Wszyscy znamy to pytanie. Co autor miał na myśli? Co chodziło po głowie autorce, kiedy pisała swój tekst? Tylko czy odpowiedź – w szczególności prawidłowa – rzeczywiście jest możliwa? Zapraszam Cię do małego eksperymentu.

Przeczytaj poprzednie odcinki cyklu “Wszyscy jesteśmy artystami”

Sztukę można odbierać na różne sposoby. Jeden z nich to odbiór intelektualny. Przydaje się tutaj znajomość danej dziedziny, jej historii, używanych w niej narzędzi, środków. Dzięki temu możemy złamać kod danego dzieła, rozszyfrować ukryte w nim wiadomości. Możemy dostrzec jego korespondencję z innymi dziełami, czyli tak zwane implikacje intertekstualne (kto miał ze mną kiedyś zajęcia z przekładu, temu się ten termin być może do dziś śni po nocach). Wiedza pozwala nam widzieć więcej warstw, docenić pewne elementy, na które, nie mając jej, być może nie zwrócilibyśmy uwagi.

Drugi ze sposobów odbioru sztuki polega na jej emocjonalnym, intuicyjnym przetwarzaniu. Kiedy mamy kontakt z jakimś dziełem, skupiamy się na odczuciach, jakie w nas wywołuje, myślach, jakie przyciąga, czy reakcjach w ciele. I tutaj nie ma prawidłowych i nieprawidłowych interpretacji, dobrych ani złych odpowiedzi. Jeden spektakl, jeden wiersz, jeden obraz może być o tysiącu różnych rzeczy dla tysiąca różnych osób.

Żaden z tych sposobów nie jest lepszy ani gorszy. Być może nawet najlepiej jest wtedy, kiedy współistnieją. To pierwsze, intelektualne podejście, jest jednak bardziej promowane. To jego uczymy się w szkole (i tutaj właśnie pojawia się słynne pytanie: “Co autor miał na myśli?”). Może dlatego, że jakoś łatwiej je edukacyjnie ugryźć. Opiera się bowiem na zbiorze zasad, faktów historycznych, definicji. Można oczekiwać ich opanowania, można stopień ich opanowania oceniać. Znacznie trudniej jest w sytuacji, kiedy przyjmiemy, że każdy ma rację, bo interpretując sztukę, każdy w gruncie rzeczy mówi o samym sobie.

Jeśli jednak intelektualnemu pojmowaniu sztuki oddajemy prym kosztem rozwijania wrażliwości, to może się zdarzyć, że sztuka stanie się zjawiskiem elitarnym, do którego dostęp mają tylko ci, którzy znają “prawidłowe odpowiedzi”. Że ludzie zaczną się obcowania ze sztuką bać, czuć się wobec niej niekomfortowo i niepewnie. Innymi słowy, jeśli uznamy, że sztukę przede wszystkim trzeba rozumieć, może stać się to przyczyną wykluczeń.

Jeśli jednak przyjmiemy, że na początek wystarczy sztukę czuć, otworzy się piękna przestrzeń do rozwoju zainteresowania nią, a w konsekwencji wrażliwości i w dłuższej perspektywie kompetencji kulturowych. Właśnie w tej kolejności, nie odwrotnie.

Eksperyment

Kiedy ktoś przychodzi do mnie po spektaklu i pyta, o czym była dana scena czy piosenka, lubię to pytanie odbić i zapytać: “A o czym jest dla Ciebie?”. Odpowiedzi są najrozmaitsze, a dla mnie jako artystki wspaniałym przeżyciem jest to, że ktoś wziął jakiś kawałek mojej twórczości i wpasował ją jak puzzel w jakiś kawałek swojego świata, swojego doświadczenia. Że sztuka stała się pomostem między nami.

Często interpretacje odbiorców nie mają nic wspólnego z tym, co też ja tam sobie nawymyślałam, konstruując daną scenę, czy pisząc dany tekst. Uważam to za wartość, dlatego postanowiłam zrobić pewien eksperyment. Wysłałam kilku osobom tę samą piosenkę i poprosiłam, żeby napisały, o czym ona dla nich jest. Piosenka, którą wybrałam, to “Niewidzialna” (Obara / Sypień). Tekst jest mój, bo dzięki temu mam ten luksus, że znam intencje autorki i mogę z nimi skonfrontować to, co napiszą inne osoby.

