Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, czyli wyspecjalizowana miejska spółka do ściągania inwestorów, świętuje swoje 10-lecie. Z tej okazji przyglądamy się jej sukcesom, ale spoglądamy także w stronę nie do końca udanych przedsięwzięć.

10-lecie ARAW-u

fot. UM Wrocławia

Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej powstała na przełomie pierwszej i drugiej kadencji prezydenta Rafała Dutkiewicza.

– Najpierw była tzw. brygada tygrysa – tak ją ochrzcili dziennikarze – czyli specjalna komórka w urzędzie miejskim do ściągania inwestorów. Z tego narodził się ARAW. Jego pierwszym szefem był Paweł Panczyj – wspomina Rafał Dutkiewicz.

Kariera Panczyja w ARAW-ie nie potrwała jednak długo. Pod koniec 2007 roku prezes agencji, wraz z całym zarządem, został w trybie pilnym odwołany. Powodem było nieudane zainwestowanie miejskich pieniędzy na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. ARAW stracił wówczas prawie 1,4 mln złotych, a zarządowi zarzucono przekroczenie uprawnień.

Pawła Panczyja w fotelu prezesa zastąpił Dariusz Ostrowski, ówczesny dyrektor departamentu prezydenta w magistracie. Ostrowski jest szefem ARAW-u do dziś.

200 inwestorów w 10 lat

W czasach, gdy powstawał ARAW, nasza aglomeracja była atrakcyjna przede wszystkim dla firm produkcyjnych, dla których kluczowe były kwestie efektywności finansowej oraz system pomocy publicznej, a sektor nowoczesnych usług biznesowych właściwie u nas nie istniał.

– Bezrobocie we Wrocławiu sięgało wówczas 8%, a najwyższym budynkiem w mieście był Poltegor. To wtedy powstało pierwsze centrum usług wspólnych, które założyło u nas HP. Zaraz potem pojawił się drugi inwestor – LG, który ulokował się pod Wrocławiem – przypomina Dariusz Ostrowski.

Przedstawiciele Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej wyliczają, że w ciągu 10 lat udało im się przekonać do inwestycji w naszym regionie ponad 200 zagranicznych firm. Wśród nich, oprócz wspomnianych HP i LG, są też m.in. BASF, IBM, Google, Bosch, UBS, Volvo, 3M, Nokia, Dolby czy Credit Suisse.

– Dziś mamy najwięcej centrów badawczo-rozwojowych w kraju. Jesteśmy też bardzo zbilansowanym miastem – jest u nas i produkcja, i usługi – podkreśla Ewa Kaucz, wiceprezes agencji.

Łącznie, w ciągu minionych 10 lat, zagraniczni inwestorzy stworzyli u nas 85 tys. miejsc pracy – ponad 50 tys. w sektorze produkcyjnym i ponad 35 tys. w branży usługowej.

– Każde miejsce pracy, utworzone bezpośrednio przez inwestora, generuje od trzech do pięciu miejsc pracy w otoczeniu biznesu – w usługach, u poddostawców czy kooperantów biznesowych – dodaje Ewa Kaucz,  która podkreśla, że w sektorze nowoczesnych usług biznesowych pracuje we Wrocławiu ponad 35 tys. osób.

W ARAW-ie zapewniają, że spółka aktywnie wspiera również polskich przedsiębiorców – zarówno w lokalnym rozwoju ich działalności, jak i w procesie internacjonalizacji oraz budowaniu marki poza aglomeracją. Temu służy m.in. program Polski Czempion, w którym uczestniczy kilkanaście wrocławskich firm, które chcą działać globalnie.

Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej od kilku lat prowadzi także miejskie portale internetowe, z wroclaw.pl na czele. Przeniesienie serwisu miejskiego ze struktur gminy do spółki miało na celu zmonetyzowanie jego zasięgu. Innymi słowy: gmina nie może zarabiać na reklamach na portalu, spółka prawa handlowego – już tak.

Rafał Dutkiewicz

fot. UM Wrocławia

Inwestycje dla aglomeracji czy dla Wrocławia?

ARAW to spółka w całości należącą do samorządów, o kapitale zakładowym w wysokości 23 mln złotych. Jej akcjonariusze to 30 samorządów gminnych aglomeracji wrocławskiej, ale przeważającą większość udziałów, bo prawie 99%, ma w niej gmina Wrocław.

