– Niektórzy dziennikarze przyjeżdżali i pytali: czy może nam pani pokazać tunel, w którym jest ukryty złoty pociąg? My wiemy, że nie istnieje, ale tylko na chwilę wejdziemy i zrobimy zdjęcie. Wiele osób naprawdę nie dopuszcza do siebie myśli, że tego pociągu może nie być – mówi w rozmowie z nami Joanna Lamparska, dziennikarka, podróżniczka, autorka książki ,,Złoty pociąg. Krótka historia szaleństwa” i kilkunastu innych książek o Dolnym Śląsku.

Joanna Lamparska

Maciej Leśnik: W sierpniu ubiegłego roku dwóch odkrywców Piotr Koper i Andreas Richter zgłasza znalezienie ,,pociągu pancernego z okresu II wojny światowej”, między 61 a 65 kilometrem linii kolejowej z Wrocławia do Wałbrzycha. Ich zdaniem ,,pociąg mieści w sobie przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszce szlachetne”. Wybucha gorączka złota. W mediach huczy od emocji, domysłów i spekulacji. Mało rozmawiamy za to o faktach i dowodach.

Joanna Lamparska: Historia rzekomego złotego pociągu brzmi następująco. W kwietniu 1945 roku z będącego jeszcze w rękach Niemców Wrocławia wyjeżdża skład. W skrzyniach ma przewozić depozyty ludności, być może złoto, broń lub gazy bojowe. Pociąg zmierza do Wałbrzycha, ale kilka kilometrów wcześniej, między Świebodzicami a Szczawienkiem, znika. Nie mógł rozpłynąć się w powietrzu. Znika, a więc musiał wjechać do tajemniczego tunelu w okolicach zamku Książ, a następnie zostać zamaskowany.

Problem polega na tym, że snujemy legendę o pociągu, który w kwietniu 1945 roku z Wrocławia nie mógł wyjechać. W styczniu pod niemieckie miasto podchodzi Armia Czerwona. Ostatni pociąg wyjeżdża stąd 12 stycznia. Rosjanie zamykają okrążenie na południu Wrocławia. Żaden transport w kierunku Wałbrzycha nie ma szans przebić się przez ten szczelny pierścień. To że jakiś niemiecki pociąg trzy miesiące później wydostał się z Wrocławia jest mitem.

Skąd zatem została zaczerpnięta opowieść o pociągu pełnym bogactw pod Wałbrzychem?

Legenda mogła zostać mylnie skojarzona z zupełnie inną, prawdziwą historią. Złoty pociąg rzeczywiście wyjechał w kwietniu 1945 roku, ale nie z Wrocławia, a z Budapesztu. Na Węgrzech panował wówczas faszystowski rząd, państwo było po stronie III Rzeszy. Na wywózkę do obozu zagłady w Oświęcimiu skazano 800 tysięcy węgierskich Żydów. W pociągu, który wiózł ich rzeczy do Berlina, znajdowały się zegarki, obrazy, pieniądze. Można powiedzieć, że to był naprawdę złoty pociąg. Nie jechał oczywiście przez Wrocław i nie został ukryty w tunelach pod Wałbrzychem. W czasie drogi do Berlina został przechwycony przez Amerykanów.

Jest też druga opowieść nakładająca się na legendę o złotym pociągu. Pochodzi od Niemca, który widział rozładowanie jakiegoś pociągu. To też było w kwietniu. Wiemy, że Książ, najpotężniejszych zamek na Dolnym Śląsku od 1941 roku był – według jednej z hipotez – przebudowywany na kwaterę Adolfa Hitlera. Za palmiarnią w Lubiechowie znajdowała się stacyjka, z której kolej wąskotorowa przewoziła materiały budowlane do zamku. Ów Niemiec twierdził, że w kwietniu 1945 roku widział wagony, które tam zajechały. Jak zeznał, z wagonów zdejmowano skrzynie. Nie wiedział, czy ich zawartość została przerzucona na wąskotorówkę i zawieziona do zamku czy też zakopana albo wywieziona w innym kierunku. Gdyby uznać tę relację za wiarygodną, należałoby wysnuć wniosek, że wagony zostały opróżnione i rozładowane. Opowieść Niemca zatem zamiast podpierać hipotezę odkrywców o pociągu pełnym do dziś bogactw, przeczy jej.

Oficjalni znalazcy skarbu Piotr Koper i Andreas Richter nie są pierwszymi, którzy próbują odnaleźć złoty pociąg. To określenie podbiło media, zagościło na billboardach i taborze kolejowym. Na jakiej podstawie przyjęto, że złoty pociąg jest rzeczywiście ,,złoty”?

