O tym, jak od kuchni wygląda zoo oraz o nowych atrakcjach czekających na zwiedzających z Radosławem Ratajszczakiem, prezesem wrocławskiego ogrodu zoologicznego, rozmawia Adrianna Machalica.

Wrocławskie zoo to jedna z najczęściej odwiedzanych atrakcji przez turystów na Dolnym Śląsku, a  nawet i w Polsce. Liczby nie kłamią. W 2006 roku zoo odwiedziło około 360 tysięcy osób, obecnie jest to ok. 2 milionów rocznie. Od 2014 do 2017 r. przez zoo przewinęło się ponad 5 mln ludzi.

Jesteśmy zdecydowanie największą biletowaną atrakcją Polski, przebijając nawet Wieliczkę. W Europie plasujemy się w pierwszej piątce ogrodów zoologicznych pod względem frekwencji, a jeżeli chodzi o kolekcję zwierząt, to znajdujemy się w pierwszej trójce.

Z czego to przede wszystkim wynika?

Tak duże zainteresowanie wynika m.in. z kolekcji zwierząt znajdujących się we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Jest ono doceniane na całym świecie również ze względu na dobrze rozplanowany teren, odpowiednio przystosowane wybiegi dla zwierząt i dbałość o rośliny na terenie obiektu.

Proszę rozwinąć ten temat…

Obecnie jest u nas około 14 tysięcy osobników z ponad 1100 gatunków. Nie jesteśmy drogowcami, więc zima nie może nas w żaden sposób zaskoczyć i musimy być przygotowani na wszystko. Jeżeli zwierzę wymaga dużego, ciepłego pomieszczenia, to oczywiście my mu to zapewniamy. Nigdy nie przyjmujemy zwierząt, jeśli nie stworzymy im odpowiednich warunków. Najpierw trzeba wszystko rozplanować i zbudować, a dopiero później sprowadzać zwierzęta, nigdy na odwrót. Ważna jest również zieleń, bo zoo to nie tylko zwierzęta, ale również ich otoczenie. Trudno jest czasami sprawić, by dana roślina się przyjęła, ponieważ nie zawsze jest przystosowana do polskich warunków klimatycznych. Trzeba jednak umieć znaleźć złoty środek. Staramy się zapewnić zwierzętom takie otoczenie, by przypominało jak najbardziej to naturalne. Widać to choćby u lemurów czy gibonów, które mają możliwość wspinania się po wysokich drzewach. Tu nie chodzi tylko o wystawianie zwierząt na pokaz, ważne jest zachowanie naturalnych warunków ich bytowania. Dany wybieg powinien coś mówić o klimacie, w którym to zwierzę żyje. Każdy może przeczytać etykietę gatunkową i wyobrazić sobie miejsce, w którym dane zwierzę występuje na wolności, a naszym zadaniem jest odpowiednio to zaprezentować.

Nie każdy jednak rozumie ideę, która przyświecała powstawaniu ogrodów zoologicznych. Wciąż zgłaszane są protesty i zastrzeżenia. A przecież jedną z funkcji wrocławskiego zoo jest hodowanie gatunków, które bez ochrony wyginęłyby w środowisku naturalnym…

Obrońcy zwierząt to trudny temat. Często nie mają pojęcia o biologii zwierząt, nie rozumieją ich i nie potrafią interpretować ich zachowań. Oczywiście przyznaję, że mamy u siebie słabsze punkty. Są to na przykład małpy człekokształtne, a konkretnie szympansy. Wybieg zewnętrzny jest bardzo dobry, duży, jest sporo drzew, po których mogą się wspinać. Jednak wewnątrz wygląda to źle, ponieważ są kraty. Gdyby zastąpić je szybą, to większość protestujących nie miałby już pretensji. My natomiast wiemy, że dla szympansów kraty są lepsze: mogą się po nich wspinać i przede wszystkim utrzymują kontakt ze swoimi opiekunami. Przy tworzeniu naszego planu kolekcji zwierzęcej staramy się brać pod uwagę takie czynniki, jak zagrożenie w warunkach naturalnych oraz możliwości edukacyjne danego gatunku.

Zoo we Wrocławiu współpracuje z innymi ogrodami na całym świecie i jest uznawane za jeden z lepszych tego typów obiektów. Proszę o kilka zdań na ten temat.

Współpracujemy z około 500 ogrodami. Stale są jakieś konferencje czy spotkania. Nie ma dnia, by jakieś zwierzęta gdzieś nie wyjechały lub nie przyjechały, czasami towarzyszą im również ich opiekunowie. Działamy w sieci ogrodów zoologicznych na dwóch poziomach: europejskiego i światowego stowarzyszenia ogrodów zoologicznych. W ramach tych stowarzyszeń tworzony jest plan kolekcji zwierzęcych, który jest oparty o generalne plany tworzone dla całej Europy. W obrębie każdej grupy systematycznej, czyli na przykład duże kotowate, działa tak zwany TAG – grupa do spraw doradczych taksonów. Tworzy ona plan kolekcji zwierzęcej europejskich ogrodów zoologicznych, określając, co mamy hodować, w jakich ilościach, a czego mamy nie hodować. Według tych wytycznych tworzymy swoje plany hodowlane. Każdy z gatunków ma swojego koordynatora. To pracownicy ogrodów zoologicznych, posiadający niezbędną i specjalistyczną wiedzę oraz doświadczenie w chowie i hodowli zwierząt. Nasi pracownicy prowadzą ponad dziesięć takich programów hodowlanych, co świadczy o wysokich kompetencjach, które zauważyła i doceniał EAZA (Europejskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych i Akwariów – przyp. red.) bo to z jej ramienia są one prowadzone.

Od 2010 roku wrocławskie zoo nie jest już jednostką budżetową samorządu (organizacją zależną wyłącznie od pieniędzy z miasta – przyp. red.), lecz spółką, w związku z czym został Pan jej prezesem. Wcześniej, w latach 1966-2006, dyrektorem ogrodu zoologicznego we Wrocławiu był Antoni Gucwiński. Twierdzi, że od tamtej pory nie był we wrocławskim zoo. Dlaczego?

Państwo Gucwińscy (Antoni i jego żona Hnna, którzy przez wiele lat prowadzili w telewizji niezwykle popularny program „Z kamerą wśród zwierząt” – przyp. red.) wyprowadzali się z zoo około 6 miesięcy. Ostatecznie nastąpiło to w lipcu 2007 roku. Od tego czasu zapraszałem ich na wszystkie wydarzenia i jubileusze, jednak bez odpowiedzi.

Odkąd został Pan prezesem zoo, obiekt bardzo się zmienił i rozwinął. Odkąd powstało Afrykarium, do zoo przychodzi jeszcze więcej turystów. A jakie atrakcje czekają na odwiedzających w tym sezonie?

Taki pawilon, jak Afrykarium, na naszym terenie już nie powstanie, bo po prostu nie ma na to miejsca. Natomiast niedługo rozpoczniemy konkretne działania w kierunku budowy kompleksu dla goryli i innych zwierząt dżungli Konga. W tym roku będziemy kończyć obiekty dla panter śnieżnych i mglistych, wydr oraz wilków. Zoo cały czas musi się rozwijać i zmieniać.

 

Radosław Ratajszczak

Urodzony 9 marca 1957 roku w Myśliborzu. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu oraz biologię na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1981 do 2006 roku pracował w poznańskim zoo, gdzie przez ostatnie 12 lat był wicedyrektorem. Od stycznia 2007 roku został dyrektorem (od 2010 roku prezesem) zoo we Wrocławiu.