Wrocławskie lotnisko jest w gotowości operacyjnej i utrzymuje zatrudnienie. Korzysta ze zgromadzonych zasobów finansowych, żeby poradzić sobie ze skutkami epidemii, która uziemiła samoloty pasażerskie i ograniczyła przychody prawie do zera. Odbudowa ruchu pasażerskiego będzie trudną pracą, ale Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego Wrocław, jest dobrej myśli.

Pod koniec marca w życie miał wejść nowy rozkład lotów, ale epidemia koronawirusa pokrzyżowała te plany. Jak obecnie wygląda praca portu lotniczego? Jak często lądują i startują samoloty?

Dariusz Kuś: Praktycznie wszystkie rejsy pasażerskie krajowe i międzynarodowe są zawieszone. Mimo tego lotnisko pozostaje w gotowości operacyjnej. Obsługujemy pojedyncze operacje lotnicze – obecne przepisy dopuszczają niektóre ich rodzaje – ale jest tego nie więcej niż kilka lotów dziennie. Są to operacje wojskowe, loty cargo, sporadyczne loty prywatne o charakterze repatriacyjnym, loty szkolne, loty techniczne związane ze zmianą miejsca stacjonowania samolotów lub utrzymaniem ich w gotowości. 

Obsługujemy także bardzo ważne operacje związane z ratownictwem medycznym i lotniczym transportem sanitarnym. W ostatnich tygodniach kilkukrotnie lądowały u nas samoloty transportowe typu Antonov z dziesiątkami ton sprzętu medycznego na pokładzie. Wspólnie z innymi podmiotami zapewniliśmy infrastrukturę i służby operacyjne niezbędne do sprawnej obsługi przerzutu środków sanitarnych i sprzętu. 

Jednak z powodu mniejszej liczby lotów i ze względów bezpieczeństwa, co do zasady ograniczyliśmy liczebność personelu obecnego na terenie lotniska do niezbędnego minimum. Wiele osób pracuje zdalnie, część odbiera zaległe urlopy wypoczynkowe, niektórzy dobrowolnie korzystają z urlopów bieżących, inni są na zwolnieniach lekarskich, albo na zasiłku opiekuńczym. Naszym celem jest utrzymanie miejsc pracy, tak abyśmy byli gotowi na szybki powrót do pełnej działalności, co jest najważniejsze. Na razie żaden z pracowników nie został zwolniony.

Kiedy, według Państwa prognoz, sytuacja w ruchu lotniczym może zacząć wracać do normy? Czy jest ryzyko, że na tegoroczne wakacje, nawet te późne – we wrześniu czy październiku – jeszcze nie będzie można z Wrocławia polecieć za granicę?

Wszyscy chcielibyśmy, aby stało się to jak najszybciej, ale to zależy od rozwoju sytuacji. Dziś trudno cokolwiek przewidywać, dlatego przygotowujemy się na każdy scenariusz. Najpierw na większą skalę otworzą się największe lotniska w Europie, dopiero po nich lotniska regionalne. Trzeba zakładać, że na początku będziemy obsługiwać tylko kilka samolotów pasażerskich dziennie. Mamy nadzieję, że do końca roku nasze lotnisko będzie obsługiwało połowę połączeń z poprzedniej siatki. 

Jest więc niemała szansa, że część osób wybierze się na wakacje z wylotem z Wrocławia. Musimy jednak mieć świadomość, że odbudowa całego rozkładu potrwa znacznie dłużej. Teraz jako branża skupiamy się na wypracowaniu takich procedur obsługi po wznowieniu ruchu, aby móc zapewnić pasażerom i pracownikom lotniska najwyższy możliwy poziom bezpieczeństwa sanitarnego. 

fot. Port Lotniczy Wrocław

Jak mocno koronawirus wpłynie na sytuację finansową portu lotniczego? Czy portom lotniczym w Polsce, zwłaszcza tym mniejszym, może grozić bankructwo?

Lotnisko zarabia na operacjach lotniczych – a tych obecnie praktycznie nie ma. Zarabia także na handlu paliwem lotniczym – ale dzisiejsza sprzedaż to ułamek dawnych obrotów. Żyje z czynszów wpłacanych przez najemców sklepów, restauracji oraz operatorów usług dostępnych na lotnisku – ale i tu, z powodu braku pasażerów, musieliśmy zrezygnować z regularnych opłat, które obowiązywały dotąd najemców. Sklepy płacą jedynie tzw. opłatę rezerwacyjną. 

