Wahania formy, średnia widzów poniżej 10 tys., spadek wpływów z dnia meczu i brak sponsora strategicznego – to były największe zmartwienia Śląska Wrocław w sezonie 2016/2017. Trzeci rok z rzędu klub zanotował dodatni wynik finansowy, wydawał mniej na pensje piłkarzy, ale jednocześnie ma trzeci najwyższy wskaźnik zadłużenia. 30 sierpnia ukazał się najnowszy raport ,,Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu 2017”, który podsumował sezon w wykonaniu 16 polskich klubów. I na boisku i w rankingu Śląsk Wrocław wylądował w dolnej połowie zestawienia. Odpowiednio na 11. i 10. miejscu.

W porównaniu do poprzedniego roku Śląsk Wrocław awansował o jedną lokatę, ale podobnie jak w ligowej tabeli, również i w tym rankingu musiał oglądać plecy odwiecznego rywala Zagłębia Lubin. Od czołowych drużyn w kraju, pod względem sportowym i finansowym, dzieli nas przepaść. Prognozowane przychody Śląska osiągnęły wartość 19,6 mln złotych, czyli ponad dwa razy mniej niż Lechii Gdańsk, prawie cztery razy mniej niż Lecha Poznań i 14 razy mniej niż Legii Warszawa – wynika z najnowszego opracowania.

Raport ,,Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu” jest corocznym, najbardziej prestiżowym i najbardziej obszernym podsumowaniem piłkarskich rozgrywek w Polsce. Eksperci Ekstraklasa S.A. i firmy doradczej EY analizują wyniki sportowe drużyn, szacują atrakcyjność marketingową i medialną oraz prześwietlają kondycję klubowych finansów. W tych trzech kryteriach Śląsk zajął dziewiąte, siódme i dziesiąte miejsce.

Gramy w kratkę

Zawód. Tylko tak można określić 11. miejsce w końcowej tabeli i konieczność walki o utrzymanie. Autorzy raportu przyczynę dostrzegają w chimerycznej formie drużyny. Śląsk Wrocław wygrał tylko 12 z wszystkich 37 ligowych meczów. Co z tego, że połowę z tych zwycięstw odniósł różnicą 3 ligowych bramek, skoro w 15 meczach piłkarze w ogóle nie byli w stanie zdobyć ani jednej gola?

Sezon 2017/2017 zapisze się w historii najwyższym zwycięstwem Śląska w XXI wieku. Wojskowi rzucili Ruch Chorzów na kolana, wygrali 6:0, a hat-tricka zdobył Kamil Biliński – rodowity wrocławianin i wychowanek Śląska. Łącznie w 5 ostatnich meczach napastnik zdobył 6 bramek i był najlepszym strzelcem klubu w całym sezonie. Szkopuł w tym, że Bilińskiego w Śląsku już nie ma. Klub nie był w stanie zaoferować swojemu wychowankowi odpowiedniego wynagrodzenia, więc ten przeniósł się do Płocka.

Autorzy raportu uznają, że dla efektywności sportowej istotne jest, czy klub daje szanse występów i rozwoju młodzieżowcom, czyli piłkarzom urodzonym po 1 stycznia 1995 roku. Klub ze stolicy Dolnego Śląska wystawiał do gry sześciu takich zawodników i zajął piąte miejsce w klasyfikacji. Mimo to trudno powiedzieć, aby Śląsk regularnie dawał okazje do gry najzdolniejszym piłkarzom. Wysokie miejsce zawdzięcza w istotnej mierze zmianie metodologii – autorzy raportu brali pod uwagę nie liczbę graczy, ale to, ile faktycznie występowali na boisku.

Znamiennym przykładem jest Adrian Łyszczarz, który zadebiutował w Ekstraklasie w wieku 17 lat, ale szanse dostał tylko w dwóch meczach i na boisku spędził raptem 36 minut. Młodzieżowcy Śląska zagrali w sumie 4 848 minut, ale ponad 4000 minut to bilans dwóch zawodników Kamila Dankowskiego i Laszy Dwaliego. Gruzin był jednym z trzech piłkarzy Śląska, którzy występowali dla swoich reprezentacji – obok Słowaka Roberta Picha i Macedończyka Ostoi Stjepanovicia.

Dużo widzów przed telewizorami, mało kibiców na stadionie

Śląsk Wrocław najlepiej wypadł pod względem marketingu i medialności – zajął siódmą lokatę w zestawieniu. Jeżeli jednak porównamy go do najlepszych klubów, okaże się, że drużyna występująca na największym stadionie w Ekstraklasie stała się niestety ligowym średniakiem.