Pociągu już kilkanaście lat temu bezskutecznie poszukiwał Tadeusz Słowikowski, który bada tajemnice Książa, a po II wojnie światowej pracował jako górnik w Wałbrzychu. Pamiętajmy, że ten region po 1945 roku był świadkiem wielkiej wymiany ludności. W kopalni pod Wałbrzychem pracowali razem Polacy, którzy po wojnie przyjechali tutaj ze wschodu, oraz Niemcy, którzy mieszkali na Dolnym Śląsku od wieków. Tadeuszowi Słowikowskiemu opowiadali, że widzieli jakiś tunel w Wałbrzychu, że był jakiś pociąg, który jeździł i nigdy nie wracał oraz, że ktoś widział pociąg stojący w tunelu.

Z tych trzech pogłosek złożył historię pociągu, który w tajemniczy, niewyjaśniony sposób zaginął i który mógł wieźć coś cennego. W zależności od wersji mówiło się, że mogło to być złoto, innym razem, że chemikalia, maszyny lub broń. Jak to w baśniach, raz księżniczka ma rude włosy, a raz blond. Dolny Śląsk jest krainą ukrywanych skarbów, tajemniczych podziemi Riese, starych sztolni, dlatego historia o złotym pociągu padła na podatny grunt. Żyjemy tymi opowieściami i chcemy wierzyć, że można tutaj coś jeszcze odkryć.

tunnel

Pracownicy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie po badaniu magnetycznym terenu wykluczyli jednak stanowczo, że może on skrywać pociąg. Profesor Janusz Madej stwierdził, że nie wykryto anomalii, które wskazywałyby, że w ziemi jest wielki obiekt z żelaza lub stali. Stanowisko naukowców nie osłabiło determinacji odkrywców. Ich spółka XYZ otrzymała 23 czerwca pozwolenie dolnośląskiego konserwatora zabytków na prowadzenie prac ziemnych na 65. kilometrze. Na czym opierają swoje poszukiwania, które kosztowały kilka miesięcy starań?

Piotr Koper i Andreas Richter przeprowadzili badania georadarem KS-700. Wielu geofizyków ma zastrzeżenia co do tego sprzętu. KS-700 sam interpretuje swoje pomiary. Odkrywcy uzyskali wyniki, na które nałożyli zdjęcie pociągu i doszli do wniosku, że musi się on tam znajdować.

Poza tym nie przedstawili nam żadnego namacalnego dowodu. Nie opierają się na żadnym dokumencie ani wiarygodnym świadku, które potwierdzałyby bezspornie ich przypuszczenia. Nie tylko brak dowodów, ale również zdrowy rozsądek i logika każą wątpić w istnienie pociągu w miejscu wskazywanym przez odkrywców. Dlaczego?

Odkrywcy twierdzili, że znaleźli pociąg z wagonami, którego długość mogła sięgać 80, a nawet 100 metrów. Gdyby tak wielki skład rzeczywiście znajdował się pod Wałbrzychem, sprzęt geofizyczny by zareagował.

Zwróćmy poza tym jeszcze raz uwagę na kontekst historyczny. W 1945 roku jest koniec wojny, każdy środek transportu – do walki albo odwrotu – jest potrzebny. Jaki sens miałoby wówczas zakopywanie sprawnego pociągu? Czy Niemcy tracący siły i wypierani z Dolnego Śląska mieliby techniczne możliwości i poświęcali cenny czas, by zwozić kilka tysięcy metrów ziemi do zasypania tunelu z pociągiem? Poza tym, takie zmiany w terenie musiałyby pozostawić ślad.

Czy istnieje możliwość, że na terenie Dolnego Śląska są ukryte złote pociągi w innych miejscach niż Wałbrzych?

Musimy określić, co rozumiemy pod nazwą ,,złoty pociąg”. Czy mamy na myśli wagony z ładunkiem czy też jako ,,złoty pociąg” rozumiemy skarb, który chcemy odnaleźć? Jeżeli chodzi o ten pierwszy wariant, to w ciągu ostatniego roku różne osoby zgłosiły informację o łącznie 17 pociągach. Za każdym razem chodziło o składy schowane w podziemiach, zbudowanych przez Niemców w czasie II wojnie światowej lub wcześniejszych. Taki pociąg mógł zostać ukryty na przykład w Złotym Stoku, jak twierdziła Elżbieta Szumska, właścicielka tamtejszej kopalni złota.

