Czy wierzycie różne zjawy, duchy a może wampiry? Wrocław może poszczycić się przeróżnymi historiami, a bardzo wiele z nich oscyluje w pobliżu niezwykłych postaci czy widm. Poznajcie historię ducha wampira i nie tylko.

Pod koniec XVI wieku pewien zamożny szewc popełnił samobójstwo, podrzynając sobie gardło. Nie było wiadomo dlaczego zdecydował się na tak dramatyczny ruch. Jego rodzina ukryła ten fakt, bojąc się zhańbienia. Najbliżsi szewca rozpowiedzieli, że zmarł na serce, a zwłoki zostały tak owinięte ubraniami, że w dniu pogrzebu nikt nie zauważył ran na szyi.

Rodzina dopilnowała, aby pogrzeb przebiegł dostojnie, a nad grobem wygłoszono kilka przemówień. Jednak z czasem zaczęły się rozchodzić pogłoski o jego nienaturalnej śmierci. Całą sprawą zaczęła się interesować Rada Miejska. Wdowa rozmyślała nad złożeniem fałszywej przysięgi, że jej mąż zmarł śmiercią naturalną. Wszystko to robiła, aby nie dopuścić do zbadania jego ciała.

W mieście zaczęły się dziać się dziwne i straszne rzeczy. Ludzi zaczął nawiedzać duch z raną na szyi, przypominający zmarłego szewca. Duch pojawiał się w nocy kiedy po ciężkim dniu pracy odpoczywali strudzeni. Wówczas budził ich przerażający widok zjawy.  Te wydarzenia spowodowały, że ponownie zaczęto dywagować nad śmiercią szewca.

Przerażona wdowa postanowiła zdradzić całą prawdę o nieszczęśliwym zdarzeniu. Jak podaje Krzysztof Kwaśniewski – na polecenie Rady Miasta otwarto grób. Ciało, choć spoczywało już sześć miesięcy, znaleziono zupełnie nie naruszone. Jedynie stopy były stwardniałe, jakby często chodził boso. Nawet rana na szyi była świeża i krwawa. Postanowiono – według ówczesnych zwyczajów – zwłokom odrąbać głowę, ręce i nogi, a następnie spalono je, a popiół rozsypano nad rzeką. Po tym zdarzeniu ponoć duch szewca już ludzi nie straszył.

Jest jeszcze jedna historia związana z samobójstwem i złym duchem w tle. Była sobie piękna ale obłudna kobieta, która uwiodła dzielnego i uczciwego młodzieńca. Oddał jej wszystko co miał i kochał niezmiernie. Jednak dziewczyna była rozpustna i trwoniła majątek męża z kochankiem. Ten poznawszy prawdziwą naturę kobiety starał się ją sprowadzić na dobrą drogę, gdy jego próby zawiodły postanowił popełnić samobójstwo.

Po śmierci nieszczęśnika, kobieta nawet na chwilę się nie opamiętała, oddawała się rozpuście z kochankiem, który w krótce uciekł z jej majątkiem. Kobieta prowadziła kram, w którym handlowała a od kiedy została oszukana przez kochanka sama zaczęła nieuczciwie zarabiać. Chciwość  i nienawiść wypełniły jej życie. Kiedy jej życie dobiegło kresu, po śmierci jej dusza nie mogła zaznać zbyt wiele spokoju.

W książce „Legendy i podania wrocławskie” można przeczytać, że strażnik z wieży kościoła Św. Elżbiety zobaczył, jak o godzinie dwunastej w nocy Zła Baba wstaje z grobu i odrzuca całun i bieży ku swojemu kramowi na Rynku. Gdy do niego docierała mierzyła bele płótna długo i szybko, tak szybko że pot rosił jej czoło, a oczy krwawią z wysiłku, zaś po godzinie pracy wracała do grobu.

Ten straszny widok powtarzał się każdej nocy. Strażnik wpadł na pewien pomysł. Gdy kobieta opuściła swój grób, on się zakradł do niego i zabrał całun w który była owinięta, po czym wrócił na wieżę po drodze robiąc krzyże na drzwiach. Gdy wrócił do swojej izdebki na wieży, zobaczył że Zła Baba wróciła do grobu, a gdy zobaczyła, że brakowało w nim całunu zaczęła iść w kierunku wieży. Upiorne i rozwścieczone widmo zaczęło podążać w kierunku strażnika. Ten zamarł ze strachu przeczuwając swój koniec, gdy nagle dzwony zaczęły wybijać godzinę pierwsza w nocy. Zjawa która wspinała się po murach wieży kościoła runęła na ziemię.

Rano znaleziono pod wieżą zwłoki zniekształcone nie do poznania. Starym zwyczajem ucięto im głowę, a ciało spalono, prochy rozsypano nad płynącą wodą. Od tego czasu nikt już zjawy nie widział. Natomiast strażnik niestety zlękniony wkrótce po tym wydarzeniu zmarł.