W porównaniu do sezonu rok wcześniej frekwencja na meczach Śląska we Wrocławiu minimalnie wzrosła o 349 widzów. Na obiekcie, który oficjalnie może pomieścić 43 673 kibiców, zasiadało przeciętnie 9 000 osób. Najwięcej zobaczyło mecz z Legią Warszawą – nieco ponad 22 000.

Optymistyczną informacją jest to, że Śląsk jest piątą najchętniej oglądaną w telewizji drużyną. Mecze wrocławian śledziło średnio 126 000 osób. Oby dobrą grą potrafił przyciągać widzów na stadion, tym bardziej, że w tym roku przypada jubileusz 70-lecia klubu.

Brakuje chętnych na koszulki?

Największym zmartwieniem wrocławian jest jednak niska wartość mediowa. Śląsk wciąż nie ma sponsora strategicznego, dlatego za reklamę dla głównego sponsora na koszulkach mógłby liczyć na niecały milion złotych. Dla porównania szacowana wartość mediowa Zagłębia Lubin wynosi 5 mln złotych.

Mizerne są statystyki sprzedaży koszulek klubowych dla kibiców. Na taki zakup zdecydowało się w poprzednim sezonie dokładnie 1 877 fanów. Kluby Ekstraklasy nie mogą konkurować z zachodnimi drużynami, które zarabiają w ten sposób milionowe krocie, ale większości z nich i tak udawało się sprzedać od 2 000 do 5 000 sztuk. Nie wspominając o Legii, której fani wykupili 22 000 koszulek.

Finanse: na czym zarabia Śląsk Wrocław?

Prognozowane przychody klubu w sezonie 2017/2017 wynosiły 19,6 mln złotych. Gdyby na tej podstawie określać kolejność drużyn w Ekstraklasie, Śląsk wylądowałby na 9. miejscu w tabeli. Wciąż największą kwotą, bez której Śląsk nie byłby w stanie zapiąć budżetu, są wpływy z praw mediowych – 8,2 mln złotych to jednak o 22% mniej niż w poprzednim badaniu.

Jeszcze bardziej drastycznie spadły przychody z dnia meczowego. Śląsk Wrocław zarobił z tego tytułu tylko 2,1 mln złotych (w 2015 roku – 4,1 mln złotych). Wniosek? Jeżeli klub chce ustabilizować przychody i walczyć o coś więcej niż utrzymanie lub środek tabeli nie jest w stanie obyć się bez sponsorów i reklamodawców. Kiedy Śląsk sięgał po mistrzostwo Polski, na koszulkach Wojskowych było logo Tauronu – nie za czapkę gruszek, bo w latach 2011-2014 płacił z tego tytułu klubowi od 2,5 do 4,5 mln zł za każdy rok.

W sezonie 2016/2017 Śląsk podwoił wpływy ze sponsoringu i reklam do 3,4 mln złotych, mimo że od czasu zakończenia współpracy z energetycznym potentatem, nie miał sponsora głównego. W lipcu, po prawie 3 latach udało się go pozyskać – firma bukmacherską forBet zgodziła się związać umową na dwa lata.

– Śląsk dalej jednak szuka sponsora strategicznego. To bardzo istotne, biorąc pod uwagę fakt, iż średni udział głównego sponsora w przychodach ze sprzedaży wśród klubów Ekstraklasy waha się od zera (właśnie Śląsk) do ponad 30% (Górnik Łęczna) – podkreślają autorzy raportu ,,Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu”.

Klubowi skarbnicy mogą zgodnie z prawdą powiedzieć, że Śląsk trzeci rok z rzędu ma dodatni wynik finansowy. Z czego to wynika? Przede wszystkim ze wsparcia z publicznych pieniędzy gminy Wrocław oraz polityki zaciskania pasa. Śląsk Wrocław, jako jeden z czterech klubów, zdecydował się obciąć koszty wynagrodzeń dla pracowników, a wydatki na pensje zawodników zostały łącznie obniżone 7%. W ubiegłym sezonie WKS sprowadził lub wypożyczył 19 piłkarzy, mimo to nie wydał na transfery nowych zawodników ani złotówki!

Gorsze niż rok wcześniej są wskaźnika płynności finansowej. Obecnie spółka byłaby w stanie spłacić tylko 53% zobowiązań krótkoterminowych. Sen z powiek spędza zadłużenie długoterminowe, w tym zaciągnięte kredyty i pożyczki, czyli 6,7 mln złotych (stan na dzień bilansowy 31 grudnia 2016 roku). To trzeci najgorszy wynik w lidze.

Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu 2017 Śląsk Wrocław – zobacz pełny raport