W 2016 r. w Polsce w schroniskach dla zwierząt przebywało 112 727 psów, 29 621 kotów oraz 118 koni. Liczba ta wciąż rośnie. Obok nas żyją zwierzęta niechciane, potrzebujące pomocy, głodne. W kochających domach zmieniają się nie do poznania. Autorami metamorfoz są ludzie tacy sami, jak my. Skupia ich nowo powstała Fundacja Kociarnia KŻ.
Towarzysze życia
Ludzie podporządkowali sobie i oswoili w ciągu tysięcy lat setki gatunków zwierząt. Niektóre z nich dostarczają nam pokarm, inne pomagały w utrzymaniu gospodarstwa i pilnowaniu porządku, czego przykładem są psy pasterskie, a jeszcze inne chroniły nasze zbiory przed plagą gryzoni. Obecnie, w wysokorozwiniętym społeczeństwie nie potrzebujemy już kota w każdym domu, aby strzegł naszych spiżarni. Te drapieżniki współcześnie są naszym towarzyszem z powodu miłego usposobienia, łatwości adaptacji oraz mniejszych aniżeli psie wymagań dotyczących opieki.
Wzrost wykładniczy
Ten miły obraz ma też drugą, mroczną stronę. Ze względu na łatwość rozrodu, w wielu środowiskach koty nie są traktowane jako cenne zwierzę – co roku jedna kotka może urodzić nawet 15 kociąt, zatem utrata jednego, a nawet kilku z nich nie jest szczególnie bolesna. To, niestety, częsty obraz polskiej wsi. Licząc, że wśród piętnastu urodzonych kociąt, 7 stanowią niewysterylizowane kotki, po dwóch latach zamiast jednej kotki mamy już 121 kotów. Natura oczywiście radzi sobie z nadmiarem urodzeń na swój sposób – kocięta są zjadane przez drapieżniki, zagryzane przez psy czy zabijają je choroby.
W mieście nie jest lepiej – stada „wolnożyjących” kotów mieszkają w naszym otoczeniu w piwnicach, na podwórkach, w garażach i zaułkach. Wbrew pozorom, „na wolności” wcale nie jest im dobrze. Są tępione i przeganiane. Ich los często chcą poprawić ich społeczni opiekunowie – najczęściej emeryci i renciści dysponujący niewielkimi zasobami finansowymi i ograniczoną siłą fizyczną.
Należy zwrócić uwagę, iż mimo że koty te często są nieufne, to jednak nie wybrały sobie same takiego losu. Najczęściej są to zwierzęta wyrzucone z domów lub takie, które uciekły, oraz ich potomstwo. To koty oswojone, lecz wtórnie zdziczałe. Kot domowy nie jest gatunkiem występującym naturalnie, sprowadziliśmy go tutaj my – ludzie.
Szalona babcia, która karmi koty
Fundacja Kociarnia KŻ stara się poprawić los zarówno zwierząt wiejskich, jak i tych mieszkających w mieście głównie przez sterylizacje zapobiegające nadmiernemu rozrodowi, leczenie i szukanie domów zwierzętom oswojonym. Koty dzikie, które mają dokąd wrócić, są wypuszczane z powrotem w miejsce dotychczasowego bytowania, a ich opiekun jest objęty opieką fundacji. Wszystkie te działania są możliwe dzięki ścisłej współpracy ze społecznymi opiekunami. To osoby głęboko wrażliwe na los zwierząt, które często przemierzają codziennie kilka, kilkanaście kilometrów, żeby znaleźć tańsze jedzenie, a potem nakarmić nawet kilkadziesiąt kotów rozsianych po różnych miejscach. Mądry karmiciel szuka możliwości sterylizacji zwierząt, aby naturalnie wygaszać ich populację, zwłaszcza w miejscach nieprzychylnych kotom. W tym szaleństwie jest więc metoda. Nie wyśmiewajmy, nie wytykajmy palcami, a jeśli jesteśmy wrażliwi na los zwierząt, zapytajmy, jak pomóc. Czasem wystarczy pomóc takiej osobie dostać się do weterynarza lub poszukać w internecie możliwości darmowej kastracji zwierząt.