Jeden z byłych pracowników spółki, pragnący zachować anonimowość, tłumaczy nam, że Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, która w teorii miała zajmować się ściąganiem inwestycji dla całej aglomeracji, realizowała przede wszystkim interesy swojego największego akcjonariusza, czyli miasta Wrocław.

– Oczywiście, inwestycje odbywały się na terenie gmin ościennych, ale punktem odniesienia zawsze był Wrocław i każda inwestycja była postrzegana przede wszystkim w kontekście jego interesów. To się zresztą nie zmieniło do dziś – każda inwestycja dookoła Wrocławia odbywa się z jakimś udziałem ARAW-u – mówi.

Były pracownik agencji podkreśla, że z czasem jej rola w zakresie pozyskiwania inwestorów uległa zmianie – teraz ARAW ich przede wszystkim obsługuje, a nie wyszukuje.

– Zazwyczaj międzynarodowy inwestor wynajmuje dużą firmę konsultingową lub zajmującą się komercjalizacją powierzchni biurowo-magazynowej i zleca jej wyszukanie interesujących lokalizacji. Firmy te kontaktują się z kilkoma lub kilkunastoma miastami w regionie i opisują inwestycję. Potem przygotowują tzw. shortlistę składającą się z kilku miast, które będą najbardziej odpowiadać inwestorowi. Następnie firmy te przychodzą do ARAW-u, przedstawiają inwestora i proszą o konkretne informacje, pod kątem jego potrzeb. Na podstawie uzyskanych danych, podejmowana jest decyzja, czy miejsce jest warte zainteresowania. Potem już oficjalnie inwestor przyjeżdża, a jego wizytę w mieście organizuje ARAW. Spółka jest w stałym kontakcie ze Specjalnym Strefami Ekonomicznymi, które jako jedyne, oprócz rządu, są w stanie zagwarantować inwestorom jakieś korzyści podatkowe – tłumaczy nasz rozmówca.

Spektakularna klapa hali kupieckiej

Największą wpadką w 10-letniej historii działalności ARAW-u była inwestycja w halę kupiecką Grafit, do której mieli przenieść się m.in. handlarze ze zlikwidowanego namiotu „Goliat” na placu Grunwaldzkim. Otwarto ją, z wielką pompą, w maju 2012 roku.

Szybko jednak okazało się, że wybudowany za 36 mln złotych (z czego większość pieniędzy pochodziła z zaciągniętego kredytu) przez Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej obiekt przy ulicy Namysłowskiej to niewypał. Większości stoisk kupieckich nie udało się wynająć, a hala świeciła pustkami.

Potem rozważano nawet sprzedaż obiektu, ostatecznie jednak ARAW wydzierżawił go Wrocławskim Mieszkaniom, czyli innej miejskiej spółce. Ta na początku 2014 roku otrzymała od miasta 4 mln złotych na przebudowę budynku, a w międzyczasie z Grafitu uciekli pozostali kupcy. Dziś w miejscu stoisk handlowych działa multimedialna biblioteka, a także Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (to wrocławskie centrum programu 500+).

– Zarząd, który podejmował decyzję o inwestycji i potem ją przeprowadził, nie poniósł żadnych konsekwencji swoich decyzji. Jedyne co, to prezes nie dostał za jeden rok nagrody rocznej – opowiada nasz rozmówca.

Plany na przyszłość

– Chcemy utrzymać pozycję lidera w Europie Środkowo-Wschodniej w zakresie pozyskiwania i obsługi inwestorów. Już teraz mamy 50 kolejnych projektów, nad którymi pracujemy. To głównie zaawansowane technologicznie przedsięwzięcia – zapowiada Ewa Kaucz.

Spółka planuje też prowadzić wspólne projekty ze szkołami wyższymi, a także rozszerzyć współpracę z sektorem nowoczesnych technologii i wspierać przedsiębiorstwa na wczesnym etapie rozwoju.

– Nie chodzi tylko o start-upy, ale także różne inne inicjatywy. Widzimy, jak zmienia się globalny biznes. Byliśmy pionierami dziesięć lat temu, dziś także chcemy szybko znaleźć odpowiedź na zmieniające się trendy – dodaje Ewa Kaucz.