Jeśli i Ty masz ochotę wziąć udział w tym eksperymencie, posłuchaj piosenki i odpowiedz sobie na pytanie, o czym ona dla Ciebie jest, a dopiero potem przeczytaj dalszą część artykułu. Dzięki temu Twój odbiór będzie… naprawdę Twój. Nie będziesz się sugerować interpretacjami innych osób. Być może nawet zaskoczy Cię później, jak bardzo one mogą się różnić. Pamiętaj, tutaj nie ma dobrych i złych odpowiedzi.

Interpretacje

Aleksandra Nykowska, trenerka wokalna

Utwór „Niewidzialna” jest dla mnie zaproszeniem do wysłuchania starej jak świat baśni, którą zna niemal każda kobieta.

Postać, o której mowa w piosence, nie ma dla mnie wystarczającego kontaktu ze swoim źródłem mocy i sprawczości (prawdopodobnie zostały stłumione przez społeczne reguły lub rodzinę), co odbiera jej możliwość decydowania o sobie, czy reagowania w momencie, kiedy jej granice zostają przekroczone.

W opowieści słyszymy, jak przechodzi z rąk do rąk, a każdy z wymienionych partnerów zaprasza ją (być może nieświadomie) do klatki, które różnią się tylko kolorem. Nauczona milczenia, podporządkowania i służenia mężczyznom, znika (co przewrotnie nazwane jest „magiczną mocą” bohaterki) w momentach, których warto: czyli w tych chwilach, kiedy ból, poniżenie, czy brak szacunku są dla niej do zniesienia.

Bardzo wzruszające zakończenie piosenki, odwołuje się do najważniejszej kobiety w życiu każdej osoby, czyli do mamy. Z głośnej i wyśpiewanej pełnym głosem części dopływamy do puenty, która za sprawą zmiany dynamiki przypomina atmosferę dziecięcego pokoiku z przygaszonym światłem, gdzie czujemy się bezpiecznie w objęciach śpiewającej mamy. Jest to dla mnie niezwykle poruszający moment, który dodaje kolejnego znaczenia tej opowieści.

„ale niech ci, nie będzie żal dziecino ukochana, wrócę by twe obejrzeć łzy, bo zawsze wraca mama”- jest dla mnie o tym, że historia kobieca zatacza koło. Matka, czyli również kobieta (prawdopodobnie też nauczona bycia niewidzialną), która wprowadza nas w świat (dobrze by było gdyby, nauczyła nas stawiać swoje granice i słuchać własnego wewnętrznego głosu) jest przedstawiona tutaj dla mnie w pasywnej postawie.

Tą postawą potwierdza rozczarowanej i zranionej córce, że świat już taki jest, że na taki los jesteśmy skazane, a jedyne co możemy zrobić to poszukać sobie zacisznego kącika, gdzie możemy sobie popłakać.

Piotr Kulczycki

O czym jest utwór „Niewidzialna”? Nie wiem dokładnie, bo trochę namieszał mi w głowie i czasem jeszcze miesza. Wiem tylko, o czym może być dla mnie, bo pewnie jest o tym co mi w Czesławie siedzi.

Odpalam i słyszę pierwsze wersy, a mój męski filtr pierwszego poziomu mówi mi, że to przecież o uwielbieniu do kobiety i jej ogromnej władzy nad mężczyznami. W końcu wszyscy jej pragną i zabiegają o nią na swój sposób, bo przecież każdy jest inny i każdy ma co innego do zaoferowania. To przecież kwestia jej potrzeb, może sobie wybrać któregokolwiek z nich… więc jest na wygranej pozycji. No i dziwie się, że niby nie pytał, że niby wbrew woli, że brak wyboru… O co chodzi myślę sobie… przecież nikt siłą do siebie nikogo nie uwiąże, przecież to kobiety ostatecznie decydują, więc w czym jest problem? Ja jak czegoś nie chcę, to tego nie robię – przekonuję sam siebie. Asertywność musi być, wiadomo.

Nawet rozpływanie się w powietrzu bardziej usłyszałem a nawet zobaczyłem jako rozpływanie się w rozkoszy.