Trudne momenty
Mimo oficjalnie niewielkiego stażu, zdarzyły się już w historii fundacji przykre momenty. Pierwszym z nich była awaria zaworu wody, która spowodowała powódź w pomieszczeniach służących jako koci hotelik. Przebywały tam zwierzęta zarówno w trakcie leczenia, jak i na rekonwalescencji po sterylizacjach oraz te zdrowe czekające na swoje domy. Wolontariusze musieli wyrzucić wszystkie wykładziny, wyposażenie, które naciągnęło wodę i zaczęło pleśnieć, drapaki, zabawki oraz meble. Koszt suszenia i ogrzewania lokalu przekroczył koszt czynszu. Jednak nie to było największym zmartwieniem. Przebywające w wilgotnych i suszonych pomieszczeniach koty mogły łatwo się rozchorować, co przysporzyłoby dodatkowych kłopotów i kosztów. Na szczęście, najgorsze już za fundacją, teraz powoli można od nowa kompletować wyposażenie i remontować kocie apartamenty.
Drugą trudną sytuacją był poród jednej z wiejskich kotek. Niestety, tym razem nie udało się zdążyć ze sterylizacją. Kociaki, ze względu na bardzo złą kondycję matki, urodziły się z ogromną niedowagą, wycieńczone. Jeden z nich zmarł, mimo profesjonalnej opieki weterynarzy oraz wolontariuszy dogrzewających maluchy oraz kotkę dzień i noc.
Aktualnie pod opieką fundacji, oprócz stałego wsparcia karmicieli oraz kotów w hoteliku i domach tymczasowych, znajdują się trzy koty wymagające specjalistycznej opieki weterynaryjnej oraz karmy typu renal z powodu choroby nerek.
Ludzie, jakich mijamy codziennie na ulicy
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to burza białych falowanych włosów. Należą do Ewy – siły napędowej i pomysłodawczyni założenia fundacji. Złapie kota do sterylizacji, oporządzi stadko mieszkające w kociarni, ale też chętnie poczęstuje ciastem.
Prezesem fundacji jest Karolina – glany, kolorowe włosy i koszulka metalowego zespołu. Na co dzień uczennica szkoły średniej. Oceniając po pozorach, nikt by się nie spodziewał, że wolny czas poświęca na sprzątanie klatek i kuwet, karmienie zwierzaków, organizację kiermaszów charytatywnych czy dźwiganie ciężkich toreb ze żwirkiem i karmą. W obowiązkach związanych z fundacją pomagają jej znajomi, z którymi też gra w RPG.
Natalia to energiczna dziewczyna, która pełni często rolę fundacyjnego kierowcy. Na co dzień studiuje na Politechnice Wrocławskiej i dodatkowo pracuje, aby zdobyć doświadczenie zawodowe, ale kiedy tylko może, pomaga w fundacji.
Aby pomagać, wystarczy nawet jedno popołudnie w tygodniu, nie trzeba wywracać swojego życia do góry nogami. Wie o tym wielu sympatyków fundacji, którzy w ramach możliwości wpierają ją swoimi działaniami.
Pomoc nie taka trudna
Twojemu kotu znudziły się zabawki? A może przestała mu odpowiadać karma? Kocie posłanie przestało być odpowiednio miękkie lub w czasie wiosennych porządków nazbierało się dużo kocyków, narzut czy ręczników, które czasy świetności mają za sobą, ale dalej mogą posłużyć zwierzakowi? W takim przypadku skontaktuj się z wolontariuszami Fundacji Kociarnia KŻ poprzez profil na Facebooku lub adres mailowy kociarnia.kz@gmail.com

