zmniejszeniu liczby oddziałów we Wrocławiu z 7 do 4, co z kolei powoduje obawy o wydłużeniu czasu oczekiwania na interwencje. Nie zwiększy to poczucia bezpieczeństwa mieszkańców i może potęgować niezadowolenie z pracy strażników. Nic zatem dziwnego, że sens dalszego funkcjonowania straży podawany jest coraz częściej w wątpliwość.
,,Straż Miejska ma czas na ściganie kotów”
Likwidacja Straży Miejskiej we Wrocławiu nie jest pomysłem, o którym słyszymy od tygodnia. Już w 2013 roku na Facebooku powstał popularny profil o tej samej nazwie. Postulat zniesienia formacji ponawiali rok temu także Bezpartyjni Samorządowcy.
– Opowiadamy się za likwidacją Straży Miejskiej. Jest ona notorycznie niedofinansowana i straciła swoje pierwotne kompetencje. W takim kształcie jej dalsze istnienie nie ma sensu. Strażnicy nie zajmują się poważnymi sprawami, ale mają za to czas na ściganie kotów – mówi Patryk Hałaczkiewicz.
Znany działacz samorządowy nawiązuje w ten sposób do kuriozalnej sprawy, która trafiła na czołówki mediów i największych stacji telewizyjnych w całej Polsce. Jej bohaterami stały się koty Hałaczkiewicza, które w 2016 roku miały opuszczać teren właściciela i zjadać karasie z oczka wodnego w ogrodzie sąsiada.
Sprawa trafiła do sądu. Co ciekawe, wniosek o ukaranie nie został złożony przez sąsiada, ale gorliwych strażników miejskich. W toku postępowania ani poszkodowany ani oskarżyciele nie byli w stanie udowodnić, co zjadło rybki i czy były to właśnie koty Hałaczkiewicza. Sąd Rejonowy Wrocław-Krzyki uznał jednak działacza za winnego. Zdaniem wymiaru sprawiedliwości miał obowiązek dopilnować, aby jego koty nie wydostawały się poza teren posesji.
Na kilkunastu stronach uzasadnienia wyroku sąd podkreślał społeczną szkodliwość zaniedbania. Zamiast grzywny obwiniony otrzymał naganę i wezwanie do zapłaty 100 zł kosztów sądowych. Działacz złożył odwołanie i czeka na wyznaczenie terminu rozprawy.
– Moja osobista sprawa tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Straż Miejska zajmuje się sprawami zbędnymi. To instytucja antyobywatelska. Jako Bezpartyjni Samorządowcy uważamy, że zadania straży powinna przejąć policja albo powinna ona zostać gruntownie zreformowana i przekształcona w Policję Miejską – podsumowuje Patryk Hałaczkiewicz.
Które miasta na Dolnym Śląsku i w Polsce zrezygnowały ze straży?
Odrębne od policji straże zaczęły powstawać w miastach na terenie kraju na początku lat 90. Po tym, jak utraciły one uprawnienie do korzystanie z fotoradarów, nasiliła się społeczna debata o celowości ich dalszego utrzymywania. W wielu przypadkach kończyła się ona dyskusją i głosowaniem nad zniesieniem formacji w miejskich radach. Zgodnie z danymi MSWiA łączna liczba jednostek straży miejskich i gminnych między 2012 a 2016 rokiem zmalała o kilkadziesiąt oddziałów. Likwidacja Straży Miejskiej we Wrocławiu byłaby pierwszym przypadkiem, który dotyczy tak dużego miasta.
O tym, że strażnicy nie są już dłużej potrzebni, zdecydowali rok temu radni Lubina, piątego pod względem liczby ludności miasta na Dolnym Śląsku. To znamienny przykład, bo przecież to właśnie tutaj w 1991 roku powstała pierwsza tego rodzaju formacja w Polsce. Powołał ją Robert Raczyński, ówczesny i obecny prezydent miasta. Dlaczego w marcu zeszłego roku jednak poparł jej likwidację?
– W ciągu 25 lat zadania do których została powołana straż miejska zaniknęły, ucywilizował się handel, a mieszkańcy zaczęli bardziej szanować własne miasto. Pozostałe obowiązki straży były i tak stopniowo przejmowane przez policję – mówił Prezydent Lubina dla telewizji Samorząd24.
Urząd Miejski w Lubinie zapewniał, że mimo likwidacji jednostki mieszkańcy nadal mogą czuć się bezpiecznie. Na dodatkowe patrole policji magistrat przeznaczył 500 tys. złotych.
Jeszcze wcześniej ze strażników zrezygnowała Oleśnica. W warunkach miasta liczącego 38 tysiące mieszkańców siedmioosobowa formacja nie miała racji bytu. Mieszkańcy narzekali na brak patroli w najmniej bezpiecznych rejonach miasta oraz w weekendy – straż pracowała zazwyczaj od poniedziałku do piątku, do godziny 21.00. Z drugiej strony wydatki na formację w kilka lat uzrosły trzykrotnie. Z zaoszczędzonych dzięki likwidacji środków magistrat zwiększył liczbę patroli, dofinansował sprzęt i radiowozy dla policji oraz rozbudował system monitoringu miejskiego.
Przypomnijmy, że na przełomie 2012 i 2013 roku jako pierwsze miasta na Dolnym Śląsku straż miejską zlikwidowały Strzegom i Świeradów Zdrój. Obywatelski projekt w identycznej sprawie został złożony także w Bielawie. Mimo że w szybkim czasie zebrał ponad 1000 głosów poparcia od mieszkańców, straż miejska została utrzymana. Większość radnych uznała, że potrzebna jest zmiana funkcjonowania straży, a nie jej całkowita likwidacja.