Ale czy aby na pewno zawsze byłem i jestem taki niezależny i asertywny? Słucham dalej i nawet coraz głośniej, i nawet coraz częściej, i nawet w miejscach publicznych, jakbym chciał dać sygnał (bo przecież sam tego nie wyśpiewam), wszystkim tym, których mijam i których nie mijam, że… „Nie dam się, pamiętajcie o tym”!

Ile razy byłem niewidzialny?… Tyle razy, ile się nie odezwałem, nie zająłem stanowiska, nie obroniłem siebie, nie obroniłem innych.

Ile razy tego żałowałem?… Tyle razy, ile mój żal był utulany zamiast wykrzyczany. Utulony w żalu to prawie brzmi jak umiłowany w bólu… I tak to się z pokolenia na pokolenie kręci.

Zatem gdy z trudem wielkim, żeby nie powiedzieć bólem, odpalam swój filtr ostatniego poziomu, który już chyba męskim trudno będzie nazwać, ani oczywiście kobiecym, to myślę sobie, że to chyba o uwikłaniu, które każdemu może się zdarzyć bez względu na płeć i o potrzebie bycia wolnym, rozumianym, niezależnym w swoich wyborach, akceptowanym i szanowanym.

A jeśli ktoś powie mi tu, że po co te wszystkie farmazony i majonezy, bo przecież dziewczyna śpiewała w zasadzie o nieszczęśliwej miłości a nie o umiłowaniach i uwikłaniach, to odpowiadam krótko – dla mnie ten kawałek jest o tym, że fajnie jest mieć w życiu żonę kumpelkę lub męża kumpla!

Beata, książkoholiczka

Dla mnie niewidzialna jest o tym że ludzie w innych ludziach szukają zaspokojenia swoich własnych potrzeb. Nie są ciekawi, nie chcą poznać, zobaczyć drugiej strony, chcą zaspokojenia swojej potrzeby i koniec. Paradoks w tym że każdy ma potrzebę bycia widzianym, szukamy zaspokojenia też tej potrzeby. W towarzystwie osoby, która jej nie zaspokaja, ja czuje się uprzedmiotowiona, niewidzialna, jakbym znikała. Zamykam się w sobie. Oddzielam się od tego doświadczenia.

Może to brutalny przykład, ale koleżanka kiedyś opowiadała mi o doświadczeniu gwałtu, mówiła, że widziała się z góry, jakby to nie była ona. Odseparowała się od tego doświadczenia. Wisiała niewidzialna i patrzyła na to co się dzieje z tą dziewczyną na dole.

Ważny jest dla mnie też ostatni wers, „Bo zawsze wraca mama”. Potrafimy ignorować, że nas ktoś źle traktuje, ale jak ktoś źle traktuje nasze dzieci, to już nie. Wtedy wracamy. Ja zawsze wracam, kiedy ktoś, kto mi robił coś złego, próbuje to samo zrobić mojej córce. Bo jej nie pozwolę tak potraktować.

Marek Dziedzic, producent muzyczny, Uniq Studio

Nikt nie lubi, kiedy ktoś decyduje za niego, gdy jest uszczęśliwiany na siłę i to według mnie jest głównym przesłaniem utworu „Niewidzialna”. W dzisiejszym, wciąż jeszcze męskim świecie kobietom nie jest łatwo, często traktowane są jak własność mężczyzny, niezależnie czy to partner, szef, ksiądz czy polityk. Niepokój wywołuje we mnie motyw muzyczny zaczerpnięty z dziecięcych kołysanek. To podkreśla bezradność w tej sytuacji, jak dziecko kobieta jest zdana na łaskę lub niełaskę tych silniejszych. Pięknie, lirycznie i dramatycznie – tak lubię.

Aleksandra Kulczycka, malarka

Dla mnie ten utwór jest o niebraniu kobiety pod uwagę. Jej potrzeb, pragnień. O przekraczaniu jej granic. O używaniu jej. O niewidzeniu. O tym, że żeby wytrzymać to przekraczanie granic przez mężczyzn, kobieta musi oddzielić się od siebie, od swojego ciała, udawać, że jej nie ma. Albo, żeby próbować nie dopuścić do używania, przekraczania, musi stawać się niewidzialną, nie zwracać na siebie uwagi. Jest też o tym, że matki uczą nas zgadzać się na taki stan rzeczy. „Wytrzymaj, zagryź wargi, zrób tak, żeby był zadowolony. Wiem, to boli. Ale da się. Ja też tak robiłam. Potem obetrę ci łzy”.