Nie mamy teraz prawie żadnych przychodów i konieczne stało się wprowadzenie wszelkich działań oszczędnościowych, redukcja kosztów energii, oświetlenia, gazu itp. Zrezygnowaliśmy lub znacząco ograniczyliśmy usługi świadczone nam przez kontraktorów zewnętrznych. Ograniczyliśmy też inwestycje. Realizujemy tylko te mniejsze, których nie możemy przeprowadzić w normalnych warunkach, lub te z późniejszym terminem płatności. Zmniejszyliśmy pensje zarządu oraz wstrzymaliśmy premie za wyniki, niemniej konieczne stało się zredukowanie podstawowych kosztów pracy. Osiągnęliśmy w tej sprawie porozumienie ze związkami zawodowymi, choć negocjacje nie były łatwe. Istniało zagrożenie dużego ograniczenia wymiaru etatów, ale na szczęście udało się tego uniknąć.

To szereg ważnych działań podjętych po to, aby utrzymać miejsca pracy i móc ubiegać się o finansowe wsparcie w ramach pomocy dla przedsiębiorstw. Miesięczne koszty funkcjonowania lotniska po redukcjach obliczamy na około 5-6 mln zł i w dzisiejszych warunkach kluczowe jest zachowanie płynności finansowej. Dysponujemy odpowiednimi zasobami, które pozwalają przez jakiś czas zabezpieczyć środki na pokrycie kosztów i utrzymanie miejsc pracy. Jednakże zasoby te są ograniczone i potrzebne jest wsparcie finansowe rządu, o które poprosiliśmy razem z innymi polskimi lotniskami.

A jak wygląda sytuacja przewoźników? Czy, mówiąc kolokwialnie, część linii lotniczych może „paść”?

Linie lotnicze, porty, agenci handlingowi, biura podróży – wszyscy są w bardzo trudnej sytuacji i mogą potrzebować wsparcia. Niestety, mamy do czynienia z największym kryzysem w historii branży. To, jak poradzą sobie poszczególni uczestnicy rynku, zależy od tego, jaką płynność finansową posiadają, na jak długo jej wystarczy i czy dostaną pomoc finansową od rządów krajowych, gdy rezerwy finansowe ulegną naturalnemu wyczerpaniu. Powinni takie wsparcie dostać ze względu na szczególne znaczenie lotnictwa dla gospodarki. Z uwagi na niepewną przyszłość, niektórzy przewoźnicy mogą stanąć przed dylematem zamknięcia działalności. Oczywiście, najbardziej zagrożone są najmniejsze linie. Z pewnością odbudowa rynku będzie żmudna i nawet po uruchomieniu pierwszych lotów powrót do normalnego stanu będzie wymagał ciężkiej pracy. 

fot. Port Lotniczy Wrocław

Czy w dłuższej perspektywie koronawirus może wpłynąć na trendy w ruchu lotniczym? Czy ludzie, nawet gdy uda się zwalczyć epidemię, mogą najzwyczajniej bać się podróży zagranicznych?

Zapowiadana przez wielu recesja gospodarcza spowoduje istotne zmiany w zachowaniu wszystkich grup pasażerów. Po zniesieniu kwarantanny społecznej i uruchomieniu lotnisk może nastąpić odbicie ruchu związanego z podróżami do pracy oraz segmentu czarterów wakacyjnych poza Europę, ale w części pasażerowie nadal mogą powstrzymywać się od podróży zagranicznych ze względu na ogniska koronawirusa w innych krajach. Chęć wyjazdów może być mniejsza również z powodu obniżek wynagrodzeń, większego bezrobocia, upadłości firm i niepewności, co do dalszego rozwoju sytuacji. 

Jednym z wyzwań będzie także odbudowa ruchu biznesowego. Dotknięte kryzysem firmy poszukają oszczędności w podróżach służbowych. Poza tym obecna sytuacja może trwale zmienić lotniskowe procedury. Jest szansa, że normą stanie się mierzenie temperatury czy też przeprowadzanie błyskawicznych testów przed wejściem na pokład. Niektóre linie lotnicze, np. Emirates, już to robią. Miejmy nadzieję, że wszystko wróci do stanu sprzed wybuchu epidemii.