Nie jeden, a trzynaście pociągów miałyby się zdaniem poszukiwacz Władysława Podsibirskiego znajdować w Piechowicach pod Jelenią Górą. Znalazłam dokument, z którego wynika, że na początku 1945 roku jeden z robotników przymusowych widział, jak więźniowie ściągali z pociągu skrzynie i przenosili je do samochodów. Trop dalej się gubi, samochody odjechały z ładunkiem do lasu. Ta historia różni się więc od legendy o pociągu, który miał zostać ukryty w tunelu koło zamku Książ. Wydaje się bardziej logiczna i wiarygodna. Świadek przekazał tę relację cztery lata po wojnie.

W sierpniu minie rok, od kiedy wybuchło szaleństwo na punkcie wałbrzyskiego pociągu. Jeżeli okaże się, że go nie ma, temperatura emocji opadnie, a zaczną się chłodne oceny i podsumowania. Co nam pozostanie po gorączce złota?

Ktoś wyliczył, że gdyby Wałbrzych miał zapłacić za czas antenowy, który mu poświęcono w mediach, kosztowałoby to 120 milionów złotych. Miasta nigdy nie byłoby stać na takie wydatki na promocję. Sam Wałbrzych niewiele się zmienił, ale zmieniło się jego postrzeganie. Wcześniej uchodził za miasto smutne, niezauważalne, teraz stał się miastem z fantastyczną tajemnicą, nieodkrytym, przyciągającym uwagę.

O Wałbrzychu usłyszeli dziennikarze na całym świecie. Otrzymywałam telefony i zapytania z najróżniejszych części globu. O mieście na Dolnym Śląsku dowiedzieli się słuchacze BBC i widzowie Discovery Channel. Powstało lub powstaje kilka filmów dokumentalnych. Z kamerą na Dolny Śląsk trafiły telewizje z Niemiec, Holandii, a nawet Japonii.

Przyjechały kręcić film o złotym pociągu, a tymczasem dowiedziały się, że mamy tutaj również wspaniałe krajobrazy, niesamowite zamki, urokliwe kurorty. Droga dziennikarzy wiodła najczęściej przez Wrocław, dzięki czemu mogli również poznać piękno naszego miasta. Jak zapamiętali Dolny Śląsk? Z pewnością jako region ciekawy, pełen skarbów i tajemnic. Wydaje mi się mimo wszystko, że Wałbrzych nie do końca wykorzystał ten czas. Nie odpowiedział na to gigantyczne zainteresowanie przemyślaną i zmasowaną kampanią reklamową.

Czy historia złotego pociągu spowoduje, że mieszkańcy naszego województwa ruszą na poznawanie zakątków Dolnego Śląska? Na przykład na poszukiwanie skarbów?

Jak przyznał archeolog z wydziału konserwatora zabytków z Wałbrzycha, nigdy nie zanotowali tylu zgłoszeń, co w ostatnim roku. Skarbów szukają pojedynczy odkrywcy, ale również całe grupy. W ludziach obudziła się pasja odkrywania, dzielenia się informacjami. W ten sposób możemy poznawać historię. Jeżeli chcemy odnaleźć kryjówkę z ukrytym skarbem, musimy zapoznać się z losami terenu, czytamy na temat budynku, w którym skarb mógł się znajdować, staramy się dotrzeć do świadków.

Mam wrażenie, że nie tyle chodzi nam o znajdowanie, co poszukiwanie. Intryguje nas to, czego nie wiemy, pociąga to, co niezbadane. Myślę, że w każdym z nas drzemie to pragnienie odkrywania i stąd bierze się wiara w złoty pociąg na Dolnym Śląsku.

Na początku myślałam, że skoro wszyscy są tacy przekonani w jego istnienie, może to ja się mylę? Głowa mi cały czas mówi, że nie ma tego pociągu. Serce podpowiada, że może znajduje się coś tam innego. 

Joanna Lamparska 2

Joanna Lamparska

dziennikarka, podróżniczka, z wykształcenia filolog klasyczny i archeolog sądowy. Tajemnice i skarby Dolnego Śląska bada od ponad 20 lat. Jest autorką kilkunastu książek, w tym wielu ,,przewodników inne niż wszystkie”. Jej artykuły pojawiają się na łamach takich magazynów jak ,,National Geographic”, ,,Traveler”, ,,Focus”. Współpracuje z kilkoma ekipa eksploracyjnymi i telewizyjnymi, między innymi ,,History Channel”. Od 2012 roku co sierpień organizuje Dolnośląski Festiwal Tajemnic w zamku Książ, który również sama wymyśliła. W styczniu ukazała się jej książka – ,,Złoty pociąg. Krótka historia szaleństwa”.