Joanna, mama trójki maluchów

Od dwóch dni zadaję sobie pytanie – “o czym jest dla mnie “Niewidzialna”? I za każdym razem przychodzi mi do głowy inna odpowiedź. Bo “Niewidzialna”, w zależności od sytuacji i kondycji w której się aktualnie znajduję, jest wielowymiarowa.Wieczorem koi moje rozkołatane serce i płynie prądem spokojnej rzeki, żeby ukołysać mnie do snu, jak na kołysankę (dla dorosłych) przystało. Dla odmiany słonecznym rankiem towarzyszy mi tam, dokąd aktualnie zmierzam, będąc w trasie. Wówczas przybiera formę “piosenki drogi”. Wyśpiewuję ją raz ciszej, innym razem głośniej i uwalniam szereg towarzyszących mi tego dnia emocji.

Kiedy słucham jej razem z moimi dość małymi jeszcze dziećmi, mam w oczach łzy wzruszenia, bo uzmysławia mi ona wyzwania, jakim stawić czoło będą musiały moje dziewczynki w męskim świecie, w którym niewątpliwie żyjemy. A także ile pracy musimy wykonać, żeby nasz syn potrafił w przyszłości stanąć całym sobą po tej właściwej stronie, jaką jest głoszenie równości, szacunek i wspieranie kobiet w ich codziennej walce. A może obudzą się one kiedyś w świecie, w którym to będzie oczywistą oczywistością – ciekawe, jaka wówczas dla nich będzie “Niewidzialna”.

W obliczu sytuacji społeczno-edukacyjnej, z jaką dzisiaj mamy do czynienia, “Niewidzialna” podżega mnie do wciąż narastającego we mnie buntu! Działa jak zapalnik, który błądząc po zakamarkach mojej głowy i duszy, nieustannie zmusza mnie do myślenia, co zrobić, jak zrobić, żeby skutecznie powstrzymać tę falę zła, która nas otacza (pochłaniając, odnoszę wrażenie, coraz cichsze głosy sprzeciwu).

Mam to wielkie szczęście, że w przeciwieństwie do niewybrednych żartów o teściowych, ja swoją bardzo cenię i uważam za cudowną osobę. Jednak przyglądając się bliżej jej relacjom z mężem, oraz mężczyznami w ogóle, zauważam, że jest jedną z tych “niewidzialnych”. I wiesz co? Wkurza mnie to, bo widzę też, że ona na to przyzwala. Ona i inne kobiety w moim otoczeniu. Niektóre uważają się za bardzo wyzwolone. Ale ostatnie słowo ma zawsze mąż, partner, etc, bo on przecież więcej zarabia, więc tak jest wygodniej. Niby mają to co chcą, ale jakim kosztem? Gdyby nie “Niewidzialna”, może moja ocena tych zachowań nie byłaby tak surowa, ale znowu wracamy do podsycanego płomienia buntu. A kto mnie zna, ten wie, że nie jestem z natury wojującą buntowniczką… Ot, co ta “Niewidzialna” ze mnie czyni!

Prawidłowa odpowiedź

Wspaniały artysta, a przy okazji mój serdeczny przyjaciel, Matt Burdynowski, powiedział mi ostatnio, że dla niego twórczość jest jak lustro. Kiedy artyści coś tworzą, przeglądają się w tym lustrze. Ale potem oddają je publiczności i to ona się w nim przegląda.

O czym jest “Niewidzialna”? Wiem. Ale nie powiem.

Albo powiem. Jest o wszystkich tych rzeczach opisanych powyżej. I o wielu innych. To, o czym ja myślałam, pisząc ją, nie ma już w tym momencie najmniejszego znaczenia. Bo nawet dla mnie ten tekst jest już o czymś zupełnie innym, niż był na początku. I to jest w tej całej sztuce najfajniejsze.

Zdjęcie główne: Teo Dumski