Przez wiele lat Wrocław był miastem czeskim. Nasi obecni sąsiedzi zostawili po sobie ślady, które są widoczne do dziś. Chętnie opowiada o nich grupa nieformalna Ano Tak, która w listopadzie organizuje wycieczki czeskimi śladami.

Przechadzając się codziennie po ulicach Wrocławia, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co dokładnie mijamy. Traktujemy elementy otoczenia zbyt oczywiście, nie wgłębiając się w ich historię. Z ciekawością, której brakuje wielu rodowitym wrocławianom, przyjechała do miasta kilka lat temu Natalie Raclavska. W nowym mieście Czeszkę odwiedzali znajomi i rodzina, ale okazywało się, że w internecie brakuje dla nich przewodników oraz praktycznych informacji o Wrocławiu w języku czeskim. Raclavska wyszła więc z inicjatywą i założyła blog kvetevropy.cz, na którym regularnie opisuje kolejne ciekawe miejsca odkrywane w stolicy Dolnego Śląska.

– Turyści chodzą z bardziej otwartymi oczami niż tubylcy. Dzięki świeżemu spojrzeniu potrafią dostrzec coś nowego. Blog był inspiracją do tego, aby wyjść z inicjatywą poza przestrzeń internetu i zorganizować serię spacerów czeskimi śladami po Wrocławiu – mówi autorka bloga Natalie Raclavska.

Zapomniane miejsca

Przechadzki rozpoczęły się jeszcze w październiku i potrwają do końca listopada. Co tydzień – w każdą niedzielę – spacer związany z odmienną tematyką i poświęcony innym miejscom na mapie Wrocławia. Oprócz wycieczki po oczywistym Ostrowie Tumskim oraz niebanalnym i tajemniczym Nadodrzu na chętnych czeka między innymi wycieczka śladami Jana Evangelisty Purkyniego. Fizjolog, żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, był związany z Wrocławiem przez 27 lat.

– Czesi uczą się o Purkynim w szkołach podstawowych, a w Polsce nikt go nie zna – przyznaje Raclavska. – Naukowiec założył w stolicy Dolnego Śląska pierwszy na świecie instytut fizjologii. Według tego modelu tworzone były podobne instytucje na całym świecie – dodaje. Nieco zapomniane miejsca związane z czeskim naukowcem przedstawi Beata Jastrowicz – lektorka języka czeskiego i wykładowczyni na Uniwersytecie Wrocławskim.

Piętno na Wrocławiu odbił również inny Czech. – Był zupełnie zapomnianym artystą, ale zostawił po sobie ślad w jednym z najważniejszych miejsc w mieście – opowiada Bogna Piter, przewodniczka miejska z grupy nieformalnej Ano Tak. – Jego dzieła kowalskie są prawdziwym majstersztykiem – dodaje. O kim mowa? Zagadka zostanie rozwikłana na ostatnim ze spacerów – 25 listopada.

Co ciekawe, władający niegdyś na naszych terenach Czesi upodobali sobie również Oleśnicę, gdzie znajduje się Zamek Książąt Piastowskich. Rozkwit dworu miał miejsce w XVI wieku, kiedy to zamieszkiwał go czeski ród Podiebradów. Dzięki nim okazała budowla została jeszcze bardziej rozbudowana.

Dofinansowanie na serię pięciu spacerów przyznał Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Członkowie grupy Ano Tak po raz pierwszy mogą więc szerzej opowiadać o swoich pasjach i dzielić się wiedzą.

Spotkania z pianką

Rozmowy o czeskiej kulturze i zarażanie kolejnych osób swoją pasją rozpoczęło się od spotkań zainicjowanych przez Natalie Raclavską i Beatę Jastrowicz. Nazwano je „Czeski z pianką”, co nieodzownie może kojarzyć się z najpopularniejszym czeskim trunkiem. Spotkania są dedykowane Czechom i Słowakom mieszkającym we Wrocławiu oraz wszystkim zainteresowanym czeską kulturą i językiem. Ano Tak nie zatrzymała się na rozmowach: organizowała już m.in. koncerty czeskich wykonawców.

 

„Czeski z pianką” to rozmowy o czeskiej kulturze, zainicjowane przez Natalie Raclavską i Beatę Jastrowicz. Fot. Natalie Raclavska

– Spotykamy się w każdy ostatni wtorek miesiąca – mówi Magdalena Zjawin z grupy Ano Tak. – Staramy się cały czas rozmawiać po czesku. Zdarza się, że przychodzą również osoby, które nie znają języka, ale szybko wychwytują podstawowe sformułowania – dodaje. Wszak język polski ma z czeskim sporo wspólnego. Najbliższe spotkanie z serii zaplanowano na 27 listopada.

Okazuje się również, że Czesi coraz chętniej odwiedzają stolicę Dolnego Śląska. Natalie Raclavska zwraca uwagę, że już niebawem nasi południowi sąsiedzi będą mieli kolejny pretekst do przyjazdu. – Przed nami jarmark bożonarodzeniowy. Czesi uwielbiają przedświąteczny kicz. Wszyscy byli już na podobnych jarmarkach w Wiedniu czy Dreźnie i od niedawna odkrywają także Wrocław – zauważa autorka bloga.